"Związki zawodowe są w dialogu, natomiast ten dialog trwa już bardzo długo. Nie mamy żadnych realnych informacji odnośnie poprawy naszych warunków pracy i płacy. To wszystko opiera się w tym momencie na zapewnieniach, na podawaniu kwot podwyżek które dostaliśmy w milionach i procentach. Natomiast te kwoty realnie, to 50 złotych brutto" - mówi w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Anna Jaromin, ze związku zawodowego "Ad Rem", który współorganizował dzisiejszy protest pracowników sądów i prokuratury.

Przedstawicielka związku zawodowego ostrzega, że przez niskie płace brakuje pracowników sądowych, co może poważnie wpłynąć na płynność pracy polskich sądów. Nowi pracownicy nie chcą do nas przychodzić i pracować w naszych instytucjach. Nie ma kto tej pracy realnie wykonywać. To zagraża realnie płynności sądów. Jeżeli ministerstwo w tym momencie nie podejmie żadnych czynności zmierzających ku poprawie tego, grozi nam zapaść w sądownictwie. Zaczynamy już wychodzić na ulice, po to, żeby głośno o tym mówić, żeby ktoś dostrzegł w końcu ten problem. To jest poważny kryzys w sądownictwie, jeżeli mamy na przykład w sądzie okręgowym w Warszawie nieobsadzonych 80 stanowisk urzędniczych - mówi gość Marcina Zaborskiego.

Gość: Anna Jaromin

Marcin Zaborski, RMF FM: Kłaniam się w Warszawie, a w Krakowie jest Anna Jaromin ze związku zawodowego Ad Rem, w którym działają pracownicy sądów i prokuratur. Dobry wieczór.

Anna Jaromin:  Dobry wieczór.

Wychodzicie na ulice i mówicie tak: Bez nas sądy nie istnieją. Podzielcie się tortem z sądowym resortem, chcemy większych pieniędzy, bo wykonujemy bardzo ciężką pracę. To wyjaśnijmy: na czym polega ta praca?

Ta praca urzędników sądowych i prokuratury polega na przyjmowaniu wszystkich wniosków obywateli w tych naszych instytucjach i - od momentu wpływu takiego wniosku - tak naprawdę wykonujemy szereg czynności związanych z tym, aby ta sprawa od początku do końca się odbyła i została zakończona jak najszybciej, niezwłocznie dla obywatela.

I dzisiaj domagacie się podwyżek, choć przecież w połowie grudnia podpisaliście porozumienie z Ministerstwem Sprawiedliwości. Mam ten dokument przed oczami. Jest tam podpis szefowej związku zawodowego Ad Rem. Ustaliliście 200 złotych podwyżki i tysiąc złotych jednorazowej nagrody dla każdego.

Tak, było takie porozumienie podpisane, natomiast to porozumienie było na daną chwilę, wtedy w grudniu...

18 grudnia, to nie było rok temu, 2 lata temu. Tuż przed chwilą... 

Tak, to było przed chwilą, natomiast były to pieniądze zaoferowane przez ministerstwo w takim wymiarze, natomiast niestety nie satysfakcjonuje nas ta kwota, ponieważ od 10 lat mamy w tym momencie zamrożone pensje. Mamy podwyżki rzędu 50-40 zł brutto przez...

A może nie trzeba było podpisywać tego porozumienia w grudniu? 

Myślę, że nasi pracownicy... W tym momencie każda kwota ich ratuje. I to 200 zł było dla nich istotne, dlatego też walczymy o więcej, bo ta kwota niestety przy naszych zarobkach jest niewystarczająca. 

Mówicie dzisiaj: Dosyć pracy za grosze, pracy od nas się wymaga, a zarobki to zniewaga. Pracownik sądowy równa się status głodowy. A wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik, z którym podpisywaliście tamte porozumienie w grudniu, mówi, że jest zdziwiony protestem, bo przecież spotykacie się od wielu miesięcy, rozmawiacie i jesteście w dialogu, jak on to mówi: ten dialog jest dobry.

Tak, związki zawodowe są w dialogu, natomiast ten dialog trwa już bardzo długo. Nie mamy żadnych realnych informacji odnośnie poprawy naszych warunków płacy i pracy. To wszystko opiera się w tym momencie na zapewnieniach przez pana ministra, na podawaniu kwot w milionach i w procentach, podwyżek, które dostaliśmy. Natomiast te kwoty realnie, to tak jak mówię, są to kwoty czasami 50 złotych brutto.

W tym grudniowym porozumieniu z Ministerstwem Sprawiedliwości jest takie zdanie: związki zawodowe zauważają, że przyczyną niskich wynagrodzeń w sądach powszechnych była polityka zamrażania wynagrodzeń w latach 2010-2015. Brzmi trochę jak wina Tuska. 

Powiem tak: na to złożyło się wiele czynników, natomiast w tym momencie mamy taką sytuację, że nowi pracownicy nie chcą do nas przychodzić i pracować w naszych instytucjach. Mamy mnóstwo nieobsadzonych etatów w tym momencie. Borykamy się z takimi problemami, że nie ma kto realnie tej pracy u nas wykonywać. I to zagraża poważnie płynności sądów. Dlatego jeżeli ministerstwo nie podejmie żadnych czynności zmierzających ku poprawie tego - grozi nam zapaść w sądownictwie. Więc już zaczynamy wychodzić na ulice po to, żeby głośno o tym mówić, żeby w końcu ktoś dostrzegł ten problem. Bo to jest naprawdę poważny kryzys w sądownictwie, jeżeli np. mamy w Sądzie Okręgowym w Warszawie nieobsadzonych 80 stanowisk urzędniczych. Ta praca jest.

Solidarność chce 450 zł podwyżki. Związek Ad Rem żąda 1000 złotych. Wyraźnie widać, że razem jednak nie idziecie. Nie współpracujecie ze sobą. Razem nie moglibyście osiągnąć więcej?

Powiem tak. W grudniu zostało podpisane porozumienie wszystkich związków zawodowych, pracowników prokuratur i sądów. Natomiast nie wiadomo, dlaczego związek Solidarność... I oczywiście to porozumienie opiewało na tę kwotę 1000 złotych podwyżki, natomiast nie rozumiemy, dlaczego w tym momencie Solidarność postuluje 450 złotych... To też nie wiadomo: brutto czy netto. Bo różne są wypowiedzi. Natomiast 4 związki faktycznie wyłamały się, wydaje mi się, z tego porozumienia, natomiast 9 pozostałych dalej postuluje tę kwotę 1000 złotych.

Już teraz czy od przyszłego roku? 

Powiem tak: jeżeli dostalibyśmy w tym roku zapewnienie ministerstwa na piśmie, że dostaniemy w przyszłym roku drugą część kwoty, w tym roku jeszcze jakąś część, w przyszłym następną, ale musielibyśmy to dostać na piśmie, tak, żeby tych pracowników zatrzymać, myślę, że moglibyśmy w tym momencie przytaknąć na takie zapewnienie. 

Spoglądam na statystki przygotowane przez związki zawodowe, 14 procent pracowników sądów zarabia poniżej 1800 złotych "na rękę". Jaka praca w sądzie jest wyceniona na te 1800 złotych?

Pracownicy sądowi to zazwyczaj bardzo doświadczeni pracownicy z wieloletnim stażem. W tym momencie, jeżeli sklepy spożywcze oferują nam wynagrodzenia dla nowo zatrudnionych pracowników kształtujące się powyżej 3 tysięcy, a w sądzie takiemu pracownikowi, który przychodzi do nas, proponuje się kwotę 2400 brutto, to niestety...

Tak, ale za jaką pracę? Co wykonuje pracownik, który dostaje mniej niż 1800 złotych, jak mówicie?

To są również czasami urzędnicy sądowi.

I co robią?

Wykonują wszystkie czynności związane ze sprawami, które się toczą u nas w sądach. Czyli jest to bardzo odpowiedzialna sprawa, bo każdy wydział ma różne kategorie spraw, natomiast praca urzędnika jest pracą odpowiedzialną. Tak naprawdę mamy w rękach czasami życie obywateli, więc to nie jest tak..... To ciężko wycenić.

Kilka dni temu związkowcy z Solidarności napisali do posłów i senatorów list. Przekonują w nim, że 70 procent pracowników sądownictwa pracuje w warunkach sprzyjających powstaniu mobbingu. Kto mobbinguje pracowników sądownictwa w Polsce?

Myślę, że tutaj kwestia mobbingu to na pewno jakieś jednostkowe przypadki, natomiast atmosfera pracy w tym momencie w sądach, gdzie są nieobsadzone etaty, gdzie my pracujemy na czterech stanowiskach, tej pracy przybywa, staramy się wykonywać pewne rzeczy terminowo. Gonią nas te terminy, bo niestety te sprawy w większej mierze są terminowe... Powstaje mnóstwo stresu. I tak naprawdę pracownicy już tego nie wytrzymują też w takich aspektach, właśnie związanych ze stresem.

Dzisiaj wychodzicie na ulice, protestujecie, piszecie list otwarty. Pytanie, co dalej. Są zaplanowane kolejne kroki po dzisiejszych manifestacjach?

Myślę, że takim krokiem będzie to zaproponowane przez związek zawodowy "Ad rem" spotkanie z przedstawicielami partii politycznych. Na dzień 14 marca w Centrum Dialogu Społecznego w Warszawie zostaną zaproszeni przedstawiciele tych partii politycznych. Będziemy chcieli podjąć taki dialog z nimi, aby jak najszybciej wypracowano jakieś formy pomocy i zabezpieczenia wymiaru sprawiedliwości przed kryzysem, który nas niewątpliwie czeka, jeżeli takie działania nie zostaną podjęte.

Ale partie polityczne pieniędzy wam nie dadzą. Te może dać minister sprawiedliwości czy minister finansów. 

Tutaj czekamy jeszcze na odpowiedź pana ministra, który dostał dzisiaj petycję od pracowników. Miejmy nadzieję, że podejmie jakieś działania i dowiemy się o tym po dwóch tygodniach. Na pewno czekamy też na ewentualne decyzje budżetowe, które mają zapaść - przynajmniej plany budżetowe - do 11 marca. Być może zostaniemy tam uwzględnieni.