Kara dożywotniego pozbawienia wolności dla trzydziestokilkuletniego Marcina Ch. za zabójstwo żony ze szczególnym okrucieństwem jest już ostateczna - poinformował zespół prasowy Sądu Najwyższego. Mężczyzna oblał kobietę rozpuszczalnikiem i podpalił.

Sąd podtrzymał wyrok dożywocia dla Marcina Ch. /Krzysztof Kot /RMF FM

Sąd Najwyższy oddalił kasację złożoną przez obronę mężczyzny jako oczywiście bezzasadną - mówi Krzysztof Michałowski z zespołu prasowego SN.

W sierpniu 2016 r. Sąd Okręgowy w Bydgoszczy skazał Marcina Ch. na karę dożywotniego więzienia uznając, że mężczyzna dokonał zabójstwa żony w sposób celowy i zaplanowany. Od tego wyroku odwołał się wówczas obrońca oskarżonego, który wniósł o uchylenie go i przekazanie sprawy do ponownego rozpatrzenia w I instancji.

W maju 2017 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku rozpatrując tę apelację podtrzymał wyrok dożywocia. Uznał, że w sprawie nie zachodzą żadne okoliczności łagodzące. Przy tego rodzaju okolicznościach obciążających ta kara jest karą sprawiedliwą, słuszną, trafną i jedyną, która może się ostać - uznał SA przypominając, że ofiara doznała szczególnego udręczenia. Paliła się, potem jeszcze przez dłuższy czas umierała, na co w sposób bezrefleksyjny patrzył oskarżony, przyglądał się temu i jeszcze to komentował - mówił wtedy sędzia.

Obrona wniosła kasację, którą w czwartek SN oddalił.

Do zdarzenia doszło 28 marca 2015 r. w Koronowie (Kujawsko-Pomorskie) - w domu, w którym mieszkał Marcin Ch. z żoną Natalią Ch. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce, zobaczyli ciężko poparzoną kobietę. Marcin Ch. twierdził, że jego żona przyniosła do piwnicy kilkulitrowy baniak z rozpuszczalnikiem, następnie między obojgiem doszło do szamotaniny, substancja się rozlała, a potem nagle pojawił się ogień.

Natalia Ch. zmarła w szpitalu specjalistycznym dziewięć dni później - poparzenia objęły 70 proc. ciała. Udzielającym jej pomocy lekarzom powiedziała, że to mąż oblał ją rozpuszczalnikiem i podpalił.

Motywy czynu oskarżonego nie są do końca jasne. W tle dramatu był konflikt małżeński. Według prokuratury, oskarżony mógł popełnić przestępstwo z dwóch powodów: żona chciała go zostawić lub przeciwnie - wbrew żądaniom Marcina Ch. - nie chciała się wyprowadzić z domu.

Gdy poparzona kobieta wybiegła z domu i krzyczała, wzywając pomocy, świadkowie opisali ją jako "słup ognia". W tym czasie, według sąsiadów, oskarżony siedział na schodach i obserwował całe zdarzenie bez żadnej reakcji.

Marcin Ch. miał już na swoim koncie wyrok w zawieszeniu za posiadanie narkotyków i handel nimi.

(mpw)