Wybierając Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej szczyt UE wysłał "mocny sygnał" w czasie, kiedy Europa stała się kontynentem niebezpiecznym, i to nie tylko dla Ukraińców - uważa niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung". Komentator gazety dodaje: "Tusk wnosi do Brukseli doświadczenia Europy Środkowej i swojego ruchu niepodległościowego. To wielka szansa".

Wybór Tuska na szefa Rady Europejskiej to dowód na dominację Niemiec

„Polak, który będzie mówić dużo po niemiecku” - to tytuł wstępniaka prestiżowego „Le Soir”. Według gazety wybór Donalda Tuska na stanowisko szefa Rady Europejskiej to znak osłabienia Francji i coraz większej dominacji Niemiec. czytaj więcej

Wybór Tuska nie jest przejawem "europejskiego natchnienia", lecz skutkiem polityki polegającej na wyważaniu interesów geograficznych i partyjno-politycznych. Jednak wynik można uznać za "szczególny znak", gdyż 10 lat po rozszerzeniu UE szef rządu najbardziej znaczącego kraju będącego nowym członkiem awansuje na reprezentanta całej Unii Europejskiej. Tusk wnosi do Brukseli doświadczenia Europy Środkowej i swojego ruchu niepodległościowego. To wielka szansa - pisze brukselski korespondent opiniotwórczego dziennika Daniel Broessler.  

Autor komentarza zastrzega, że wcale nie jest powiedziane, iż środkowi i wschodni Europejczycy są lepszymi obywatelami UE. W wyborach do Parlamentu Europejskiego frekwencja w tych krajach była "zastraszająco niska". Kultura polityczna w wielu z tych krajów jest w "pożałowania godnym stanie". Zdaniem "Sueddeutsche Zeitung" Węgry nie mogłyby obecnie - ze względu na kształt demokracji stworzony przez premiera Viktora Orbana - zostać członkiem UE. W Polsce grozi z kolei powrót do władzy populizmu reprezentowanego przez Jarosława Kaczyńskiego - zauważa Broessler.

Wielka szansa, którą stwarza wybór Tuska, wynika z jego osobistej historii jako człowieka polskiego ruchu niepodległościowego - Solidarności. Temat wolności łączy go z prezydentem Niemiec Joachimem Gauckiem; doświadczenie jako długoletniego technika władzy raczej z kanclerz Angelą Merkel. Ta mieszanka może przydać się UE - uważa komentator.

Jak wyjaśnia, Tusk będzie musiał utrzymać jedność szefów państw i rządów UE "w czasach wielkich wyzwań". UE musi nastawić się na to, że władca Kremla Władimir Putin przejmie kontrolę nad dalszymi częściami Ukrainy. Musi też liczyć się z tym, że już w czasie najbliższej zimy cześć krajów może mieć problemy z zaopatrzeniem w gaz. I musi zdawać sobie sprawę z tego, że Europa stała się "wyspą w morzu kryzysów".  

Jako przewodniczący Rady Europejskiej Tusk będzie miał do czynienie z szefami rządów, którzy będą domagać się odwołania sankcji przeciwko Rosji ze względu na ich nieskuteczność, ale także z takimi, którzy będą chcieli odrzucić dialog jako pozbawiony sensu. Zapowiadając, że UE musi działać odważnie, ale nie radykalnie, Tusk udzielił obu stronom już teraz właściwej odpowiedzi - ocenia Broessler.

UE tylko wtedy wygra (spór z Rosją), jeżeli będzie wobec Putina występować "świadoma swojej siły i bez lęku". Dopóki Putin odmawia prawdziwego dialogu, tak długo sankcje powinny pozostać językiem, w jakim należy się komunikować z władcą Kremla - konkluduje "Sueddeutsche Zeitung".