Wielka antyterrorystyczna operacja policji i wojska w brukselskiej dzielnicy Schaerbeek zakończona. Świadkowie twierdzą, że słyszeli eksplozje i strzały. Trzy osoby zostały aresztowane, w tym dwie zostały ranne. Według źródeł policyjnych miały one związek z udaremnionym zamachem w Paryżu.

Policjanci pilnujący lotniska Zaventem /LAURENT DUBRULE /PAP/EPA

Specjalne jednostki policji wtargnęły do jednego z domów. Wstrzymano wokół ruch samochodów i autobusów, ewakuowano pasażerów tramwaju, który został zatrzymany na pobliskim placu. Mieszkańców poproszono o pozostanie w domach z dala od okien.

Na miejsce przybyli saperzy – robot używany do rozbrajania ładunków wybuchowych widziany był przez świadków na ulicy. Przybyły też wojskowe ciężarówki.

Jak podała prokuratura, obława miała związek z udaremnionym w czwartek zamachem terrorystycznym we Francji. Może to oznaczać, że 34-letni islamski ekstremista Reda Kriker, który według francuskiego MSW przygotowywał zamach, mógł mieć wspólników w Brukseli. Byłoby to zresztą - według wielu komentatorów - bardzo logiczne. Reda Kriket był bowiem w przeszłości członkiem tzw. "brukselskiej gałęzi" Państwa Islamskiego - został nawet w ubiegłym roku skazany w Belgii za przynależność do siatki dżihadystów. Był jednak sadzony zaocznie - bo przebywał wtedy w Syrii.

To właśnie w dzielnicy Schaerbeek mieszkali bracia El Bakraoui, którzy trzy dni temu wysadzili się na brukselskim lotnisku i w metrze. W ich mieszaniu policja odkryła m.in. 15 kg ładunków wybuchowych, 150 litrów acetonu i flagę Państwa Islamskiego.

(mpw)