Sąd, choć nie wyłączył jawności tego procesu, zabronił dziennikarzom nie tylko rejestrowania, ale także relacjonowania go. Uzasadnił tę decyzję tym, że relacja o wyjaśnieniach Samira S. czy zeznaniach świadków mogłaby wpłynąć na to, co przed sądem będą mówić kolejni świadkowie. Zdaniem sądu do takich sytuacji dochodziło w przypadku innych rozpraw.
Przed rozprawą obrońca oskarżonego Arnost Becka powiedział dziennikarzom, że proces ma charakter poszlakowy. Jak w każdym tego typu procesie - muszą być wypełnione wszystkie przesłanki. Ten proces jest jak ser szwajcarski - jest w nim dużo dziur. Nie wszystko zostało ustalone - mówił adwokat. Dodał, że w godz. 18-19 Samira S. nie było w miejscu popełnienia zbrodni. I na to są dowody. Oskarżony nie wiedział, gdzie mieszka pokrzywdzony i nigdy w tym mieszkaniu nie był. Niestety nie wiadomo, gdzie oskarżony był w chwili zabójstwa - wyjaśnił.
Zdaniem obrońcy, w trakcie śledztwa nie ustalono motywu zabójstwa oraz np. tego, kto i kiedy dał Samirowi S. pistolet. Wersje mogą być różne, wyjaśnienia oskarżonego należy przyjmować z wielką ostrożnością. Prokurator na początku przyjął tezę, że oskarżony jest winny i tak przez 2 lata prowadził śledztwo - dodał Becka. Jedno w sprawie jest pewne, że oskarżony jest konfabulatorem i to, co mówi, nie jest do końca prawdą. Samir żyje w swoim wyobrażonym świecie gier komputerowych, telewizji, filmów wojennych. Ma zaburzoną osobowość, co nie oznacza, że jest niepoczytalny - powiedział obrońca.
Prokurator Mariusz Marciniak powiedział dziennikarzom, że motywem zabójstwa, które zarzucono Samirowi S., był rabunek.
Do zabójstwa 33-letniego Adama K., jego 30-letniej żony i ich jedynego dziecka - 16-miesięcznej córki Niny - doszło 13 marca 2013 roku wieczorem w mieszkaniu przy ul. Długiej, w centrum Gdańska. Ciała odkrył następnego dnia znajomy rodziny. Ofiary zginęły od strzałów w głowę. Ustalono, że z mieszkania zniknęły cenne przedmioty, m.in. sprzęt elektroniczny i liczne militaria z czasów II wojny światowej, które kolekcjonował gospodarz. W sumie były warte około 65 tysięcy złotych. Mężczyźnie oprócz potrójnego zabójstwa zarzuca się także kradzież i nielegalne posiadanie broni - pistoletu Walther P22, który był narzędziem zbrodni.
Według śledczych, urodzony w Baku 34-letni Samir S. znał się z Adamem K. Podobnie jak on interesował się militariami. Tragicznego dnia Rosjanin pojawił się w mieszkaniu kolekcjonera, bo ten podjął się wyceny kordzika oficerskiego z czasu II wojny światowej. W trakcie spotkania między mężczyznami miało dojść do gwałtownej kłótni.
Z ustaleń prokuratury wynika, że Samir S. wyjął pistolet i - strzelając dwukrotnie z bardzo bliskiej odległości w głowę - zabił Adama K. W identyczny sposób zginęła żona kolekcjonera, która przybiegła, bo usłyszała strzały. Następnie Samir S. zabił jednym strzałem w głowę dziewczynkę. Mężczyzna zrobił to, bo dziecko krzyczało.
Śledczy ustalili, że tuż po zabójstwie Samir S. wrócił autobusem do Elbląga, gdzie spalił ubranie i ukrył pistolet. Dwa dni później - dzień po ujawnieniu zbrodni - został zatrzymany. Na trop mężczyzny naprowadziły policję przede wszystkim połączenia telefoniczne. W dniu, w którym doszło do zabójstwa, Adam K. i Samir S. kilkakrotnie rozmawiali przez telefon i wymieniali sms-y.
Policja znalazła u zatrzymanego Samira S. wszystkie skradzione z mieszkania Adama K. przedmioty. W trakcie przesłuchań na kilka sposobów wyjaśniał jak tam trafiły. Wśród dowodów potwierdzających udział Rosjanina w przestępstwie są m.in. wyniki badań, które wykazały obecność jego DNA na pistolecie użytym do zabójstw.
Samir S. był wcześniej karany. Kilka lat temu sąd w Kaliningradzie skazał go na 10 miesięcy pobytu w kolonii karnej za nielegalne posiadanie broni. Mężczyzna przebywał w Polsce legalnie. Miał Kartę Polaka, bo jeden z jego dziadków był narodowości polskiej. W Polsce, głównie w Elblągu, gdzie mieszkali niektórzy członkowie jego rodziny, pomieszkiwał od 8. roku życia.
(MRod)