"Kontrole mięsa w Polsce nie są działaniem incydentalnym. System nadzoru funkcjonuje nieprzerwanie, a na polski rynek nie trafiły kwestionowane partie wołowiny z Brazylii" - tak Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi odpowiada na burzę, którą wywołała niefortunna wypowiedź wiceminister Małgorzaty Gromadzkiej. Urzędniczka zapowiedziała w poniedziałek "pilne kontrole" w trzy miesiące po tym, jak Komisja Europejska poinformowała polskie władze o skażonym mięsie z Brazylii.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na RMF24.pl.

Ministerstwo Rolnictwa opublikowało obszerny komunikat, który ma przeciąć spekulacje dotyczące bezpieczeństwa żywności w Polsce. Nie ma w nim ani słowa o "pilnych kontrolach" zapowiedzianych w poniedziałek przez Gromadzką. W ten sposób minister Krajewski dystansuje się od jej wypowiedzi.

Z nieoficjalnych informacji dziennikarki RMF FM wynika, że wiceminister "wyszła przed szereg", nie konsultując swojej zapowiedzi "pilnych kontroli" z Krajewskim.

Jak nieoficjalnie ustaliła Katarzyna Szymańska-Borginon, Gromadzka została nawet wezwana w tej sprawie na dywanik. Chciała zaistnieć - usłyszała dziennikarka w kręgach rządowych. Jej argumenty były porażające - dodano.

Chodzi o to, że wiceminister Gromadzka z rozbrajającą szczerością przyznała w rozmowie z RMF FM, że "pilne kontrole" miały uspokoić społeczeństwo i wynikały z zainteresowania mediów i polityków opozycji, a nie z przesłanek merytorycznych. Kontrole "zawsze były realizowane", ale "teraz będą zintensyfikowane" - przekonywała.

Wiceminister wpadła w pułapkę logiczną, zapowiadając "pilne kontrole" trzy miesiące po uzyskanych informacjach o skażonej wołowinie. Powstało pytanie, co robiły polskie służby do tej pory? A jeżeli działały do tej pory skutecznie, po co "pilne kontrole" ogłoszono?

Minister rolnictwa Stefan Krajewski prostuje tę narrację w komunikacie. Przekazał to, co powinniśmy byli słyszeć od początku: "System kontroli żywności w Polsce działa w sposób stały" i jest skuteczny.

Najważniejszą informacją - podawaną od początku przez RMF FM - jest, że Polska nie była odbiorcą przesyłek objętych unijnym systemem RASFF, a partia zakwestionowana w innym państwie UE nie weszła do obrotu w kraju. 

Co do sposobu informowania o sprawie - wątpliwości istnieją nadal.

Pozostaje nam wierzyć, że polskie służby przez cały czas działają skutecznie.

Opracowanie: