Zajął drugie miejsce w Baja Aragon i pozostaje liderem Pucharu Świata w rajdach terenowych. Kuba Przygoński i jego pilot Tom Colsoul są na dobrej drodze do zwycięstwa w klasyfikacji generalnej cross-country. Oprócz tego Kuba znajduje jeszcze czas na starty w driftingowych mistrzostwach Polski. O przygodach, jakie spotkały go na rajdzie oraz o szansach na Puchar Świata i mistrzostwo Polski - z Kubą Przygońskim rozmawiał Paweł Pawłowski.

Kuba Przygoński na Baja Aragon /Facebook

Paweł Pawłowski RMF FM: Drugie miejsce w Baja Aragon. Na finałowym odcinku specjalnym atakowaliście z czwartego miejsca. Mimo to udało się wam zakończyć cały rajd ze świetnym wynikiem.

Kuba Przygoński: Baja Aragon to był start, w którym mieliśmy na początku trochę pod górkę. Na drugim odcinku złapaliśmy kapcia. Kapeć to element gry. Łapie się kapcie w tych samochodach i często się to zdarza, więc jesteśmy na to przygotowani. Szybko wyskakujemy i zmieniamy tego kapcia. Trwa to to minutę piętnaście sekund i jedziemy! W tym wypadku niestety mieliśmy awarię narzędzia czyli klucza, który po prostu przestał działać. To nam rozłożyło ręce. Był to moment krytyczny, bo zaczęliśmy rękoma te nakrętki odkręcać z tego koła, więc zamiast minuty straty, mieliśmy już cztery i pół. Wyprzedził nas inny samochód i później mieliśmy przed sobą kurz. Od razu założyłem, że trudno będzie odrobić taką stratę. No i ostatniego dnia w niedzielę, kiedy spadł deszcz, warunki zrobiły się nieprzewidywalne i trudne...

...właśnie podobno było strasznie ślisko...

Tak, było ślisko! Jeździmy przecież samochodami, które stworzone są do pustyni i do upałów a tam był deszcz! Na tej glinie niektóre zakręty były tak śliskie, że nasz samochód w ogóle nie skręcał, tylko jechał prosto, tak jak po lodzie! Jednak zaryzykowaliśmy. Kilka razy mieliśmy dużo szczęścia, bo zeskoczyliśmy z takich dwóch półek, ale na szczęście było płasko i samochód nie zakopał się. No i udało się przeskoczyć na drugą pozycję.

Teraz liderujecie w klasyfikacji generalnej. To chyba bezpieczna przewaga przed rajdem na Węgrzech?

Tak. Jedziemy na Węgry. To będzie kolejna runda Pucharu Świata. Mamy w tej chwili taką przewagę bezpieczną, ale wciąż liczymy te punkty i analizujemy, bo wszystko może się zdarzyć. Możemy spaść z tej pierwszej pozycji, ale nie poddamy się. Na pewno jest fajna rywalizacja w tym roku, bo walczymy z Martinem Prokopem i Vladimirem Vasilyevem. Co rundę wygrywa inny zawodnik. Naprawdę jest ciekawie.

Do tej klasyfikacji jeszcze wrócimy, bo po Węgrzech czeka was Baja Poland?

To fajny rajd, bo te wszystkie pustynne, dakarowe samochody przyjeżdżają tutaj do Polski. Baja Poland jest w okolicach Szczecina i Drawska na tym naszym największym poligonie wojskowym. Fajnie, że wojsko daje nam możliwość, żeby się ścigać, bo terenowe warunki są ekstra! Tam celem będzie zwycięstwo, no bo jesteśmy na naszej ziemi.

Liderujecie w klasyfikacji. W zeszłym roku było drugie miejsce. Czy w tym roku jest szansa na pierwsze polskie zwycięstwo w klasyfikacji generalnej?

Cel jest taki, żeby wygrać i ten Puchar Świata do Polski przywieźć.

Taki jest cel, ale jak oceniasz szanse?

To zawsze jest trudne. Jeszcze dużo może się stać. Wszystko robimy, żeby się udało. Mamy jeszcze trzy ważne rajdy: Węgry, Polskę i Maroko. Musimy je wszystkie ukończyć i być cały czas na podium. Więc jeszcze jesteśmy w grze, ale na pewno mamy ułatwioną sytuację, bo cały czas prowadzimy i mamy przewagę. Jakiś błąd może się przydarzyć i może to wcale nie zmienić całej sytuacji.

Prowadzenie daje jakąś dodatkową motywację? Bo pewnie inaczej byłoby, gdybyście zajmowali trzecie lub czwarte miejsce. Łatwiej jest bronić pierwszego miejsca, czy łatwiej jest atakować?

Wydaje mi się, że łatwiej jest atakować. Przy bronieniu dochodzi więcej elementów stresujących. Zawsze dochodzimy do momentu pytania: czy tutaj ryzykować jakimś skokiem i jechać na sto procent, czy jedziemy wolniej i tracimy ułamek sekundy, ale wtedy cały rajd możemy gorzej pojechać, choć zapewni nam to dojechanie do mety. To niewdzięczna sytuacja, ale nie poddajemy się i jest duża szansa, żeby ten Puchar Świata przywieźć.

A jak tam w drifcie? Bo na początku lipca też był sukces?

Wróciłem na szczyt punktacji i prowadzę w mistrzostwach Polski. Pierwsze zawody poszły nie tak, jak chciałem, ale teraz już dwa zwycięstwa z rzędu wyniosły mnie na najwyższy stopień podium. No i walczymy, choć jest to trochę na styk w kalendarzu. Zawody pustynne pokrywają się prawie z zawodami driftowymi. Teraz muszę wygrywać zawody w drifcie, żeby tego mistrza Polski zdobyć. No ale o to też chodzi. Trzeba jak najczęściej być na podium i wszystko robimy w tym kierunku, żeby te jak najlepsze wyniki przywozić.

Co jest bardziej emocjonujące? Cross-country czy jednak drift?

To są dwie całkowicie inne dyscypliny. W rajdach terenowych jeśli przejedzie się odcinek 400 kilometrów, to czujesz, że dałeś z siebie wszystko przez te 5 godzin. W drifcie przejazd trwa 30-40 sekund i musisz się ekstremalnie skupić na te ułamki sekund. Na pewno drift jest atrakcyjny dla kibiców, bo jest dostępny w Polsce. Na zawody driftingowe przychodzi najwięcej kibiców ze wszystkich dyscyplin motorsportu w Polsce. No oczywiście jest też żużel, ale to inna, stadionowa dyscyplina. W drifcie jest dużo "spotkań", samochód dotyka samochodu, zawodnik zawodnika, ocierają się zderzaki, w coś można uderzyć, więc kibice - niestety dla nas - lubią najbardziej wypadki.

Wspomniałeś wcześniej o samochodzie dakarowym. Utrzymujesz plany na Dakar?

W tej chwili jesteśmy na dobrej drodze, żeby wygrać Puchar Świata. Kolejnym etapem jest oczywiście Dakar. W tym roku zajęliśmy piąte miejsce, z którego się bardzo cieszę, bo to super wynik przy mojej krótkiej karierze w samochodzie po motocyklu. No a teraz celem jest miejsce powyżej tego piątego, więc tylko kilka miejsc jest przed nami.

Dakar ma jednak problemy. Niektóre państwa odmawiają organizacji. To nie odstrasza?

Problemy z Dakarem są i szkoda, że takie rzeczy się dzieją. Ale to tak duży rajd, że trudno go zorganizować. My robimy tam 600-700 kilometrów dziennie, więc trzeba bardzo dobrze tę trasę przygotować. Widzę jednak, że cała czołówka będzie jechać. Nie ma tu więc taryfy ulgowej. Na pewno będzie mniej zawodników-amatorów, którzy jadą o przetrwanie i po przygodę. No ale Peru będzie na pewno zaskakiwało w nadchodzącej edycji.