- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Decyzja o podniesieniu alertu kontrwywiadowczego przez Wojskową Agencję Wywiadowczą (DIA) zbiega się w czasie z rosnącym zgrzytem dyplomatycznym pomiędzy USA a Izraelem. Kością niezgody jest strategia wobec Iranu oraz operacje militarne w Libanie. Od czasu wejścia w życie kwietniowego zawieszenia broni prezydent USA Donald Trump skłania się raczej do szybszego zakończenia konfliktu na Bliskim Wschodzie. Z kolei premier Benjamin Netanjahu publicznie wyraża sceptycyzm wobec intencji Teheranu i naciska na wznowienie nalotów. Równocześnie Izrael prowadzi operację lądową w Libanie, połączoną z szeroko zakrojonymi bombardowaniami, które nie oszczędzają także ludności cywilnej. Działania Tel Awiwu spotykają się coraz większym gniewem na arenie międzynarodowej.
O temperaturze sporu świadczy niedawna, niezwykle burzliwa rozmowa telefoniczna obu przywódców. Trump przyznał później w rozmowie z dziennikarzami, że nazwał Netanjahu "szalonym". Znaczna część wymiany między przywódcami nie nadaje się do zacytowania.
Z informacji uzyskanych przez NBC News od obecnych i byłych urzędników amerykańskich wynika, że DIA rozesłała wewnętrzny dokument zawierający szczegółowe wykresy i opisy incydentów. Status zagrożenia ze strony Izraela zmieniono w nim na "krytyczny". Amerykanie obawiają się, że izraelskie służby za pomocą agentury oraz metod technicznych próbują monitorować wewnętrzne dyskusje w Białym Domu, aby przewidzieć, czy Trump zdecyduje się na powrót do pełnoskalowych działań wojennych, czy ostatecznie zakończy konflikt.
Oficjalne reakcje na te doniesienia są jednak pełne zaprzeczeń. Rzecznik ambasady Izraela w Waszyngtonie nazwał te zarzuty "całkowicie fałszywymi", dodając, że ich wywiad skupia się na wrogach, a nie na sojusznikach. Z kolei przedstawiciel Białego Domu uciął temat twierdzeniem, że cała historia opiera się na niewiarygodnych źródłach. Pentagon odmówił natomiast komentarza.
Sojusznicy pod lupą
Choć wzajemne podglądanie się zaprzyjaźnionych państw nie jest w świecie geopolityki niczym nowym, eksperci zwracają uwagę, że obecne działania Izraela wykroczyły daleko poza ramy "akceptowalnego" szpiegostwa. Emily Harding z think tanku CSIS opisuje izraelskie służby jako "hiperagresywne" i skrajnie zainteresowane każdym krokiem Amerykanów.
Wizyta w Izraelu od lat wiąże się dla amerykańskich delegacji z procedurami podwyższonego ryzyka - urzędnicy rutynowo korzystają tam z jednorazowych telefonów oraz komputerów, a kluczowe rozmowy w hotelach prowadzą z zachowaniem maksymalnej ostrożności.
Historia stosunków obu krajów pamięta już głębokie kryzysy na tym tle, jak choćby sprawę Jonatana Pollarda z lat 80., który za sprzedaż Izraelowi tajnych dokumentów spędził w amerykańskim więzieniu 30 lat. Warto jednak pamiętać, że sytuacja ta działa w dwie strony - wycieki Edwarda Snowdena z 2013 roku dowiodły, że USA również podsłuchiwały przywódców swoich europejskich sojuszników, w tym telefon kanclerz Niemiec Angeli Merkel.