Miller oznajmił, że zablokowanie przez Komisję Europejską budowy gazociągu South Stream przyniesie korzyści gospodarcze i polityczne Turcji, a Europa, przede wszystkim Bułgaria, stracą miliardy dolarów inwestycji. Bułgaria straci nie tylko potencjalne zyski, ale także poniesie bezpośrednie straty. W Bułgarii nie zostaną zainwestowane 3 mld euro i nie powstanie 6 tys. miejsc pracy. Bułgaria utraci też status kraju tranzytowego, a obecnie przez ten kraj przepływa 18 mld metrów sześciennych gazu w kierunku Turcji, Grecji i Macedonii. Po zbudowaniu morskiego gazociągu do Turcji gaz ten popłynie przez Turcję, a nie przez Bułgarię - wyjaśnił szef Gazpromu. Zauważył, że "Komisja Europejska faktycznie podarowała Turcji kurek gazowy". Sądzę, że Turcja wykorzysta to w swoim dwustronnym dialogu z Unią Europejską. A my zyskaliśmy nowego partnera strategicznego w gazowym biznesie - dodał.
Prezes Gazpromu podkreślił, że Turcja jest bardzo dynamicznie rozwijającym się rynkiem gazowym; w 2014 roku przesunie się z trzeciego na drugie miejsce - po Niemczech - wśród największych importerów gazu z Rosji.
Miller zapewnił, że Gazprom nic nie straci na odstąpieniu od budowy South Streamu. Jeśli chodzi o pieniądze Gazpromu, to nic się nie zmarnuje. Zainwestowaliśmy około 4 mld euro w infrastrukturę przesyłową na terytorium Rosji, by gaz mógł być dostarczany do tłoczni Russkaja w Kraju Krasnodarskim. Wszystkie te inwestycje zostaną wykorzystane przy realizacji projektu morskiego gazociągu w kierunku Turcji - oświadczył.
W poniedziałek w trakcie wizyty w Ankarze prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin poinformował, że w obecnych warunkach Rosja nie może urzeczywistnić projektu South Stream, m.in. dlatego, że dotychczas nie uzyskała zezwolenia od Bułgarii na wejście z budową do strefy ekonomicznej tego kraju. Putin zapowiedział przekierowanie rosyjskich nośników energii w inne regiony świata i możliwe przyspieszenie realizacji projektów dotyczących gazu skroplonego.