Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska w Krakowie skarży się do władz Uniwersytet Jagiellońskiego i Akademii Górniczo-Hutniczej na naukowców... którzy przeprowadzają badania. Chodzi o składowiska huty przy ul. Dymarek. Naukowcy wykryli tam, jak mówi nam dr Mariusz Czop z AGH, "wysokie zawartości metali ciężkich, m.in. ołowiu, cynku, kadmu i rtęci." W 2017 roku na składowisku znajdowało się 14 mln ton odpadów.

W piśmie, które otrzymali krakowscy radni, w tym Dominik Jaśkowiec - przewodniczący Rady Miasta oraz Henryk Kowalczyk - minister środowiska, Paweł Ciećko - Główny Inspektor Ochrony Środowiska, Piotr Ćwik - wojewoda małopolski oraz Jacek Majchrowski - prezydent Krakowa, WIOŚ wnosi, aby w trybie pilnym wycofano się z Rezolucji do Ministra Środowiska w sprawie kontroli w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska. Inspektorat chce także, powołania zespołów naukowych do oceny poprawności badań.

 Stąd zapytaliśmy więc u źródeł (czyli w Radzie Miasta), czy można unieważnić rezolucję do resortu środowiska?

Można unieważnić, ale nikt tego nie zamierza robić - tłumaczy Dominik Jaśkowiec, przewodniczący Rady Miasta Krakowa. Autor rezolucji Łukasz Maślona z klubu Kraków dla Mieszkańców wyjaśnia, że: Po to radni przyjęli uchwałę zlecającą kontrolę, gdyż nie są specjalistami w tematyce skażeń środowiska. Chcemy wiedzieć, czy wszystkie działania, jakie podjął WIOŚ w sprawie zanieczyszczenia w Nowej Hucie były wystarczające i czy właściwie zdiagnozowano stan środowiska pod kątem skażenia gleby i wód gruntowych.

WIOŚ zmienia zdanie. Metale cięzkie są, ale...

Arsen, ołów, rtęć, nikiel… Aż 14 mln ton odpadów tuż obok pól uprawnych w Krakowie

Na składowiskach odpadów huty przy ul. Dymarek w Krakowie znajdują się metale ciężkie. Wcześniej służby o nich nie wiedziały. "Zidentyfikowaliśmy arsen, bar, cynk, chrom, miedź, molibden, nikiel, antymon, selen, żelazo, kadm, ołów i rtęć. Te jednak mieszczą się w normach" - zapewnia... czytaj więcej

Przypomnimy, w zeszłym roku WIOŚ zapewniał nas, że nie ma tam metali ciężkich. Składowisko odpadów, szlam zawiera tlenki żelaza, tlenki wapnia, krzem, związki magnezu i glinu - mówi wówczas reporterowi RMF MAXXX Przemkowi Błaszczykowi Ryszard Listwan, zastępca Małopolskiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska.

Dopytywany, czy na składowisku występują metale ciężkie, odpowiadał: Nie ma tam metali ciężkich. Dlatego odpady te zakwalifikowane są jako inne niż niebezpieczne.

Po publikacji wyników badań AGH, Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska wszczął kontrolę na składowisku. Stwierdzono, że występują tam metale ciężkie. Zidentyfikowaliśmy arsen, bar, cynk, chrom, miedź, molibden, nikiel, antymon, selen, żelazo, kadm, ołów i rtęć. Te jednak mieszczą się w normach - wyliczał nam niedawno dyrektor Listwan.

Różne metody badawcze

Różnice najpewniej wynikają z metody badań.

Naukowcy AGH przebadali próbki ze składowiska metodą roztwarzania. Polega ona na upłynnieniu substancji występującej w stanie stałym - np. gleby, gruntu czy odpadu - poprzez rozpuszczenie jej w kwasach. Badając skład chemiczny takiego roztworu, poznajemy - jak wyjaśniają naukowcy - "wymagany przez ustawę o odpadach skład fizykochemiczny odpadu".

WIOŚ przebadał swoje próbki metodą wymywalności. Badanie odpadów w taki sposób polega na dodaniu do ich 1 kilograma dokładnie 10 litrów wody lub wykorzystaniu mniejszych ilości, ale zawsze z zachowaniem proporcji: 10 razy więcej wody w stosunku do masy próbki. Po 48 godzinach ciągłego mieszania odpadu z wodą badany jest skład chemiczny powstałego roztworu (eluatu). W metodzie tej niemożliwe jest określenie składu fizykochemicznego próbki, a jedynie rozpuszczalnych w wodzie soli występujących w odpadzie.

Inspektorzy przyznają w piśmie do krakowskich radnych, że taki sposób badania określają przepisy, a dokładnie rozporządzenie Ministra Gospodarki z dnia 16 lipca 2015 r.

Zastanawiające jest, że instytucja zajmująca się ochroną środowiska opiera się na rozporządzeniach resortu gospodarki. Powstaje też pytanie, czy skoro rozporządzenie MG nie przewiduje innej metody badawczej, to znaczy, że w składowisku nie ma wysokich stężeń metali ciężkich?

Zapytaliśmy o to naukowców. Ich zdaniem, badania WIOŚ dotyczą rozpuszczalnych w wodzie form metali i nie obejmują ich całkowitego ładunku zgromadzonego w odpadach, który w dalszym ciągu może stwarzać zagrożenia środowiskowe, w tym dla człowieka. Jak dodają, badania wymywalności to jedynie element badań koniecznych do prawidłowego scharakteryzowania składu chemicznego i określenia zagrożeń dla środowiska.

WIOŚ - jak ustaliliśmy - pobierał próbki osadników i wód gruntowych wielokrotnie. Według sprawozdań z badań na składowisku, inspektorzy byli tam: 1 sierpnia 2018, 22 sierpnia 2018, 23 sierpnia 2018, 27 sierpnia 2018 i 18 października 2018. Mimo to nie pobrano próbki wody, w której AGH wykryło duże dawki rtęci. Jak tłumaczył nam wtedy Ryszard Listwan" "nie było cieku w dniu, gdy pobierano próbki."

Z pisma do radnych wynika, że inspektorzy odwiedzili składowisko  także w listopadzie: 6 listopada, 7 listopada, 8 listopada. Dodatkowe wyniki badań są analizowane prze naukowców.

Przypomnijmy, na sesji Rady Miasta 8 maja radny Łukasz Maślona złożył rezolucję do ministra środowiska w sprawie wszczęcia kontroli w WIOŚ. Poparli ją wszyscy krakowscy radni: Prawo i Sprawiedliwość, Platforma, Nowoczesna, Koalicja Obywatelska, Przyjazny Kraków, Kraków dla Mieszkańców.

Do dzisiaj ani ArcelorMittal, ani WIOŚ nie udostępnili nam wyników corocznych testów odpadów ani ich podstawowej charakterystyki. Nie wyznaczono też kolejnego terminu badań. Wspólnie z "Gazetą Krakowską" i "Dziennikiem Polskim" wnieśliśmy także o przeprowadzenie badań w obecności dziennikarzy innych krakowskich redakcji.

 

  Autor: Przemysław Błaszczyk

 

 

Opracowanie: