Po 300 zł kary grzywny otrzymali Norbert P. i Rafał P. - dzierżawcy terenu na krakowskim Zakrzówku – za zniszczenie siedliska węża gniewosza plamistego. Wyrok jest prawomocny. „Jeżeli będziemy nagradzali, bo tak to trzeba nazwać, za zniszczenie siedliska, to oczywiście nikt się nie będzie żadną ochroną przyrody przejmował” – kwituje Mariusz Waszkiewicz prezes Towarzystwa na Rzecz Ochrony Przyrody w Krakowie.

Prokuratura zarzuciła dwóm mężczyznom, że w lipcu i sierpniu 2018 r., ignorując zakaz zmiany rzeźby terenu - usypali wały i wykopali doły oraz budowali teren do gry w paintball - doprowadzili do zniszczenia siedliska gniewosza plamistego, czyli gatunku węża, który w Polsce jest pod ochroną. To właśnie na Zakrzówku stwierdzono największą w Polsce populację gniewosza.

To były zarzuty. Biorąc pod uwagę treść zarzutów i treść wyroku, sąd uznał ich za winnych popełnienia tych właśnie zarzucanych czynów. W stosunku do każdego z oskarżonych mamy karę grzywny po 300 zł - tłumaczy Beata Górszczyk rzecznik Sądu Okręgowego w Krakowie.

Przypomnijmy, w ubiegłym roku na jednej z działek przy ul. Wyłom w Krakowie wycięto drzewa i dostosowano teren do gry paintball. Jest to obszar, który znajduje się w Bielańsko-Tynieckim Parku Krajobrazowym, w tej chwili już w użytku ekologicznym Zakrzówek.

Cała sprawa, zaczęła się od tego, że najpierw zniknęły tam drzewa, a potem usypano wał ziemny, zmieniając ukształtowanie terenu, wprowadzając ogrodzenia i siatki. Mieszkańcy to zauważyli i zgłosili nam sprawę. Sami zresztą też to monitorowali, bo robili zdjęcia tego terenu i nawet brali czynny udział w tej sprawie. My zgłosiliśmy to Regionalne Dyrekcji Ochrony Środowiska jako stowarzyszenie i uznaliśmy, że to będzie szkoda w środowisku, no bo tam na tym obszarze występują chronione węże gniewosze. Te są chronione polskim i unijnym prawem - przypomina Jolanta Kapica ze Stowarzyszenie na Rzecz Ochrony i Rozwoju Dębnik.

Wyrok sądu wzbudził oburzenie krakowskich ekologów. Jak podkreślał w rozmowie z RMF MAXXX Mariusz Waszkiewicz, prezes Towarzystwa na Rzecz Ochrony Przyrody w Krakowie w Polsce mamy "żenująco niskie kary za niszczenie przyrody". W większości przypadków uznaje się, że jest to wykroczenie, czyli kara do 500 zł. Co prawda, jeżeli się wykaże, że została wyrządzona istotna szkoda w środowisku, to może być to potraktowane jako przestępstwo, za które grozi kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności, ale wtedy trzeba wykazać, że rzeczywiście nastąpiła istotna szkoda, a to wcale nie jest takie proste nawet w przypadku opinii biegłych - mówił.

Według niego przykładem może być sprawa z Dąbrowy Tarnowskiej. Dotyczyła ona zniszczenia drzew. Jeden biegły sądowy wycenił szkodę na ponad 300 tysięcy złotych, a drugi wycenił na 16 tysięcy złotych, więc udowodnienie tego w obecnym systemie prawnym, że jest to istotna szkoda w środowisku i to jest przestępstwo, a nie wykroczenie, jest bardzo trudne - tłumaczy Waszkiewicz. W przypadku Zakrzówka wygląda na to, że nie został powołany  biegły, który oceni szkodę - dodaje.

Ciekawa jest też kwestia udziały w rozprawie zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Małopolskiego. Jolanta Kapica ze Stowarzyszenie na Rzecz Ochrony i Rozwoju Dębnik twierdzi, że na rozprawie pojawił się także wniosek o przywrócenie środowiska do stanu poprzedniego. Wiemy, że w rozprawie uczestniczyli też przedstawiciele zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Małopolskiego i oni wnioskowali o przywrócenie środowiska do stanu poprzedniego. Według sądu w rozprawie brał udział jedynie Komisariat Policji V w Krakowie, przedstawiciele Parków Krajobrazowych Województwa Małopolskiego nie - mówi Kapica.

Zapytaliśmy o tę sprawę sąd. "Komisariat Policji V w Krakowie pełnił funkcję oskarżyciela posiłkowego w niniejszej sprawie. Nie posiadamy wiedzy co do uczestnictwa przedstawicieli Parków Krajobrazowych Województwa Małopolskiego lub też składanych przez Nich wniosków o przewrócenie środowiska do stanu poprzedniego postępowania" - odpisał rzecznik sądu.

Zniszczenie środowiska opłaciło się dzierżawcom

Jeżeli będziemy nagradzali, bo tak to trzeba nazwać, że jest to nagradzanie za zniszczenie siedliska, to oczywiście nikt się nie będzie żadną ochroną przyrody przejmował. Tu na terenie Krakowa na obszarach "Natura 2000", mieliśmy kilka takich przypadków, gdzie jak właściciele się dowiedzieli, że ich łąka jest cenna przyrodniczo, to weszli ze środkiem chwastobójczym i wszystko spryskali, doprowadzili do degradacji łąki, a potem powiedzieli: "No ale tu już nie ma nic cennego przyrodniczo! Proszę nam wydać pozwolenie na budowę". Tu jest potrzebny taki przepis, który nie będzie nagradzał za zniszczenie środowiska. Powinno być tak: zniszczyłeś teren cenny przyrodniczo, nie dostaniesz pozwolenia na budowę - twierdzi Waszkiewicz.

Ekolodzy apelują m.in. o zmiany w przepisach. Między innymi o znaczne podwyższenie kar i opłat za nielegalne działania i obowiązek przywrócenia takiego terenu do stanu poprzedniego. W przypadku Zakrzówka mamy nie tylko sytuacje śmieszną, ale wręcz zachęcającą do łamania prawa. Kara 300 zł w sytuacji, kiedy dzienny zysk operatora tego pola paintballowego jest kilkakrotnie wyższy, to nie jest żadna kara, bo istotą kary jest jej uciążliwość. Jeżeli kara jest w wymiarze symbolicznym, to jest ona opłatą. Właściciele tego biznesu się będą śmiać. Zapłacili - opłacało im się - kwituje Waszkiewicz.