Przyszłość urządzeń do opłat parkingowych w cyfrowej rzeczywistości.
Jeszcze dekadę temu parkomaty były nieodzownym elementem krajobrazu każdego miasta objętego Strefą Płatnego Parkowania (SPP). Dziś jednak, w dobie błyskawicznego rozwoju technologii mobilnych, ich przyszłość staje pod znakiem zapytania. Coraz więcej kierowców rezygnuje z tradycyjnego podejścia na rzecz wygodnych aplikacji na smartfony. Czy oznacza to, że parkomaty wkrótce odejdą do lamusa? Czy samorządy powinny inwestować w ich modernizację, czy może skupić się wyłącznie na cyfryzacji usług parkingowych? Odpowiedzi nie są jednoznaczne, a przykład Polski i innych krajów pokazuje, że temat ten jest bardziej złożony, niż mogłoby się wydawać.
W wielu polskich miastach obserwujemy dynamiczny wzrost popularności mobilnych form płatności za parkowanie. Aplikacje takie jak Flowbird, moBiLET, SkyCash, AnyPark czy mPay umożliwiają szybkie, bezgotówkowe i dokładne rozliczanie czasu postoju, często z funkcją przedłużania opłaty zdalnie bez konieczności powrotu do pojazdu.
Dane z polskich miast jednoznacznie pokazują rosnącą dominację aplikacji mobilnych w zakresie opłat za parkowanie. Prym wiedzie tutaj Poznań - miasto, w którym aż ponad 70% wszystkich opłat parkingowych realizowanych jest za pomocą aplikacji. To absolutny rekord krajowy i jednocześnie wyznacznik nowoczesnego podejścia do zarządzania przestrzenią miejską.
Podobne statystyki można zauważyć w Warszawie, Krakowie, Szczecinie czy Bytomiu - w tych miastach mobilne formy płatności przekroczyły już próg 50% udziału. Oznacza to, że więcej niż połowa kierowców decyduje się na płatność za pomocą smartfona, co zmienia nie tylko sposób funkcjonowania stref płatnego parkowania, ale i podejście miast do ich obsługi.
Wraz z rosnącą cyfryzacją naturalnie pojawia się pytanie: czy parkomaty mają jeszcze rację bytu? Dla jednych odpowiedź jest jednoznaczna - nie. Po co utrzymywać kosztowną infrastrukturę fizyczną, skoro większość użytkowników i tak korzysta z aplikacji mobilnych? Zresztą - trend ten nie jest wyłącznie polski. W wielu miastach Europy, a nawet na innych kontynentach, parkomaty są stopniowo wycofywane lub ograniczane do absolutnego minimum.
Poznań wydaje się być najbliżej rewolucyjnego kroku - miasto planuje w 2026 roku uruchomić pierwszą podstrefę płatnego parkowania w Polsce, która w ogóle nie będzie wyposażona w tradycyjne parkomaty. Cały system opierać się będzie na płatnościach mobilnych i serwisach online. To odważne posunięcie, które może być początkiem końca ery parkomatów w Polsce - ale czy na pewno?
W innych dużych miastach podejście jest nieco bardziej zachowawcze. Warszawa, Gdańsk czy Szczecin, mimo że również notują wysoki odsetek opłat realizowanych aplikacyjnie, nie decydują się na całkowitą rezygnację z parkomatów. Zamiast tego, w przypadku rozszerzania stref płatnego parkowania, urządzenia te rozstawiane są coraz rzadziej - z zachowaniem minimalnego komfortu dostępności dla osób mniej technologicznie zaawansowanych.
To podejście wynika z kilku przesłanek. Po pierwsze - nie każdy kierowca korzysta ze smartfona. Po drugie - nie każdy chce podawać swoje dane, rejestrować się w aplikacjach czy wiązać z konkretnym systemem. Po trzecie - turyści i osoby odwiedzające dane miasto jednorazowo mogą nie chcieć instalować aplikacji do opłacenia kilku minut parkowania. I to właśnie ten argument okazuje się kluczowy, gdy spojrzymy na sytuację na świecie.
Izrael przez wiele lat był uznawany za wzór digitalizacji usług parkingowych. W wielu miastach tego kraju nie było ani jednego parkomatu - wszystkie opłaty realizowano przez aplikacje mobilne lub serwisy internetowe. Jednak to właśnie turyści, stanowiący istotny segment użytkowników przestrzeni miejskiej, zaczęli zgłaszać problemy z dostępnością i wygodą tego rozwiązania.
W efekcie - Izrael, mimo wcześniejszego modelu całkowicie cyfrowego, zaczął montować parkomaty w najczęściej odwiedzanych, turystycznych lokalizacjach. Dzięki temu osoby przyjezdne, które nie chcą lub nie mogą ściągać aplikacji, mają możliwość szybkiej płatności w sposób tradycyjny. Przykład ten jasno pokazuje, że całkowite odejście od parkomatów nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem, a ich obecność - choć ograniczona - może pełnić ważną funkcję uzupełniającą.
O cyfrowej transformacji w zakresie opłat parkingowych świadczy również coraz szersza dostępność aplikacji mobilnych w mniejszych miejscowościach. Przykładem może być Wieliczka - miasto znane z kopalni soli i dużego ruchu turystycznego. W odpowiedzi na rosnące zainteresowanie płatnościami mobilnymi, urzędnicy zdecydowali się udostępnić użytkownikom aplikację Flowbird Parking.
To kolejny krok w stronę unifikacji systemów płatności w Polsce. Flowbird należy do Grupy Arrive, globalnego dostawcy nowoczesnych rozwiązań parkingowych. W jej skład wchodzą również inne znane marki, takie jak EasyPark, Parkopedia czy Ringo. Aplikacje Arrive dostępne są już w ponad 4000 miast na całym świecie, a Flowbird Parking funkcjonuje w ponad 100 lokalizacjach w Polsce - m.in. w Krakowie, Skawinie, Zakopanem czy Nowym Targu.
Flowbird Parking umożliwia płatność kartą, a także za pomocą Apple Pay i Google Pay i co ważne - pobiera opłatę tylko za rzeczywisty czas postoju. To szczególnie korzystne dla użytkowników, którzy nie chcą przepłacać za niepotrzebne minuty parkowania.
Wszystkie opisane przypadki prowadzą do jednej konkluzji: przyszłość parkowania najpewniej będzie miała charakter hybrydowy. Aplikacje mobilne bez wątpienia będą dominować - ich udział będzie nadal rósł, a miasta będą promować je jako wygodne i efektywne rozwiązanie. Jednak całkowite wycofanie parkomatów, przynajmniej w perspektywie najbliższych lat, może okazać się przedwczesne i wykluczające niektóre grupy użytkowników.
Dla turystów, osób starszych, kierowców z zagranicy czy po prostu tych, którzy nie chcą korzystać z aplikacji mobilnych, fizyczne urządzenia nadal pozostaną potrzebne - przynajmniej w formie minimalnej dostępności. Można się spodziewać, że ich liczba będzie maleć, a funkcjonalność będzie się zmieniać (np. możliwość płatności kartą zbliżeniową, czy opcja wyboru języka), ale zupełne ich zniknięcie to jeszcze nie ten etap.
Nie sposób nie wspomnieć o argumentach ekonomicznych i środowiskowych. Utrzymanie parkomatów to nie tylko koszt zakupu i instalacji, ale również bieżące serwisowanie, zbieranie gotówki, zabezpieczenia przed wandalizmem czy awarie. Z kolei aplikacje mobilne pozwalają miastom na bardziej precyzyjne zbieranie danych o wykorzystaniu miejsc parkingowych, rotacji pojazdów i trendach płatności. Taka wiedza pozwala lepiej zarządzać przestrzenią miejską, planować rozszerzenia SPP i optymalizować ceny.
Z punktu widzenia ekologii, brak konieczności drukowania biletów parkingowych i fizycznego transportu monet również stanowi argument za cyfrowymi rozwiązaniami.
Odpowiadając na pytanie postawione w tytule: czy parkomaty będą jeszcze potrzebne? - odpowiedź brzmi: tak, ale w znacznie ograniczonym zakresie. Ich funkcja zmienia się z głównej metody płatności na uzupełniającą formę obsługi, skierowaną do mniejszości użytkowników. Coraz więcej miast, takich jak Poznań czy Wieliczka, pokazuje, że przyszłość leży w mobilnych technologiach, ale rozsądne zarządzanie przestrzenią publiczną wymaga elastycznego podejścia.
Trend digitalizacji będzie się pogłębiał, a miasta będą zmierzać w kierunku rozwiązań bezgotówkowych, analiz danych i inteligentnych systemów zarządzania parkingami. Parkomaty nie znikną całkowicie, ale przestaną być podstawą systemu. W zamian staną się alternatywą - dostępną tam, gdzie potrzeba fizycznego punktu opłaty - dla turystów, seniorów czy użytkowników sporadycznych.
W dobie powszechnej cyfryzacji kluczem do sukcesu nie jest rezygnacja z jednej formy na rzecz drugiej, ale zapewnienie wszystkim mieszkańcom i gościom miasta dostępności, wygody i wyboru. A to oznacza, że parkomaty jeszcze przez jakiś czas będą z nami - choć w nowej, zmniejszonej i bardziej nowoczesnej odsłonie.


