"Dziś nadeszła chwila, by wypowiedzieć posłuszeństwo tej władzy. 13 grudnia wyjdźmy na ulice wszystkich polskich miast i miasteczek. Zaprotestujmy przeciwko aroganckiej wszechwładzy PiS" - napisał w odezwie do Polaków lider KOD Mateusz Kijowski. W rozmowie z Marcinem Zaborskim językoznawca prof. Jerzy Bralczyk tłumaczył znaczenie słów "wypowiedzieć posłuszeństwo". „To znaczy, że deklaruje się przynajmniej, że nie będzie się podlegało różnego rodzaju aktom, które ta władza uzna za stosowne” – mówił prof. Bralczyk. Nawiązał też do języka sukcesu w debacie politycznej. „Podczas gdy w PRL bardziej charakterystyczny był język sukcesu, także można powiedzieć, że i tym wymiarze, wymiarze samochwalstwa władzy sięga się po te określenia, które wtedy miały znamionować, że jesteśmy oto wspaniałym, rozwijającym się krajem i prawie rozwiniętym społeczeństwem socjalistycznym" - powiedział prof. Bralczyk.

Posłuchaj rozmowy Marcina Zaborskiego z prof. Jerzym Bralczykiem

Marcin Zaborski RMF FM: O polityce, ale tym razem bez polityków. Profesor Jerzy Bralczyk w naszym studiu. Dobry wieczór.

Jerzy Bralczyk: Dobry wieczór.

Czyli rozmawiamy o języku, języku polityki. "Dziś nadeszła chwila, aby wypowiedzieć posłuszeństwo tej władzy" - napisali autorzy opozycji odezwy na 13 grudnia. Co to znaczy, panie profesorze, "wypowiedzieć posłuszeństwo" władzy?

Opuścił pan zaimek: "tej władzy". Wypowiedzieć posłuszeństwo władzy, to jest kategoria powiedziałbym ogólna. I jeżeli się wypowiada posłuszeństwo władzy, to jest ważne dokonanie, pewien akt. Ale jeżeli dodamy "tej", to od razu ją jakoś charakteryzujemy. Pewnie wszyscy zauważyli, że jak się czasem powie "w tym kraju", no to ten kraj jest charakteryzowany najczęściej nie najlepiej.

To jeśli mówię "tej władzy", to co mówię?

Jeśli mówię "tej władzy" to trochę inaczej, niż Jan Paweł II mówił - tej ziemi. "Ta ziemia", chodziło o tę naszą kochaną ziemię, natomiast kiedy mówię "ta władza", to już się od niej trochę separuję. Możemy mówić "nasza władza", możemy mówić "władza", wtedy i podkreśla się jej charakter dominacyjny. Ale jeżeli powiemy "ta władza" to od razu pokazujemy, że mogłaby być inna, to nie jest taka władza, która powinna być nawet! Możemy sobie coś takiego dośpiewać.

No jeśli chcę tej władzy...

Krótko mówiąc - łatwiej jest wypowiedzieć posłuszeństwo "tej władzy" niż "władzy".

Ale wypowiedzieć posłuszeństwo "tej władzy", to co to znaczy dokładnie, jak rozumieć można to słowo?

To znaczy, że deklaruję się przynajmniej, że nie będzie się podlegało różnego rodzaju aktom, które ta władza uzna za stosowne.

Czyli nie będzie przestrzegało się prawa?

No i tutaj pojawia się pewien problem, bo kategoria prawa to znowu coś innego jest - kiedy powiemy, że nie będę szukał prawa, takie wypowiedzi też się zdarzają. Ojciec Tadeusz powiedział, że mnie jako katolika prawo nie obowiązuje. My możemy mieć indywidualny stosunek do prawa, ale tego rodzaju deklaracja jest już prowokacją. To zresztą też jest prowokacją, ale w takim powiedzeniu, że wypowiadam posłuszeństwo władzy nie zakłada się od razu, a przecież powinno się założyć, że może to mieć konsekwencje prawne, a przecież powinno mieć. W sumie nie podoba mi się to sformułowanie, bo nawet jeżeli użyjemy tutaj "tej", czyli będziemy się dystansowali, to mimo wszystko jest to jakiś rodzaj obywatelskiego nieposłuszeństwa trochę dalej, za daleko idącego.

No to z jednej strony słyszymy o obywatelskim nieposłuszeństwie, o wypowiadaniu posłuszeństwa władzy, a to jest język opozycji - a z drugiej strony czytam jeden z oficjalnych komunikatów Ministerstwa Obrony Narodowej, w którym jest mowa o tym, że funkcjonariusze Platformy Obywatelskiej upowszechniają dezinformację. "Funkcjonariusze" - jakie treści kryją się za tym słowem?

Funkcjonariusz, choć w samym słowie nic złego nie ma, kojarzy nam się z funkcjonariuszami władzy, i to takiej władzy, z którą się nie identyfikowaliśmy. Owszem, często mówiło się o funkcjonariuszach milicji czy później policji w neutralnym trybie. Czyli funkcjonariusz to jest ten, który swoje funkcje podporządkowuje pewnym rozkazom i rygorom itd. Mówiło się także o funkcjonariuszach partyjnych czy administracji, ale tam rzadziej. Czyli kiedy się używało słowa funkcjonariusz, to najczęściej w kontekście takim, że trzeba było być posłusznym rozkazom i gdzie ten rodzaj funkcjonowania miał charakter - domniemywaliśmy - opresyjny, czyli co z nami taki funkcjonariusz mógł robić.

To dzisiaj, kiedy mówię "funkcjonariusze" jakiejś partii?

Funkcjonariusze wszystkich krajów, funkcjonariusze wszystkich państw łączcie się! Niewątpliwie ma to pewien potencjał negatywny - ten funkcjonariusz. A zwłaszcza kiedy połączymy to z jakąś nazwą partii, bo wtedy pokazuje się, ma się zamiar pokazać, że w tej oto partii jest pewnego rodzaju tryb istnienia, funkcjonowania - czyli to jest tak jak trochę w policji albo tak jak, no w wojsku nie akurat, o funkcjonariuszach wojskowych nie mówiliśmy, ale tam mamy dalej - cały ten tekst jest dobry - "którzy funkcjonariusze upowszechniają dezinformację". Tak, gdyby dezinformowali, to już byłoby niedobrze. Oni jeszcze tę dezinformację upowszechniają . Był kiedyś taki zwyczaj, żeby komprymować - żeby w jednym zdaniu, określeniu, zawierać jak najwięcej negatywnych określeń, żeby ta suma stanowiła nawet pewną masę krytyczną, że tam narastające powiedzmy ekscesy ekstremistycznych itd. Możemy to sobie sumować i to daje efekt takiej bomby.

No to dzisiaj mamy akcje w internecie przez polityków organizowane pod hasłem "Misiewicze, PiSiewicze, Piotrowicze". Czyli opisujemy zjawisko za pomocą nazwiska, co może rodzić pewne skojarzenia z nazwiskiem Dyzma. "Dyzmowie".

Różnie. Mnie na przykład kojarzy się to z latami 60., kiedy to mówiło się w propagandzie o "Kuroniach" i "Michnikach". Liczba mnoga wtedy pokazywała, że ci ludzie należą do jakiejś tam grupy, że nie są to indywidua, chociaż "indywidua" też ma negatywne znacznie. Ale to już są jakoś tam wrogowie.

Ale chce pan powiedzieć, że dzisiejsza opozycja używa języka PRL?

Podobnego, to zresztą stary język. Proszę zauważyć, że w ogóle jest kilka takich tajemniczych zjawisk w języku, na przykład o ile "siła" zazwyczaj bywa dobra, to "siły" już często nie. O ile "moc" może być z nami, to "moce" często są piekielne. I liczba mnoga czasami... "Zamiar" może być słuszny, "zamiary" już bywają niecne częściej. Kiedy pojawia się liczba mnoga, to ona niesie ze sobą pewien potencjał negatywności. A jeżeli na przykład ktoś by tam powiedział "różne tam Bralczyki", to ja raczej poczułbym, że zalicza się mnie czy też tworzy się jakąś grupę, do której mam należeć i pewnie o tej grupie myśli się niedobrze. Ale jeżeli sięgniemy do literatury, u Sienkiewicza mamy też sporo takich przykładów i u innych, gdzie to uczynienie z nazwiska liczy mnogiej ma dać efekt negatywny. "Misiewicze, PiSiewicze", rzeczywiście, jest pewien rodzaj żartu językowego, ale nie uważam tego za bieg właściwy. To nie jest najsympatyczniejsze.

Dużo jest PRL i języka PRL w dzisiejszej debacie publicznej?

To są najczęściej rzeczy, które nie były akurat charakterystyczne tylko dla PRL, ale w ogóle dla różnego rodzaju odmian języka polityki, ale prawda - jeżeli szukamy na przykład jakichś korzeni niektórych określeń, to możemy je w tamtym języku znaleźć. Zresztą język PRL dzisiaj często jest przywoływany, czy też PRL, w takich okresach, kiedy konflikt był na zewnątrz bardzo wyraźny, czyli na przykład do Grudnia, do Marca, okresów konfliktowych. Podczas gdy w PRL bardziej charakterystyczny był język sukcesu, także można powiedzieć, że i tym wymiarze, wymiarze samochwalstwa władzy sięga się po te określenia, które wtedy miały znamionować, że jesteśmy oto wspaniałym, rozwijającym się krajem i prawie rozwiniętym społeczeństwem socjalistycznym, tak wtedy niekiedy mówiono.   


(j.)