Rolnicy mają ubezpieczać swoje uprawy – tego chce Ministerstwo Rolnictwa. Resort deklaruje nawet pomoc finansową. Jednak ten pomysł nie podoba się ani rolnikom, ani ubezpieczycielom – nikomu bowiem takie polisy się nie opłacają.

Wszystkiemu winne jest ułomne prawo. Rok temu rząd przeforsował co prawda ustawę o dopłatach do tego typu ubezpieczeń – znalazł się w niej zapis, że rządowe dopłaty mogą sięgać 45 procent. Problem jednak w tym, że prawo przewiduje maksymalną stawkę ubezpieczeniową na poziomie najwyżej 3,5 procent.

O katastrofalnej suszy w rolnictwie mówi się od kilku tygodni, ale dopiero teraz rząd próbuje pomóc poszkodowanym. Na początek proponuje 100 mln zł (ogółem), tonę zboża na gospodarstwo i jednorazową pomoc do ręki, choć nie wiadomo w jakiej wysokości. czytaj więcej

Jeżeli więc rolnik chciałby ubezpieczyć uprawy warte 100 tysięcy złotych, za polisę zapłaciłby 3,5 tysiąca złotych. To jednak zbyt mało dla ubezpieczycieli, którzy argumentują, że ryzyko takiego ubezpieczenia jest bardzo duże. - Musieliby dopłacać do wypłat rolników z pieniędzy innych klientów - tłumaczy ekspert rynku, Marcin Broda.

Na tegoroczne dopłaty zarezerwowano w budżecie 55 milionów złotych. Na razie te pieniądze leżą i czekają. A obietnice dalszej pomocy mogą nie mieć żadnego pokrycia.