Kluczyki samochodowe są ważniejsze od samego auta – wynika z lektury umów komunikacyjnych i praktyki. Jeżeli ktoś nam je ukradnie, a potem odjedzie naszym samochodem, ubezpieczyciel może odmówić wypłaty odszkodowania. Na nic wtedy ubezpieczenie AC.

W umowach, które podpisujemy z firmami ubezpieczeniowymi, jest przedziwne stwierdzenie, że wypłata odszkodowania może nastąpić tylko wtedy, gdy samochód jest należycie zabezpieczony. I kwestia wcale nie dotyczy alarmów, ale... kluczyków samochodowych.

Ubezpieczyciel wypłaci odszkodowanie tylko wtedy, gdy kluczyki nie zostały w stacyjce - wyjaśnia Tomasz Fil z PZU. Trzeba więc strzec je bardziej niż samochód. Musimy je mieć stale pod kontrolą, nie należy ich zostawiać w miejscach, na które nie mamy wpływu, np. w kieszeni marynarki, którą oddajemy do szatni - mówi Tomasz Fil.

A co w przypadku, gdy ktoś kradnie nam kluczyki z torebki lub kieszeni marynarki? Cóż, nie pomoże nawet zgłoszenie na policję. Firma nie wypłaci odszkodowania, tłumacząc nienależytym zabezpieczeniem. Pojęcie to nagminnie wykorzystywane jest na niekorzyść właścicieli samochodów. Nawet wówczas, gdy kluczyki zostaną nam zabrane siłą.

To nadużycie - mówi Stanisław Rogowski, rzecznik ubezpieczonych. Firmy ubezpieczeniowe jak gdyby nie przywiązują wagi do elementu winy – czy rzeczywiście istniała wina po stronie kierowcy. Patrzą tylko, czy zabezpieczył, czy nie.

Jak się okazuje, takie przypadki zdarzają się i to dość często. Złodzieje upatrują sobie samochód na drodze, po czym śledzą go, aż zatrzyma się pod domem lub na parkingu i siłą odbierają kluczyki. Pan Piotr właśnie w taki sposób na początku maja stracił luksusowe volvo.

Problemy zaczęły się podczas próby uzyskania odszkodowania. Ubezpieczyciel odmówił wypłaty; nie pomogło nawet oświadczenie policji, która potwierdziła całe zajście.

Okradzeni kierowcy mogą wprawdzie dochodzić swoich praw przed sądem. Ale wiadomo, że to czasochłonne i kosztowne. A może te przepisy trzeba zmienić? Bo dlaczego mamy odpowiadać za niepopełnione grzechy...?