Jest pierwszy wyrok na byłego prezydenta Korei Południowej. Jun Suk Jeol został w piątek skazany na 5 lat pozbawienia wolności m.in. za wykorzystanie ochrony do zablokowania swojego aresztowania oraz nadużycia przy wprowadzaniu stanu wojennego pod koniec 2024 roku. Prokuratura domaga się dla niego kary śmierci za kierowanie zamachem stanu.
- Były prezydent Korei Południowej, Jun Suk Jeol, został skazany na 5 lat więzienia przez sąd okręgowy w Seulu.
- Sąd uznał go za winnego m.in. wykorzystywania ochrony do zablokowania własnego aresztowania oraz nadużyć przy wprowadzaniu stanu wojennego pod koniec 2024 roku.
- To pierwszy z serii ośmiu wyroków, które czekają byłego prezydenta.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.
W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Bek De Hjun skrytykował postawę oskarżonego, wskazując na brak refleksji nad popełnionymi czynami. Dla własnego bezpieczeństwa i prywatnych korzyści faktycznie zamienił funkcjonariuszy ochrony państwowej w prywatnych żołnierzy - oświadczył sędzia. Podkreślił również, że adekwatna kara jest niezbędna, by "naprawić praworządność zniszczoną przez przestępstwo", jakiego dopuściła się ówczesna głowa państwa.
W styczniu ubiegłego roku polityk zabarykadował się w swojej rezydencji, odpierając próby zatrzymania. Ostatecznie został ujęty po kilkugodzinnym szturmie, stając się pierwszym urzędującym prezydentem w historii kraju, który trafił za kratki.
Sąd uznał Juna za winnego także naruszenia praw członków gabinetu poprzez wykluczenie ich z obrad nad wprowadzeniem stanu wojennego oraz fałszowania dokumentów urzędowych. Uniewinniono go natomiast od zarzutu instruowania podwładnych, by przekazywali mediom zagranicznym nieprawdziwe informacje o sytuacji w kraju.
65-letni Jun konsekwentnie nie przyznaje się do winy, twierdząc, że chciał chronić kraj przed "północnokoreańskimi siłami komunistycznymi".
To nie była dyktatura wojskowa (...), lecz wysiłek na rzecz ochrony wolności i porządku konstytucyjnego - bronił się w sądzie.
Jego obrońcy zapowiadają apelację. Na odwołanie od wyroku mają siedem dni.
Sprawa jest pokłosiem wydarzeń z 3 grudnia 2024 r., gdy Jun ogłosił stan wojenny, wysyłając wojsko do parlamentu. Deputowanym udało się jednak przedostać do otoczonego przez żołnierzy gmachu i przegłosować zniesienie dekretu. Kryzys doprowadził do impeachmentu Juna i przedterminowych wyborów, które wygrał lewicowy kandydat Li Dze Mjung.
Piątkowe orzeczenie jest pierwszym z ośmiu, jakie czekają byłego prezydenta. Kluczowy wyrok, w procesie o kierowanie zamachem stanu, ma zapaść 19 lutego. Specjalny zespół prokuratorów zażądał w nim dla Juna kary śmierci.


