Do sądu trafił akt oskarżenia wobec sędziego Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu Roberta W. Chodzi o zarzuty dwóch kradzieży sprzętu elektronicznego - poinformowała PAP Prokuratura Krajowa. Za przestępstwo kradzieży grozi do pięciu lat pozbawienia wolności.

Jak poinformowano oskarżeniem objęta została także żona sędziego Ewa W., której prokuratura zarzuciła dokonanie jednej kradzieży. Akt oskarżenia przygotowany przez Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej trafił do Sądu Rejonowego w Wałbrzychu.

Według prokuratury, materiał dowodowy wskazuje, że 4 lutego 2017 roku w markecie w Wałbrzychu sędzia W. - wspólnie z żoną Ewą - dokonał kradzieży dwóch głośników, dwóch pendrivów oraz kabla o łącznej wartości ponad 2,1 tys. zł. Prokuratura podawała też, że dwa dni później - 6 lutego 2017 roku - w markecie we Wrocławiu sędzia W. dokonał kradzieży dwóch głośników, 13 pendrivów, dwóch kart Micro SD i słuchawek o łącznej wartości ponad 2,4 tys. zł.

W. twierdził, że przedmioty te kupił wcześniej - ale nie okazał dowodu zapłaty. Tłumaczył też, że te rzeczy wniósł, bo "nie było nikogo przy wejściu, by to zgłosić" - czemu zaprzeczyli świadkowie z marketu.

Dzięki monitoringowi ze sklepu pracownicy obserwowali, jak 6 lutego 2017 roku sędzia wkłada do koszyka różne akcesoria i przy pomocy cążek i nożyka przełamuje ich zabezpieczenia. Puste opakowania odkładał na półki, a znajdujący się w nich wcześniej sprzęt wkładał do kieszeni. W. zatrzymano za linią kas. Skradzione akcesoria, cążki i nożyk miał w kieszeni - podawała już wcześniej prokuratura.

Z kolei w oparciu o analizę zapisów monitoringu ustalono, że kradzieży 4 lutego 2017 roku dokonały dwie osoby - kobieta i mężczyzna. Ustalono, że kobietą była podejrzana Ewa W., zaś mężczyzną był jej mąż Robert W., sędzia Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu - przekazała prokuratura.

W wyniku przeszukania w miejscu zamieszkania Ewy W. i Roberta W. ujawniono i zabezpieczono m.in. dwa głośniki i kabel o takich samych numerach seryjnych, jak numery seryjne znajdujące się na pustych opakowaniach ujawnionych w sklepie - poinformowała PK.

W końcu lutego Sąd Najwyższy utrzymał decyzję niższej instancji w sprawie uchylenia immunitetu W., co otworzyło prokuraturze drogę do postawienia sędziemu zarzutów.

Immunitet sędziemu W. w pierwszej instancji uchylił we wrześniu zeszłego roku Sąd Apelacyjny w Warszawie jako sędziowski sąd dyscyplinarny. SA uznał wtedy, że wniosek prokuratury w "wyjątkowo wysokim stopniu" uprawdopodobnia postawienie W. zarzutów. Od tamtej decyzji odwołała się obrona sędziego. Obrońca wnioskował o powołanie biegłego, w celu ustalenia stanu psychicznego sędziego w momencie czynu.

SN uznał jednak, że choć taki wniosek obrony jest zrozumiały i uzasadniony w całej sprawie, to jednak nie ma znaczenia na etapie postępowania o uchylenie immunitetu. Sąd w tym postępowaniu nie musi mieć absolutnej pewności, że przestępstwo zostało popełnione, tylko ocenia dowody przedstawione wraz z wnioskiem prokuratury oraz to, czy przedstawiona w tym wniosku wersja wydarzeń jest dostatecznie uprawdopodobniona, a zachowanie cechuje się większym niż znikomy ładunkiem społecznej szkodliwości - wskazywał SN.

W połowie października zeszłego roku Sąd Najwyższy utrzymał natomiast decyzję o obniżeniu wynagrodzenia i o zawieszeniu sędziego W. Materiał dowodowy sprawy jest porażający i przygnębiający. Wyrządza niepowetowaną szkodę wymiarowi sprawiedliwości - mówił przy okazji uzasadniania tamtej decyzji sędzia SN Zbigniew Myszka.

(az)