"Wsparcie dla sektora kultury to wsparcie dla miejsc pracy" - mówi Michał Dworczyk szef kancelarii premiera, pytany o rządowe decyzje ws. przyznanych dotacji. Na pytanie jak to się stało, że artyści np. ze sceny disco polo dostali więcej środków niż teatry, gość Roberta Mazurka odpowiada: przy tak szerokim wsparciu ustala się pewien algorytm.

Gość Roberta Mazurka pytany, że wokół przydziału środków są jednak pewne kontrowersje, odpowiada: pan premier wstrzymał wypłatę i te kwestie są analizowane. 

Gospodarz programu pytał Michała Dworczyka o spadającą liczbę wykonywanych testów. O przeprowadzeniu testu na obecność koronawirusa decydują lekarze, nie ma na to wpływu rząd ani instytucje rządowe - zaznaczył szef KPRM.

Stwierdził, że według jego wiedzy w ciągu ostatniego tygodnia liczba wykonywanych testów zmniejszyła się o ok. 5 proc. Przekonywał jednocześnie, że w tej kwestii nie ma "centralnych decyzji".

Minister podkreślił, że o liczbie przeprowadzanych testów decydują lekarze.  To oni wystawiają skierowania. 

 Michał Dworczyk odpierał też zarzuty o celowym zaniżaniu liczby testów po to, by wykazać mniej przypadków zakazeń koronawirusem. 

Szef KPRM nie wie, co się dzieje z ustawą podpisaną przez prezydenta. Michał Dworczyk w RMF FM: Po rozmowie zweryfikuję tę kwestię

W internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM Robert Mazurek dopytywał swojego gościa o to, dlaczego ustawa "covidowa" podpisana 4 listopada przez prezydenta nie została wciąż opublikowana w dzienniku ustaw.

W tej sprawie nie mam wiedzy. Nie wiem, czy wpłynęła do Rządowego Centrum Legislacji, czy została podpisana elektronicznie, czy również w papierze. Czy już wszystkie dokumenty (...) są w RCL - przyznał Michał Dworczyk. Na pewno po naszej rozmowie zweryfikuję tę kwestię - zadeklarował szef KPRM. Przedtem minister tłumaczył, że RCL "to nie jest część KPRM" i "jest samodzielną jednostką".

Michał Dworczyk był też pytany o to, czy jest możliwe, że Polska zawetuje budżet UE na kolejne 7 lat.

Jeżeli nie będą przestrzegane ustalenia (przywódców unijnych - red.), Polska nie zgodzi się na jego przyjęcie - zadeklarował. Kto według szefa KPRM łamie te ustalenia?

Te wszystkie kraje, które próbują dzisiaj zmienić wtedy wypracowany kompromis - powiedział polityk PiS. Odniósł się do stanowiska Francji i Niemiec w tej sprawie.

Łamią nie dość, że ustalenia z lipcowego szczytu, to próbują łamać traktaty, ponieważ mechanizmy, które są proponowane, nie mają żadnego oparcia w tychże unijnych traktatach - mówił gość RMF FM.

Przeczytaj całą rozmowę Roberta Mazurka z Michałem Dworczykiem

Robert Mazurek: Premier Gliński troszkę się zdziwił tym, jakie dotacje przyznaje ministerstwo kultury i zawiesił wypłatę tych dotacji. A czy pana nie zdumiewa ta lista i to na przykład, że zespół Bajm dostał ponad 20 razy więcej dotacji niż Filharmonia Kameralna w Łomży?

Michał Dworczyk: Wsparcie dla sektora kultury jest jednym z wielu takich projektów czy działań na rzecz wsparcia miejsc pracy. Wcześniej czy branża turystyczna, czy branża transportowa, czy inne branże, otrzymywały takie wsparcie finansowe. Teraz ma otrzymać to wsparcie kultura.

Ale nie o to pytałem. Pytam, czy pana nie dziwi akurat ten podział. Bo nikt nie protestuje przeciwko temu, żeby branża kulturalna - jak pan to mówi - albo żeby instytucje kultury otrzymywały wsparcie. Tylko jeśli zespół Weekend dostaje ponad pół miliona, Bayer Full dostaje ponad pół miliona, a Teatr Baj Pomorski w Toruniu dostaje 300 tysięcy, no to chyba rodzi się takie pytanie, że coś jest nie tak, że coś jest postawione na głowie.

Panie redaktorze, przy tego rodzaju działania, przy tak szerokim wsparciu, ustala się pewien algorytm, który mówiąc w największym uproszczeniu, ma doprowadzić do tego, że przedsiębiorcy otrzymują 40-50 proc. zwrotu kosztów kwalifikowanych. Zgodnie z ich deklaracjami utraconych przychodów.

Można wszystko wytłumaczyć, używając trudnych słów, np. algorytm. Ale nie wiem, jaki algorytm każe płacić gwiazdom disco polo np. dwa razy tyle, co teatrom albo 30 razy tyle, co filharmonii.

To jest kwestia - powtórzę jeszcze raz - pewnych warunków, które zostały wprowadzone, i które są obiektywne dla wszystkich instytucji, które o to wsparcie ubiegają się. Bo to nie tylko instytucje kultury, ale również szereg innych podmiotów, które szeroko rozumianą branżę artystyczną reprezentują.

Mam nadzieję, że państwo nasi słuchacze zrozumieli z tego więcej niż ja. No dobrze. Nie mam przesadnie złudzeń, że pan coś powie na ten temat. To może pan powie mi więcej. Panie ministrze, kto zdecydował o tym, byśmy przeprowadzali znacznie mniej testów na koronawirusa?

Kończąc jeszcze tamten wątek, powiem tylko: dlatego, że pojawiły się wątpliwości, pan premier wstrzymał tę wypłatę i powtórnie są te kwestie analizowane.

A teraz porozmawiamy może o tym, a co pytam. Kto zdecydował o tym, na jakim szczeblu zapadła decyzja, byśmy przeprowadzali znacznie mniej testów na koronawirusa?

Tu nie ma centralnych decyzji. Po pierwsze w tej sprawie. Po drugie, nie wiem, dużo mniej niż co? Niż wcześniej?

Już panu mówię jeśli się pan uzbroi w cierpliwość, to podam parę liczb. Proszę się skupić, panie ministrze. Otóż, kiedy notowaliśmy rekordy zakażeń, 6 listopada i było 27 000 nowych przypadków dziennie, wtedy przeprowadziliśmy 83 000 testów. Z czego 1/3 była pozytywnych. Otóż w ciągu 10 dni, w ciągu 10 dni, liczba testów spadła niemal o połowę. W niedzielę przeprowadziliśmy 46 000. I mam tutaj takie dane z weekendu - piątek, sobota, niedziela, kiedy rzeczywiście spada liczba zakażeń. Ale spada też codziennie liczba testów 57 tysięcy, 56 tysięcy, 46 tysięcy. I jest też inna, bardzo niepokojąca informacja. Otóż, tak jak spada liczba testów, tak radykalnie rośnie liczba tych testów, które pokazują, że jest koronawirus. W tej chwili to już jest 47 proc. Prawie co drugi test pokazuje, że mamy do czynienia z koronawirusem.

Jeżeli chodzi o liczby z weekendu, czy z niedzieli w szczególności, one nie są do końca miarodajne, ale to prawda. Spadła liczba wykonywanych testów. Według mojej wiedzy w ciągu ostatniego tygodnia około 5%. Natomiast proszę zwrócić uwagę, że test...

Ale jak to, ja panu pokazałem, że nie o 5 proc. tylko o 50 proc. Ktoś panu "zero" ukradł, panie ministrze.

Nie, panie redaktorze. Nie wiem, w jakim ujęciu czasowym pan liczy...

Dziennym.

Informacje, które ja posiadam - być może są one nieprecyzyjne, nie jest ministrem zdrowia. Ale jeśli pan pozwoli, bo to jest kluczowa odpowiedź na pańskie pytanie, kto o tym decyduje. Decydują lekarze, którzy wystawiają skierowania na wykonywanie testów.

Niech pan nie gniewa, ale rodzi się podejrzenie, poparte tymi właśnie przesłankami, że celowo robimy mniej testów, zaniżamy liczbę testów, byśmy wykazali mniej przypadków koronawirusa, bo inaczej będziemy musieli ogłosić lockdown. Jeśli to jest prawda, to róbmy w ogóle 10 000 testów i wtedy nie będziemy mieli problemu ze zbyt dużą liczbą zachorowań. Albo w ogóle nie róbmy testów i wtedy będziemy krajem wolnym od koronawirusa jak Nowa Zelandia.

Panie redaktorze, bądźmy poważni. Myśli pan, że to jest jakiś wspólne ustalenie pomiędzy lekarzami, którzy zlecają wykonywanie testów...

Nie podejrzewam tutaj złej woli lekarzy. Myślę, że decyzje zapadają znacznie wyżej.

No nie, panie redaktorze. Nawet jakby ktoś miał takie pomysły, niezbyt mądre, to nie dałoby się tego zrealizować, bo - powtórzę jeszcze raz - o tym, czy ktoś zostaje skierowany na przeprowadzenie testu, decyduje lekarz. I to wyłącznie od lekarzy zależy, ile tych testów jest wykonywanych.

Czyli panie ministrze, puentując to - jest zupełny przypadek i zbieg okoliczności, że robimy o połowę mniej testów niż 10 dni temu, tak?

Nie wiem, czy to jest przypadek i zbieg okoliczności. Wiem, że podejmują w tej sprawie decyzję lekarze. A nie ma na to wpływu rząd ani instytucje rządowe.

Czy nie niepokoi pana w takim razie to, co się dzieje u naszych sąsiadów? Słowacja przetestowała 2/3 swoich obywateli. Wiem, co usłyszę. To jest 5 milionów mieszkańców. Ale Austria - liczniejsza od Słowacji - właśnie postanowiła iść jej śladem. Powiem więcej Anglia, która jest dość ostrożna w takim radykalizmie, prowadzi prawie 400 000 testów dziennie i odsetek testów pozytywnych wynosi niecałe 6 proc. U nas? 47 proc.

No to powtórzmy. Wykonujemy dziennie między 50000 a 80000 testów.

46000 ostatnio.

Tych testów było rzeczywiście mniej niż u naszych sąsiadów, ponieważ my przede wszystkim wykonywaliśmy testy PCR, czyli bardzo dokładne testy genetyczne. One - jak państwo doskonale wiecie - dłużej trzeba czekać na wyniki, one są bardziej skomplikowane. Teraz wprowadzamy testy antygenowe. Też myślę, że to będzie skłaniało, być może, lekarzy do tego, żeby taką procedurę, która będzie bardzo szybka i bardzo łatwa, zlecać częściej. I będziemy wykonywać częściej i więcej tych testów. Ale to są moje domniemania.

Mamy szansę na ostatnie pytanie w tej części radiowej. Więc pozwoli pan, że zadam pytanie o to, co się zdarzyło 11 listopada, a raczej o skutki tego, tych burd, które mieliśmy przy okazji Marszu Niepodległości. Pytanie brzmi: czy doczekamy się dymisji komendanta stołecznego lub komendanta głównego policji?

Bez wątpienia mieliśmy do czynienia 11 listopada z sytuacją, kiedy grupy chuliganów zakłóciły Święto Niepodległości i tutaj dla osób, które atakują policjantów, które łamią prawo, nie może być żadnej taryfy ulgowej...

Pytałem o dymisję komendantów policji.

...natomiast zdarzyły się sytuacje, które przynajmniej zgodnie z takimi nagraniami, które można zobaczyć z sieci jak np. z dworca Warszawa Stadion, wyglądają bardzo niedobrze.