"W kwestii przedszkoli urzędników MEN zawiodła wyobraźnia, ustawę po wyborach trzeba znowelizować" - mówi w Kontrwywiadzie RMF FM Joanna Kluzik-Rostkowska. "Pomagałam w pisaniu programu wyborczego PO, w mojej części umieściłam zapis o bezpłatnych przedszkolach. Musimy wykonać lamparci skok" - dodaje. "Była możliwość by PJN startowała pod własnym szyldem z list PO lub PSL" - ujawnia.

Posłuchaj kontrwywiadu RMF FM

Konrad Piasecki: Pani poseł, kiedy dawni koledzy skarżą się na zastraszanie i naciski wywierane przez nowych, tych z PO, to wierzy im pani? I także dawnych z PiS-u? Wszyscy byli koledzy straszą pani też byłych kolegów?

Joanna Kluzik - Rostkowska: Ja myślę, że jeżeli coś jest na rzeczy, to rzeczywiście powinien się tym zająć Rzecznik Praw Obywatelskich, powinna się tym zająć prokuratura. Rozumiem, że teraz ruch należy do Pawła Kowala i tych osób, które czuły się zastraszane.

Ma pani takich odruch wiary? Myśli pani, że rzeczywiście w takim Elblągu mogą się dziać takie rzeczy?

Ja tego nie wiem, ja o takiej sytuacji nie słyszałam. Ja rozstałam się z PJN zanim rozpoczęła się kampania wyborcza. Dowiedziałam się o tym tak samo jak państwo, czyli z mediów. Jeżeli jest coś na rzeczy, to jest Rzecznik Praw Obywatelskich, jest prokuratura, która powinna to wyjaśnić.

Przyzna pani, że gdyby to była prawda, gdyby rzeczywiście zastraszano niedoszłych posłów PJN, by nie startowali w wyborach, to byłby to ponury przejaw polskiej rzeczywistości demokratycznej.

Panie redaktorze, jesteśmy w trakcie kampanii wyborczej. Z całym szacunkiem dla informacji, które się pojawiają - Rzecznik Praw Obywatelskich, prokuratura - niech sprawę wyjaśnią.

A nie ma pani takiego odruchu, żeby chwycić za telefon i zadzwonić do Pawła Kowala i zapytać: Paweł kto naciska? Na kogo naciskał? Co mogę z tym zrobić? Jak mogę Ci pomóc?

Rzecznik Praw Obywatelskich i prokuratura. Ja nie mogę pomóc, nie mam takich narzędzi. Jestem politykiem, biorę udział w kampanii wyborczej, tak jak inni politycy. Myślę, to jest sprawa do rozstrzygnięcia przez te organy, które nie uczestniczą w kampanii wyborczej.

A tak nie tylko w sprawach naciskowych, tylko we wszystkich innych, dzwoni pani czasem do Kowala?

Spotykamy się czasem z Pawłem Kowalem. Ostatnio spotkaliśmy się w Pawłem Poncyljuszem i pogadaliśmy chwilę.

Czyli zgoda?

W sensie takich kontaktów towarzyskich - zgoda. Może ja wyjaśnię po raz ostatni. Ja byłam święcie przekonana, że optymalne wyjście, to jest pójście pod własnym szyldem na listach PO albo na listach PSL. Takie propozycje ze strony obu tych partii padły.

Donald Tusk składał PJN propozycję - pójdźcie na naszych listach pod własnym szyldem do wyborów?

Była możliwość pójścia pod własnym szyldem zarówno na listach Platformy, jak i na listach PSL. Nie dokończyłam szczegółowych negocjacji, ponieważ moje zaplecze - klub parlamentarny - powiedział nie, my chcemy iść sami. Ponieważ orędownikiem tej opcji był Paweł Kowal, to na zjeździe partii 4 czerwca oddałam partię Pawłowi Kowalowi zdejmując z siebie odpowiedzialność za losy, na które nie miałam wpływu. W związku z tym Paweł Kowal jest szefem od 4 czerwca i ponosi całą odpowiedzialność za wszystko to, co się dzieje.

Tylko że jednocześnie zapewne były takie osoby, które odeszły z PIS do PJN w geście solidarności z panią i dzisiaj one mają jeden procent czy dwa procent w sondażach. Już wiedzą, że do Sejmu się nie dostaną. Zastanawiam się, czy pani nie ma wobec tych osób wyrzutów sumienia, o ile w polityce jest coś takiego, jak wyrzuty sumienia.

Panie redaktorze, ja proponując pójście pod własnym szyldem na listach PO miałam na myśli odpowiedzialność za wszystkie osoby, które wyszły ze mną z PiS. Mną kierowała właśnie odpowiedzialność. Uważałam, że ponieważ dzisiaj nie ma polityki...

Tylko, że dzisiaj...

Ale to one zdecydowały...

Tylko, że one widzą dzisiaj panią w bardzo wygodnym miejscu, na "jedynce" w Rybniku z Platformy Obywatelskiej. Pani się do Sejmu na pewno dostanie, a one zostaną zapewne na lodzie.

Panie redaktorze, może pan zaprosić wszystkich posłów PJN do tego studia. Moja propozycja była taka: optymalnie mamy większe szanse zaistnienia po wyborach październikowych w parlamencie, jeżeli skorzystamy z którejś z dwóch propozycji. Moje zaplecze, ci posłowie powiedzieli "nie".

A myśli pani dzisiaj, że w ogóle nie warto było bawić się w ten PJN, że to nie był dobry projekt?

Ja popełniłam na pewno jeden podstawowy błąd w listopadzie, kiedy decydowaliśmy się na to, to znaczy przyjęłam odpowiedzialność szefa. Natomiast ja od swojego najbliższego otoczenia, wtedy to było sześć osób, nie dostałam żadnego realnego instrumentu szefa. Myśmy zdecydowali wtedy, że główne decyzje będziemy podejmowali w szóstkę i to był mój błąd. Ja wtedy powinnam powiedzieć, że albo dostaję realne instrumenty, albo bawcie się sami.

A po odejściu już, po przejściu do Platformy przekonywała pani któregoś z kolegów, żeby poszedł za panią?

Nie, to są zawsze indywidualne decyzje. Jedna rzecz jest ważna, że PJN ze mną na czele to była partia, która odbierała wyborców Platformie Obywatelskiej. Ja też w pewnym momencie się przekonałam, że my idąc samodzielnie, nie uzyskując tego progu wyborczego, realnie pracujemy na PiS. Dzisiaj PJN z Pawłem Kowalem jest po prostu konserwatywną partią. To jest inną partia, która odbiera dzisiaj głosy PiS. Ja patrzę na to, trzymam kciuki za nich. Kibicuję, ale już jako ktoś z zewnątrz.

A ma pani poczucie, że się pani przydaje swej nowej partii, czyli Platformie?

Tak, mam takie poczucie.

Pisała pani program, współpisała pani program? Była konsultowana w tej sprawie?

Tak, zostałam poproszona o napisanie fragmentu programu związanego z polityką rodzinną, z polityka społeczną.

W polityce rodzinnej to będzie "lamparci skok" o którym pani od zawsze marzyła i którego brak zarzucała Tuskowi?

O polityce społecznej rozmawiałam z Michałem Bonim i Jackiem Rostowskim. Wszyscy zgadzamy się co do tego, że to sito, które dzisiaj jest bardzo dziurawe, trzeba zatkać, bo pieniędzy na politykę społeczną jest całkiem dużo - to jest kilkanaście miliardów złotych rocznie. Co do tego jesteśmy zgodni.

I wykonać "lamparci skok"?

Jestem za tym, żeby to był właśnie taki "lamparci skok".

Ale na razie "lamparci skok" jest na kasę przedszkolaków. Wstyd. Pani też głosowała za tą ustawą.

Wszyscy głosowaliśmy za tą ustawą. Kiedy pracuje się nad szczegółowymi rozwiązaniami ustawy, to trzeba przyglądać się każdemu artykułowi również od tej strony, czy może wywołać jakieś negatywne głosy.

Wyobraźnia was zawiodła.

Wyobraźnia zawiodła po pierwsze urzędników Ministerstwa Edukacji Narodowej, a po drugie tych posłów, którzy pracowali nad tą ustawą.

Jak pani wejdzie do nowego sejmu, obiecuje pani zmianę tej ustawy?

Ja w program Platformy wpisałam coś, co wydaje mi się bardzo ważne, ale na co muszą być pieniądze, o czym my wszyscy rozmawiamy od kilku lat. Model idealny byłby taki, żeby przedszkole było dla dzieci bezpłatne.

I to jest w programie Platformy?

To była moja propozycja i przyznam szczerze, że nie wiem jak to wygląda obecnie. Powiem za to coś jeszcze. Kiedy przygotowywałam program polityki rodzinnej, to również mieliśmy taki pomysł i w znacznie lepszych czasach, bo w 2007 roku, nie było na to pieniędzy w budżecie.

Ale obiecuje pani, że po wyborach Platforma Obywatelska wróci do takich zapisów, które będą sprawiały, że przedszkola będą kosztować 200-300 złotych?

Tak, ja już rozmawiałam dzisiaj z kolegami, że trzeba to natychmiast znowelizować i nie da się tego zrobić w tej kadencji, bo jest jedno posiedzenie sejmu i będziemy głosować tylko nad tym, co wyszło z senatu. Ale tak to trzeba załatwić, bo intencja była taka, że będzie taniej a nie drożej.

Jeszcze ostatnie pytanie do znawczyni duszy Jarosława Kaczyńskiego - prezes rzeczywiście ma jakąś postdebatową traumę po 2007 roku?

Czy jeszcze ma ją, tego nie wiem.

A czy miał ją przed rokiem w kampanii prezydenckiej?

Wie pan, jeżeli idzie się łeb w łeb, a w 2007 roku właśnie tak było, po czym się bierze udział w debacie i się ją przegrywa, to na pewno taka trauma zostaje.