Przeszkoda obiektywna to ulewny deszcz, ale trener Ekwadoru Sebastian Beccacece skrytykował logistykę w stolicy Meksyku, co doprowadziło do poważnego opóźnienia i... zmęczenia jego piłkarzy.
Lot miał trwać trzy i pół godziny plus później godzina i 20 minut jazdy autokarem do hotelu i dalej na stadion. Ostatecznie zajęło to nam dziewięć godzin. I naprawdę nie wiem, dlaczego tak długo – zastanawiał się Beccacece na konferencji prasowej, która rozpoczęła się ok. 75 minut później niż planowano.
W poniedziałek rano 45-letni argentyński szkoleniowiec przeprowadził ostatni trening ze swoją drużyną w Columbus w stanie Ohio, gdzie Ekwador stacjonuje w czasie mundialu. Następnie ekipa udała się do Meksyku, gdzie Ekwador zmierzy się w środę o godz. 3 czasu polskiego ze współgospodarzem turnieju.
Już na ulicach stolicy wczesnym popołudniem powstały olbrzymie korki, na które wpływ miały także ulewne opady deszczu i burze. Mimo eskorty policji, autokar z piłkarzami Ekwadoru na długie minuty był zatrzymywany.
Przy poprzednich meczach wszystko szło gładko, we wszystkich innych miastach-gospodarzach, ale tutaj było inaczej – powiedział Beccacece.
Zapewnił jednak, że nie jest zły, a wręcz wdzięczny, że jego drużyna może rywalizować w 1/16 finału mundialu.
Tak po prostu wyszło, z tego co wiem, inne ekipy też doświadczyły tutaj chaosu komunikacyjnego. Ostatecznie nasza podróż trwała dziewięć godzin, więc proszę wybaczyć, jeśli wyglądamy na nieco zmęczonych – podsumował.