Chwilę po godzinie 15 na Gorącą linię RMF FM zadzwoniła słuchaczka, która przedstawiła się jako właścicielka tymczasowego ośrodka dla uchodźców w Konradowie w województwie wielkopolskim. Powiedziała nam, że dostała wczoraj telefon z Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego, iż wojewoda nie może przedłużyć z nią umowy ze względu na brak środków od rządu. Informacja ta zmroziła panią Barbarę. Na terenie jej gospodarstwa rolnego, w pokojach pracowniczych, mieszka obecnie 62 uchodźców, w tym 19 dzieci.
Nie mogę w to uwierzyć. Co ja mam teraz zrobić? Mam wyrzucić tych ludzi na bruk? Przecież ja nie jestem w stanie ich wszystkich utrzymać. Nawet gdybym chciała, to nie jestem w stanie - mówiła. Ci ludzie też nie są w stanie zapłacić mi za pobyt tutaj. W większości są to matki z dziećmi, które albo nie są w stanie w ogóle pracować, albo pracują po kilka godzin dziennie i nie są w stanie same się utrzymać - podkreślała.
Skontaktowaliśmy się więc z urzędem wojewody. Rzecznik prasowy był zaskoczony tym telefonem i obiecał, że gdy będzie znał więcej szczegółów, oddzwoni.
Rozmawialiśmy także z wójtem gminy Sośnie, na terenie której znajduje się ośrodek, Stanisławem Budzikiem. Potwierdził, że słyszał o tym problemie, że właścicielka ośrodka kontaktowała się z nim z prośbą o pomoc.
To nie my odpowiadamy za wypłatę tych pieniędzy, ale rozumiemy skalę tego problemu i nie zostawimy tych ludzi bez pomocy. Nie jesteśmy w stanie zorganizować relokacji dla wszystkich uchodźców, ale dla przynajmniej 10-15 na pewno. Na jutro zwołałem sztab kryzysowy, podczas którego omówimy tę kwestię - usłyszeliśmy od wójta Budzika.
Po godzinie ponownie zadzwoniliśmy do rzecznika wojewody, by dowiedzieć się, czy udało się już ustalić coś w tej sprawie. Wtedy urzędnik poinformował nas, że mają deklarację od rządu, iż pieniądze będą i że sprawa jest już załatwiona. Zapewnił, że umowa z właścicielką ośrodka w Konradowie w ciągu najbliższego tygodnia zostanie przedłużona.
Nie mogę w to uwierzyć!- mówiła wzruszona pani Barbara. Zadzwonił do mnie sam dyrektor administracji w urzędzie i zapewnił, że podpiszemy umowę na wrzesień. Na razie to zapewnienie telefoniczne, ale jutro mam dostać maila z oficjalnymi dokumentami. Jak odebrałam ten telefon, to się wszyscy tu popłakaliśmy... - opowiada.