​Jeśli Polska utrzyma obecny kurs w polityce energetycznej, to produkcja energii elektrycznej nie nadąży za popytem, niedobory wzrosną do 2 tys. godzin rocznie, a skoki cenowe wykończą przemysł - twierdzą niemieccy eksperci. Ich opinie omawia "Puls Biznesu".

Zdjęcie ilustracyjne / Marcin Bielecki /PAP

Autorzy raportu "Integracja europejskiego rynku energii. Polska i rozwój w regionie Morza Bałtyckiego", który powstał na zlecenie Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW), przy współpracy Fundacji im. Heinricha Boella, wskazują, że poważne niedobory dadzą o sobie znać już w 2021 r. Stanowi to zagrożenie dla przemysłu.

"Publikacja raportu przypada na gorący dla europejskiej energetyki okres. Za kilka dni Komisja Europejska ogłosi wyczekiwany przez branżę zimowy pakiet energetyczny, czyli pomysły na nową architekturę rynku energii elektrycznej UE" - czytamy w artykule. Podobna dyskusja toczy się w Polsce, która - jak zaznacza "Puls Biznesu" - "ma szczupłe nadwyżki mocy w systemie, a nieco ponad rok temu upały zmusiły operatora do ograniczenia dostaw dużym odbiorcom prądu".

Z raportu przygotowanego dla PSEW wynika, że "wzrost zapotrzebowania na energię wzrośnie w Polsce o połowę do 2040 r. z obecnych ok 160 TWh rocznie do 240 TWh". Forum Energii, które było konsultantem w pracach nad raportem, zakłada w Polsce wzrost rzędu 1,6-2 proc. rocznie.

Raport przewiduje też wzrost cen uprawnień do emisji CO2 z dzisiejszych 6 euro za tonę do 8 euro w 2020 r. i 75 euro w 2030 r.

"Nie wszyscy są tego tak pewni" - zauważa "Puls Biznesu" i przypomina, że prognoza ta została oparta na danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) "po zeszłorocznym ambitnym szczycie klimatycznym w Paryżu, ale przed wyborem Donalda Trumpa, sceptyka w obszarze klimatu, na prezydenta USA".

(abs)