„W Ukrainie jest zafałszowany obraz UPA”
Marcin Przydacz w Porannej rozmowie w RMF FM opowiadał o kulisach spotkania prezydenta Nawrockiego z Wołodymyrem Zełenskim na szczycie NATO w Ankarze.
Pan prezydent Nawrocki spotkał się pierwszego dnia z prezydentem Zełenskim najpierw krótko, kurtuazyjnie. Wtedy Wołodymyr Zełenski poprosił prezydenta Nawrockiego o nieco dłuższą rozmowę. Prezydent zgodził się na to, by usiąść, wyjaśnić sobie pewne sprawy i (...) powody swoich działań, dla których opinia publiczna w Polsce jest oburzona - relacjonował Przydacz.
Tłumaczył, że „opinia publiczna na Ukrainie nie rozumie naszego stanowiska” w sprawie UPA. Zostało to inaczej przedstawione. Jest tam zafałszowany obraz UPA. Przedstawia im się, że to byli bohaterowie walki ze związkiem sowieckim. Dlatego podczas pierwszego spotkania w Warszawie prezydent Nawrocki wręczył Zełenskiemu dwie książki przedstawiające odpowiednie fakty. Ale być może (Zełenski) nie czytał - ironizował Przydacz.
Podkreślał, że przez tę godzinę „zostały przedstawione fakty natury historycznej i to, dlaczego polska opinia publiczna jest oburzona”.
(Zełenski) wielu kwestii nie wiedział i dowiedział się o nich z rozmowy z historykiem, bo pan prezydent Nawrocki jest doktorem historii. Rozmawiano też o tym, co dalej. Rosja nie była dominującym tematem. Głównie rozmawiano o stosunkach dwustronnych - ujawnił Marcin Przydacz.
Prezydent wskazywał jasno Zełenskiemu, że sprawa podejścia do UPA jest nienegocjowalna i Polska nie zmieni swego podejścia. Ukraina musi mieć świadomość, że ilekroć będzie gloryfikować zbrodniarzy spod znaku UPA, tylekroć Polska będzie reagować. Będzie to powodować zły stan relacji. Ukraina musi wybierać: czy chce mieć dobre relacje z Polską, czy złe - tłumaczył szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta RP.
Dodawał, że prezydent Zełenski rozumie, na czym polega stanowisko Polski. Jego zdaniem pytanie zasadnicze jest jednak inne: czy elity ukraińskie rzeczywiście chcą wejść do Unii Europejskiej.
„Wyciągniemy z tego konsekwencje”
Przywołano również głośny wywiad szefa Biura Prezydenta Ukrainy Kyryła Budanowa, który w ostrych słowach skomentował obecne relacje na linii Kijów-Warszawa i stwierdził, że wkrótce napięcie może osiągnąć punkt kulminacyjny. „Ostatnio to Rosja próbowała postawić nam ultimatum - bez urazy wobec Polski, ale (Rosja) jest nieco potężniejsza niż Polska” - mówił Budanow w wywiadzie dla RBK-Ukraina. Marcin Przydacz tak komentował te słowa:
Do Ukrainy cały czas płynie pomoc ze strony Polski. Jeśli strona ukraińska nie życzy sobie, aby Polska jej pomagała i była pomocna w procesie integracji z Unią Europejską, to niech powiedzą. Wtedy nikt z Polski nie ruszy już palcem - zapewnił polityk.
My patrzymy na to szerzej. Walczą z Rosją, Rosja jest zagrożeniem, dlatego pomagaliśmy. Gdy uciekała z Ukrainy matka z dzieckiem w 2022 roku, wielu Polaków pomagało z poczucia moralnego obowiązku i sympatii. Jeśli pan Budanow nie docenia tego, co Polska zrobiła dla Ukrainy, wyciągniemy z tego odpowiednie konsekwencje na przyszłość - powiedział szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta RP.
Przydacz: Nie wiedziałem o rakietach Patriot
Pytany, czy wiedział, że rakiety Patriot zostały przekazane na Ukrainę przez szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza, odparł, że nie wiedział. Nie chciał jednak potwierdzić wprost, że o tej kwestii został poinformowany prezydent Nawrocki.
Wtedy, kiedy pojawiła się ta kwestia - w sobotę, w niedzielę - napisałem do swoich współpracowników: zobaczycie, za chwilę strona rządowa będzie chciała skręcić dyskusję nie na temat tego, co zrobili, tylko czy prezydent wiedział, czy nie wiedział. Część dziennikarzy łapie się na tę pułapkę, w jakiej formule kto i kiedy został poinformowany. Ja o tym nie wiedziałem. To, czy prezydent jest informowany post factum o różnych rzeczach w sposób niejawny, to jest inna sprawa. Jeśli jest decyzja w formule niejawnej, nie ma pola do reakcji. To jest skupienie się na sprawie, która nie ma większego znaczenia - ocenił Przydacz.
Czy prezydent wiedział? Jak powiedział Marcin Przydacz, sprawa nie była z Karolem Nawrockim na pewno konsultowana, co jest błędem.
Uważam, że w sytuacji, kiedy premier rządu polskiego straszy Polaków i mówi, że za chwilę będzie wojna, Rosjanie nas zaatakują - i mówi to w mediach międzynarodowych, jest afera na cały świat - a jednocześnie przekazuje nasze najnowocześniejsze uzbrojenie Ukrainie, to coś tu jest nie tak - stwierdził Marcin Przydacz.
Podkreślił, że w kontekście możliwego ataku na Polskę ze strony Rosji było to „zachowanie nieroztropne”. Ukraina też zmieniła podejście do Polski. W 2022 roku było inaczej - nie można od tego abstrahować - podsumował kwestię Patriotów.
