Harvey Weinstein - upadły producent filmowy - w obszernym wywiadzie dla "The Hollywood Reportera" opowiedział o życiu w nowojorskim więzieniu Rikers Island. Odniósł się też m.in. do afery Jeffreya Epsteina i pytań o swoje relacje z kobietami, które oskarżają go o przemoc seksualną.

Upadek producenta oscarowych hitów

W czerwcu 2025 r. Weinstein został uznany przez ławę przysięgłych na Manhattanie za winnego napaści seksualnej na byłą asystentkę produkcji Miriam Haley w 2006 roku. Odsiaduje 16-letni wyrok wydany w ramach odrębnego, kalifornijskiego procesu. 

Ponowny proces Weinsteina ws. oskarżeń o gwałt na aspirującej aktorce ma ruszyć w kwietniu. 

Skandal wokół Weinsteina zapoczątkował ruch #MeToo, który zachęca kobiety do ujawniania przypadków nadużyć seksualnych i molestowania przez wpływowych mężczyzn w mediach, polityce i innych dziedzinach. 

Weinstein, który wyprodukował m.in. "Pulp Fiction" i "Zakochanego Szekspira" twierdził, że wszystkie jego kontakty seksualne były dobrowolne i nie przyznał się do winy. 

"Nie chcę tutaj umierać"

Jak relacjonuje "THR", Harvey Weinstein przebywa na oddziale szpitalnym nowojorskiego więzienia. Z powodu problemów z kręgosłupem porusza się na wózku inwalidzkim. 

Spędzam prawie całą dobę w celi. Czasem wyjeżdżam na świeże powietrze na wózku inwalidzkim, ale tylko na pół godziny. Zazwyczaj przez 23 godziny doby jestem w celi. Rozmawiam tylko ze strażnikami i pielęgniarkami - relacjonował były producent. 

Weinstein przyznał, że codziennie rozmawia przez telefon z trójką swoich dzieci. Tą drogą kontaktuje się też z prawnikami i małą grupą przyjaciół. To trzyma mnie przy życiu - stwierdził. 

Pytany o to, czy boi się śmierci za kratami, były współpracownik wielu hollywoodzkich sław stwierdził, że ta perspektywa go przeraża. Jest to zimne i bezduszne. To niesamowite, że mając takie życie i robiąc tyle dla społeczeństwa, nie spotkałem się z łagodniejszym traktowaniem - zauważył Weinstein. Nie dostałem kary śmierci. Nie chcę tutaj umierać - stwierdził 73-latek. 

Weinstein o aferze Epsteina: Jego przestępstwa nie mają nic wspólnego z moimi

Odnosząc się do pytań o aferę Jeffreya Epsteina, którego powiązania z wpływowymi ludźmi i przestępstwa seksualne są na ustach całego świata, były producent filmowy stwierdził, że mógł go spotkać raz czy dwa. Nie byliśmy przyjaciółmi - oświadczył Weinstein. 

Wiem tylko to, co przeczytałem w gazetach. Nie mam zbytniego zaufania do mediów ani do prokuratorów. Ale przestępstwa, o które jest oskarżony, są naprawdę okropne. Nie mają nic wspólnego z moimi - zauważył rozmówca "THR". 

Weinstein przekonywał w wywiadzie, że nigdy nie dopuścił się napaści seksualnej na kobietęCzy bezskutecznie próbowałem poderwać niektóre z nich? Czy przesadziłem? Tak. Czy byłem natarczywy lub zbyt uwodzicielski? Tak, wszystko to prawda - mówił. Byłem żonaty z fantastyczną kobietą, która nie miała pojęcia, co robię. Cały czas kłamałem. Niewłaściwie wykorzystywałem swoich pracowników, aby ukryć te sprawy - dodał. 

Weinstein przekonywał też, że zatrudniał detektywów, by monitorowali zachowanie oskarżających go osób, bo chciał ukryć swoją niewierność przed żoną i uchronić się przed skandalem. Jednocześnie bronił swoich współpracowników, którzy przyprowadzali kobiety do jego hotelowych pokoi. 

Ci ludzie byli tak szczęśliwi, że znaleźli się na szczycie branży, że byli gotowi kłamać dla mnie. A ja zmusiłem ich do kłamstwa. Moi pracownicy byli wspaniali. Kłamali jak mistrzowie. Ale to ja to zrobiłem. To wszystko moja wina. Powiem jednak, że kiedy facet zaprasza cię do swojego pokoju hotelowego w środku nocy to wiesz, co będzie się działo - zauważył. 

"One mnie zniszczyły"

Weinstein sugerował w rozmowie, że niektóre spotykające się z nim kobiety "nie były tak naiwne jak próbują udawać". Może później czuły się źle lub tego żałowały. Może dostrzegły okazję do zarobku - spekulował. 

Upadły producent odniósł się też do sugestii gwiazd, według których blokował ich kariery po tym, jak odrzuciły jego awanse. Rosanna Arquette, Gwyneth Paltrow, Angelina Jolie - one po prostu przesadziły. Chciały należeć do klubu i mnie zniszczyły - bronił się Weinstein. 

Pytany o to, jak pokazałby swoją historię w filmie, Weinstein odparł, że chciałby połączyć role ofiary, złoczyńcy i tragicznego bohatera. 

Popełniłem błędy i zrobiłem wiele złych rzeczy. Ale zrobiłem też wiele wspaniałych rzeczy - pomogłem zmienić kulturę. Pomogłem wielu osobom w rozwoju kariery. Byłem miły dla wielu ludzi - wyliczał. 

Nie jestem ofiarą. Jestem ocalałym z własnych błędów. Ale jestem w trudnej sytuacji i zdaję sobie z tego sprawę. Muszę sam sobie dodawać otuchy, bo nikt inny tego nie zrobi - podsumował.