Strach przed igłami znalezionymi w truskawkach rozprzestrzenił się już na Nową Zelandię. Niebezpieczne owoce znaleziono między innymi w sklepach w Auckland. Sieci handlowe wycofują towar, a władze radzą, by kroić owoce przed spożyciem.

Zdjęcie ilustracyjne /Krzysztof Kot /RMF FM

Australijczyków i Nowozelandczyków ogarnął strach. Po doniesieniach o znalezionych w truskawkach igłach, boją się kupować owoce. W sprawie wszczęto już śledztwo.

Policja otrzymała dotychczas kilkaset doniesień o niebezpiecznym znalezisku. Wiele z nich to żarty internautów - do jednego przyznało się 10-letnie dziecko. Mimo to służby szczegółowo badają każdy przypadek i proszą o ostrożność.

Sprzedawane w nowozelandzkim Auckland truskawki pochodzą z Australii Zachodniej. W minionym tygodniu trafiły na półki jednej z sieci supermarketów. Bardzo poważnie traktujemy kwestię bezpieczeństwa żywności - oświadczyli przedstawiciele sieci The Countdown. Klienci mogą zwrócić zakupione truskawki, otrzymają pełny zwrot pieniędzy - zapewniono.

W oświadczeniu wskazano, że do tej pory nie odnotowano żadnego przypadku urazu związanego ze zjedzeniem truskawki, w której znajdowałaby się igła. Zalecono, wzorem australijskich władz, przecinanie każdego owocu przed spożyciem.

W Australii od kilku dni pojawiają się doniesienia o igłach w truskawkach. Pierwsze przypadki odnotowano w stanie Queensland. Władze zaoferowały nagrodę w wysokości 100 tysięcy dolarów australijskich za informację o sprawcy umieszczania igieł w owocach.

Skandal odbił się już na plantatorach, którzy ze względu na spadek popytu na truskawki, zmuszeni zostali do zniszczenia ton owoców, w których nie znaleziono ostrych przedmiotów.

(ł)