Nowe podziały społeczne? Nowe priorytety w polityce? A może nowy rodzaj polityka? Co przyniesie nam rzeczywistość, której granice szybko i bezwzględnie wyznaczył koronawirus, a w ślad za nim zestaw naszych reakcji mających go pokonać?

Trudno dziś mówić o konkretnych, absolutnie pewnych scenariuszach, skoro nie wiemy choćby tego, jak długo przyjdzie nam mierzyć się z niewidzialnym wrogiem. A co się z tym wiąże - nie wiemy też, jak głębokie przemiany na różnych poziomach naszego życia wywoła ta konfrontacja. Niewątpliwie jednak - zmiany te mogą budzić nie tylko obawy.

Nadzieję można odnaleźć już w samym słowie ‘kryzys’. Wszak jego greckie pochodzenie przywołuje takie pojęcia, jak decyzja czy nowa możliwość, a - co się z tym wiąże - szansa na radykalną zmianę. Ekonomista Paul H. Dembinski odnotowuje na przykład, że "chińskie słowo wēijī oznacza kryzys, ale równocześnie niebezpieczeństwo i okazję. Kryzys jest zatem podwójną okazją: do lepszego zrozumienia świata i do opracowania bardziej odpowiednich kierunków działania na przyszłość. (...) Kryzys daje więc szansę zakwestionowania najbardziej popularnych modeli rozumowania, wykorzystywanych do analizowania i wyjaśniania zarówno gospodarki, jak i społeczeństwa".

Czy zatem pandemia, z którą zmagamy się dzień po dniu, stanie się zaczynem namysłu nad światem i źródłem wypracowania nowych kierunków działania, wykraczających poza aktualnie przeżywany kryzys? A jeśli te procesy zostaną uruchomione, jak bardzo zmienią nasze postrzeganie polityki, albo jej istotę? Raz po raz słyszymy przecież o końcu świata, jaki znamy... Nośne i chętnie powtarzane jest przez wielu to hasło. Pytanie tylko - jak zniesie nieuniknioną weryfikację w naszej codzienności?

Twarde reguły gry

Sądzę, że po ustąpieniu pandemii stosunkowo najmniej zmieni się natura polityki, a zwłaszcza natura samej politycznej gry, jaką znamy - mówi nam politolog Sławomir Sowiński. Profesor UKSW przypomina w tym miejscu to, o czym pisał choćby Platon czy Machiavelli. W przedstawionej przez nich panoramie politycznej starożytnych Aten czy renesansowej Florencji możemy odnaleźć - doskonale przecież i nam znany - obraz politycznego populizmu, twardych reguł politycznej walki czy samotności, na jaką w gruncie rzeczy skazuje ciężar politycznej władzy. Krótko mówiąc, skoro całe epoki pisane wojnami, rewolucjami czy katastrofami nie bardzo zmieniły naturę polityki, to wolno sądzić, że podobnie będzie także i w przypadku pandemii, której właśnie doświadczamy - zaznacza prof. Sowiński. Jego zdaniem, nie oznacza to oczywiście, że w najbliższym czasie w polskiej polityce nie zmieni się zupełnie nic. Przecież choćby jej agenda musi ulec zmianie.

Mniej miejsca niż jeszcze kilka miesięcy temu będą w debacie publicznej zajmować teraz takie kwestie, jak na przykład prawa zwierząt czy polityka historyczna. Poza tym - jak dopowiada przedstawiciel Instytutu Nauk o Polityce i Administracji UKSW: Dość łatwo sobie wyobrazić, że rywalizacja na wyborcze "prezenty" i obietnice, czy spór o to, jak dzielić owoce wielkiego polskiego sukcesu ostatnich trzydziestu lat, zostaną na jakiś czas zastąpione politycznym sporem o to, jak rozłożyć ciężar gospodarczego i społecznego kryzysu. Sławomir Sowiński nie wyklucza, że nowa sytuacja stanie się swoistym panaceum na miękki polityczny populizm ostatnich lat, w ramach którego politycy prześcigali się na obietnice szczodrego państwa oraz dobrobytu dla każdego - wręcz na wyciągnięcie ręki.   

Kryzys, z którym przyjdzie nam się mierzyć - jak podkreśla inny politolog, Łukasz Młyńczyk z Uniwersytetu Zielonogórskiego - uderzy w nasz dotychczasowy styl życia. Nie znamy już właściwie świata przed-konsumpcyjnego. Dotarliśmy do punktu, gdzie dostępne jest wszystko i duża część z nas mogła w znacznym stopniu nie tylko zaspokajać najważniejsze potrzeby, ale ulegać złudzeniu, że można - a nawet trzeba nam - więcej. To wszystko osłabiało relacje społeczne, zamykaliśmy się w swoich mikroświatach. Kategoria kapitału społecznego właściwie była już w zaniku - ocenia profesor Młyńczyk i dodaje, że w sposób przymusowy zostaliśmy przeniesieni do epoki, w której trzeba podporządkować się nakazom i szerzej spoglądać na otoczenie, w jakim żyjemy. Z kolei patrząc w przód - na świat po pandemii - politolog widzi w nim szansę ułożenia na nowo naszych relacji społecznych.

Nowa polityka, nie-nowi politycy?

To, że polityka w czasie pandemii i po niej zmierzy się z nowymi wyzwaniami, nie musi jednak wcale oznaczać, że będziemy świadkami zupełnie innego sposobu działania polityków. Wielkich zmian w tym obszarze nie spodziewa się na przykład dyrektor Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Śląskiego - dr hab. Agnieszka Turska-Kawa. Choć - jak sama mówi - chciałaby, żeby polityka stała się bardziej merytokratyczna i zwyczajnie mądrzejsza. Nie mam na myśli mądrości marketingowej, obliczonej na wygranie wyborów za wszelką cenę, tworzenie wygodnych podziałów społecznych czy budowanie strategii osiągania określonego wyniku w głosowaniu z ław sejmowych - wyjaśnia badaczka i dodaje, że mądrość polityki powinna łączyć doświadczenie, wiedzę, umiejętność słuchania ludzi i przekuwania tego na lepszą przyszłość dla społeczeństwa i kraju. Ta mądrość wymaga wyjścia poza granice własnych interesów i interesów partii oraz zaszczepienia w sobie myślenia wspólnotowego, ponad podziałami, w duchu szanowania drugiego człowieka niezależnie od wartości, jakie reprezentuje (w wielu wymiarach). - podsumowuje Agnieszka Turska-Kawa.

Także Łukasz Młyńczyk przewiduje, że doświadczenie epidemii wcale nie sprawi, że politycy się nagle zmienią. Niestety  - dodaje. Zachowanie klasy politycznej wyraźnie pokazuje, że mamy do czynienia z kolejną okazją dla koniunkturalistów. Planując życie po pandemii, planują przede wszystkim swoje biografie. Utrudnieniem dla nich jest niewątpliwie fakt, że obecna sytuacja przefiltrowuje debatę publiczną i usuwa z niej nachalny ordynarny populizm, bo teraz każdy może na własne oczy przekonać się jakie działania są właściwie skuteczne - ocenia politolog z Uniwersytetu Zielonogórskiego. Jego zdaniem, puste slogany są dziś bezwzględnie weryfikowane w zderzeniu z rozprzestrzeniającym się szybko koronawirusem. Teraz nikt nie chce słuchać o tym, jak jest dobrze i jak jest źle jednocześnie. Wymagamy działań od ludzi potrafiących takie działania raczej zapowiadać niż realizować. Nie jest to przesadnie optymistyczna perspektywa - dodaje profesor Młyńczyk.

Ale przecież można marzyć - nawet w trudnych czasach... Zachęca do tego dr hab. Agnieszka Kampka - sekretarz Polskiego Towarzystwa Retorycznego. Jak mówi badaczka z Katedry Socjologii SGGW - to, jak wygląda dyktatura, zależy od marzeń dyktatora, ale demokracja zależy od marzeń obywateli, nie tylko polityków. A ponieważ marzenia i nadzieja na ich spełnienie są motorem działania, warto także w czasach pandemii je wypowiadać. I właściwie są one ważniejsze niż jakiekolwiek próby przewidywania przyszłości. Bo o ile nie wiemy, co się zdarzy, o tyle wiemy, co chcemy, by się zdarzyło - podkreśla prof. Kampka. A o czym marzy, kiedy myśli o naszym życiu publicznym? Między innymi o tym, żebyśmy mogli sobie nawzajem ufać i wierzyć, że jesteśmy gotowi działać razem na rzecz wspólnego dobra, nawet jeśli wybieramy różne formy aktywności. Być może uświadomimy sobie, jak bardzo jesteśmy powiązani ze sobą, jak wiele celów, wartości, interesów i codziennych zależności nas łączy. Marzę, żebyśmy mogli ufać dziennikarzom, ich rzetelności i odpowiedzialności. Żebyśmy mogli zaufać władzom, bez obaw, że coś ukrywają i że chodzi im o manipulację czy ochronę własnych interesów - dodaje Agnieszka Kampka.

"Cudotwórcy" kontra realiści

Panorama politycznych zachowań może się jednak zmieniać w kolejnych tygodniach (a może i miesiącach) trwania pandemii, bo zmieniać się będą między innymi nastroje społeczne, z którymi przyjdzie się mierzyć politykom. Historia polityczna podpowiada, że możliwe są różne scenariusze - także te negatywne. O ile pierwsze tygodnie pandemii pokazały pokłady i przykłady naszej empatii i solidarności, o tyle kryzys gospodarczy jaki nas czeka, może zrodzić przecież poczucie lęku, niesprawiedliwości, osamotnienia czy frustracji, co bywało pożywką dla rozmaitych, prawicowych bądź lewicowych radykalizmów - komentuje Sławomir Sowiński. Nie ignorując całkiem tego niebezpieczeństwa, można jednak mieć nadzieję, że nieodległy wiek XX, tragicznie przecież nas Polaków doświadczając, dość skutecznie zarazem zaszczepił nas przed pokusą sięgania po różne radykalne ideologie, podsuwane przez rozmaitych "charyzmatycznych" politycznych "cudotwórców".

Także Agnieszka Kampka dostrzega w politycznych prognozach dwa przeciwstawne kierunki myślenia. Jeden mówi, że polityka zmieni się na gorsze, bo w trudnym, kryzysowym czasie łatwiej zdobywać będą posłuch cyniczni populiści, poszukiwacze i kreatorzy wrogów publicznych, podziałów społecznych itd. Drugi kierunek prognoz zakłada tymczasem, że obnażywszy słabości cynicznej polityki, pandemia pozwoli na dojście do władzy ludzi, którzy pojmują politykę jako służbę, nie boją się szukać prawdziwych rozwiązań, nawet jeśli wiązałyby się z niepopularnymi decyzjami - wskazuje socjolog z SGGW. Podkreśla, że oczywiście wolałaby ten drugi scenariusz, choć - jak zastrzega - wcale nie od polityków, tylko od nas - obywateli - zależy, czy będzie mógł się zrealizować. Nie chodzi nawet o to, na kogo będziemy głosować, ale kogo będziemy zachęcać do bycia politykiem, jak będziemy rozumieć politykę -­ zaznacza Agnieszka Kampka. Jednocześnie dopowiada, przed jakimi wyborami dzisiaj stajemy. Polityka czy przemoc? Debata czy siła? Solidarność na rzecz kogoś czy przeciwko komuś?

Czas politycznej prawdy

W nowych warunkach nowe mogą być drogi dojścia do odpowiedzi na tak postawione pytania. Jeśli oczywiście podejmiemy to wyzwanie. Albo może raczej - jeśli to wyzwanie podejmą sami politycy, którzy znaleźli się w zupełnie nowym otoczeniu, wymuszającym ich weryfikację. Jak przekonuje profesor Sowiński: Kryzys jest zawsze czasem politycznej prawdy, który krzyżując trochę szyki specjalistom od marketingu politycznego, pokazuje dość jasno, kto jest prawdziwym politycznym liderem, a kto jedynie, lepszym lub gorszym, politycznym aktorem. Rzecz jasna, to nowe polityczne otoczenie przynosi nowe wyzwania nie tylko dla polityków, ale dla nas wszystkich. Profesor Młyńczyk stwierdza, że pandemia przynosi nam obraz świata wyjątkowo sprawiedliwego w pewnej bezwzględności wobec każdego z nas. A to rodzi też nowe oczekiwania wobec polityków. Paradoksalnie otrzymaliśmy możliwości testowania własnej wolności, z wyraźnie wyznaczoną granicą wpływu na wolność innego człowieka. Oczekujemy więc, że to właśnie polityka będzie dziedziną pozwalającą nam sprawiedliwie rozwiązywać dylematy dotyczące wszystkich w jednakowym stopniu - przekonuje politolog z Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Jak poradzimy sobie z tą wolnością i jak poradzą sobie z nią zarządzający dziś przestrzenią publiczną politycy? To oczywiście otwarte pytania, na które będziemy mogli odpowiedzieć najwcześniej pewnie za kilka miesięcy. Będzie to można zobaczyć w bardzo konkretnych wymiarach naszej codzienności. Sprawdzimy wtedy na przykład, czy w obszarze decyzji politycznych trwale przewartościowaliśmy myślenie o roli lekarzy, pielęgniarek, laborantów, ratowników medycznych i innych pracowników systemu ochrony zdrowia, którzy na pierwszej linii frontu zmagają się nie tylko z chorobą i jej skutkami, ale też z dojmującym brakiem sprzętu i środków ochronnych. Za jakiś czas przekonamy się też, czy zmieni się prestiż pracowników opieki społecznej i czy będziemy inaczej patrzeć na nauczycieli, których rolę - w mniejszej lub większej skali - musieli przejąć rodzice, w dobie wymuszonej (choć postulowanej od dawna) cyfrowej rewolucji w szkołach. I wreszcie - zobaczymy, czy inaczej będziemy traktowali pracowników handlu, w których niejeden zdążył dostrzec rys wręcz heroiczny, nazywając ich "cichymi bohaterkami i bohaterami czasu zarazy".

SPRAWDŹ: Ociepa: Jeżeli nie wprowadzimy wyborów korespondencyjnych, one odbędą się zwyczajnie, co będzie niebezpieczne