Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro ocenił, że wszczęcie śledztwa to prawidłowa reakcja na demonstrację nacjonalistów, którzy nieśli wizerunki polityków Platformy Obywatelskiej na szubienicach. Zarzucił PO bezczynność wobec podobnych zachowań dotyczących polityków PiS.

Zbigniew Ziobro /Rafał Guz /PAP

Dziś, kiedy jestem prokuratorem generalnym, w tej sprawie wszczęto śledztwo. Kiedy Donald Tusk był premierem, żadnych tego rodzaju działań nie podjęto, nawet nie został wyrzucony na zbity - nie powiem, co - człowiek, przewodniczący klubu Platformy, który nawoływał do rzeczy, które były haniebne - mówił na konferencji prasowej Ziobro.

Dodał, że na "Błękitnym marszu" zorganizowanym w maju przez PO znalazł się transparent z "kluczowym politykiem" PiS na szubienicy.

Co wówczas uczynili politycy PO, by potępić tego rodzaju praktykę? Czy złożyli zawiadomienie do prokuratury? Czy domagali się ścigania osoby, która na ichniejszym marszu wprowadziła tego rodzaju obyczaj, który został teraz, rozumiem, podjęty, przez narodowców w Katowicach? - pytał Ziobro.

Według ministra "dzisiaj reakcja jest prawidłowa - prokuratura wszczęła śledztwo". Ja staram się, jeśli to nie jest konieczne, nie ingerować w poszczególne postępowania. Jest prowadzone postępowanie, zaczekajmy na jego efekty, ustalenia, oceny -tłumaczył.

Zdarza mi się ingerować, z reguły robię to dopiero wtedy, kiedy okazuje się w finalnym etapie danego postępowania, że prokuratorzy sprawę sobie lekceważą, nie prowadzą jej tak jak należy, natomiast staram się zachować swój dystans i gwarantować pełną niezależność prokuraturze, bo przejęcie kompetencji prokuratora generalnego i możliwość ingerencji nie oznacza, że każdą sprawę prowadzi prokurator generalny - mówił dziennikarzom Ziobro. Póki co w naszym kraju jedynym politykiem, który został zabity z uwagi na poglądy polityczne, nie był polityk PO, tylko polityk obozu PiS, z całą pewnością było też to inspirowane mową nienawiści (...), w którą wysłuchiwał w rozmaitych mediach, również z ust polityków PO - wspominał, nawiązując do zabójstwa działacza PiS w biurze taj partii w Łodzi w 2010 r. Dodał, że niektórzy ludzie "pewne apele i zawołania traktują dosłownie", przypomniał słowa o "wyrżnięciu watahy", "wypatroszeniu" i "zastrzeleniu".

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie sobotniej manifestacji narodowców w Katowicach, której uczestnicy powiesili na symbolicznych szubienicach zdjęcia europosłów PO. Europarlamentarzyści mają w sprawie status pokrzywdzonych i planowane jest ich przesłuchanie. Postępowanie wszczęto z powodu przynależności politycznej, gróźb bezprawnych wobec europosłów - popierających rezolucję Parlamentu Europejskiego w sprawie Polski.

W połowie listopada kilkoro posłów PO poparło rezolucję, w której wezwał rząd do przestrzegania norm praworządności, wyraził zaniepokojenie projektowanymi zmianami w sądownictwie, które - uznali europarlamentarzyści - "mogą strukturalnie zagrozić niezawisłości sądów i osłabić praworządność w Polsce". W dokumencie znalazł się też apel PE do polskiego rządu, by potępił "ksenofobiczny i faszystowski" Marsz Niepodległości.

Przeciwko rezolucji głosowali europosłowie PiS; SLD wstrzymał się od głosu, eurodeputowani PSL nie wzięli udziału w głosowaniu. Większość PO wstrzymała się od głosu, ale sześcioro europosłów PO - Michał Boni, Danuta Huebner, Danuta Jazłowiecka, Barbara Kudrycka, Julia Pitera i Róża Thun - poparło dokument. To ich portrety nacjonaliści umieścili na szubienicach.

(mn)