"Wszystkim wydaje się, że karty są już rozdane, ale pamiętajmy o bardzo ważnej rzeczy - wybory to jest świat na opak. Każde wybory rządzą się inną logiką, ale każde wybory mają też swoją dynamikę. Ostatnie wybory prezydenckie pokazały, że wszystko może się wydarzyć" - powiedział w Porannej rozmowie w RMF FM Tomasz Karoń, strateg polityczny komentując sondaże przed wyborami prezydenckimi. "Mamy ciekawych kandydatów, mamy też kandydatów, których do tej pory nie mieliśmy w grze. (...) To są osoby, które aspirują do bycia lokatorem dużego pałacu, to zawsze jest nowa sytuacja, nowa rola, oni w niej dopiero będą się odnajdywać" - powiedział Karoń.

Robert Mazurek pytał też swojego gościa, czy w nadchodzących wyborach prezydenckich będzie jakiś "czarny koń". Jeżeli nawet nie będzie czarnego konia, to taka kategoria istnieje. (...) Szymon Hołownia ma potencjał - ma to, czego nie mają inni kandydaci, czyli efekt nowości. Jest też kandydatem wielowymiarowym. Poprzez to, że jest tak inny niż wszyscy i nie pasuje stereotypowego postrzegania polityka, to jest ciekawy, zwraca uwagę - zaznaczył Karoń.

Pytanie jest takie, czy faktycznie Hołownia będzie odbierał głosy Andrzejowi Dudzie, czy wręcz odwrotnie, będzie odbierał Małgorzacie Kidawie-Błońskiej. Jeśli tak się stanie, to prawdopodobnie jego kandydatura będzie bardzo krótkotrwała i będzie wygaszona przez tych, którzy przygotowują kampanię i myślą w kategoriach Andrzej Duda kontra reszta świata - stwierdził gość Porannej Rozmowy.

Robert Mazurek ze swoim gościem poruszył też temat hejtu w kampanii wyborczej. Pojawił się dziadek z Wermachtu jako próba zdyskredytowania przeciwnika politycznego i takie rzeczy się robi i jest to norma. Wtedy była to robota chałupnicza, przy całym szacunku do chałupnictwa i prezesa Telewizji Polskiej. Dzisiaj jest to już przemyślane, jeśli chodzi o strategie, jest to pewien element strategii i kampanii politycznej - zaznaczył strateg.

W ostatniej kampanii prezydenckiej mieliśmy Bronisława Komorowskiego hejtowanego przez wszystkie główne komitety i pomogło. Z mieszkańca dużego pałacu, a raczej dworku, faceta, który jest symbolem bezpieczeństwa i przewidywalności, stał się obśmianym, starszym panem, który aspiruje do tego, żeby "zchillać się" z młodymi ludźmi i to się opłaciło - przypomniał gość RMF FM.

Strateg polityczny Tomasz Karoń: Wybory to jest świat na opak

Robert Mazurek, RMF FM: Czy w tych wyborach prezydenckich, o których teraz wszyscy mówimy, to już jest wszystko jasne i wszystko pozamiatane? Chciałbym pójść do bukmachera i obstawić, i nie wiem, czy stawiać na Andrzeja Dudę - czy nie?

Tomasz Karoń: Bukmacherzy mają już swoje typy. Jak rozumiem, wszystkim wydaje się, że karty są już rozdane. Natomiast pamiętajmy o bardzo ważnej rzeczy - wybory to jest świat na opak. Każde wybory rządzą się inną logiką, ale tak samo każde wybory mają swoją dynamikę. Ostatnie wybory prezydenckie pokazały, że wszystko się może wydarzyć.

Bukmacherzy obstawiają, że nic się nie stanie. Za złotówkę postawioną na Andrzeja Dudę zarobię tylko 30 groszy. Gdyby wygrała Małgorzata Kidawa-Błońska, dostałbym 4 zł za złotówkę. Szymon Hołownia - 18 zł za złotówkę, tam dalej jest już przepaść. Władysław Kosiniak-Kamysz - 23 zł za złotówkę, na Robercie Biedroniu aż 50 zł za złotówkę. Chociaż ja bym obstawiał w tej sytuacji Mariana Banasia, bo za złotówkę postawioną na Mariana Banasia, a on zostaje prezydentem, można zarobić 5 tys. zł. Wie pan, stawiam 100 zł i pożyję.

Szkoda, że nie mam wyników z poprzednich wyborów, kiedy obstawiano Bronisława Komorowskiego. Można było się nieźle przejechać. 

Można było się przejechać. Sondaże - na razie - też pokazują jasno. Jest Andrzej Duda - 43 proc., w tym sondażu, o którym słyszeliśmy, jest Małgorzata Kidawa-Błońska w środku stawki 23 proc., a później cała reszta po 7 proc.

No tak, ale mamy ciekawych kandydatów. Mamy też kandydatów nowych, których do tej pory nie mieliśmy w grze.

Jest jeden nowy kandydat: Szymon Hołownia.

Jeden nowy kandydat, nowy polityk tak naprawdę, bo kandydatów na prezydenta mamy nowych i to trzeba podkreślić. Niektórzy nie występowali do tej pory w tej roli.



W tej roli właściwie tylko Andrzej Duda wystąpił.

No więc właśnie. Tak naprawdę to są osoby, które aspirują do bycia lokatorem dużego pałacu. To zawsze jest nowa sytuacja, nowa rola. Oni dopiero w tej roli się będą odnajdywać. Jesteśmy na początku rozgrywki.

Czy już można powiedzieć, czy będzie w tych wyborach czarny koń? Wczoraj Sławomir Neumann z Platformy mówił, że Szymon Hołownia nim nie będzie. Zresztą tak samo twierdzi prof. Henryk Domański, socjolog, ale wszyscy mówią: "nie no, będzie, będzie. Gdzieś czarny koń być musi".

No tak, no już nawet nie będzie czarnego konia, to umówmy się, że taka postać, taka kategoria istnieje, więc nawet jak nie będzie, to my ją tak naprawdę zaprojektujemy na świat. Będziemy oczekiwali, że w każdych wyborach jest tego typu osoba, postać, więc na niego zaprojektujemy pewne oczekiwania związane z byciem "czarnym koniem". On ma sporo potencjału, żeby takim czarny koniem być.

Szymon Hołownia ma potencjał?

Tak, myślę, że ma potencjał. Ma przede wszystkim to, czego nie mają inni kandydaci, to jest bardzo ważne, to jest efekt nowości, to jest to, że jest też kandydatem wielowymiarowym, jeśli chodzi o...

Ale on wygląda zupełnie jak Władysław Kosiniak-Kamysz, tylko on rzeczywiście nie podnosił wieku emerytalnego.

To prawda, wygląda tak...

Jeszcze jak Robert Biedroń. Tak samo wyglądają wszyscy.

Wygląda tak, jak wygląda, ale być może...

Znakomicie wyglądają wszyscy.

... to, jak wygląda dzisiaj Szymon Hołownia jest jego największym atutem. To znaczy on poprzez to, że jest tak inny niż wszyscy i tak nie pasuje do stereotypowego postrzegania polityka jest ciekawe i zwraca uwagę.

Ale to pan właśnie mówił, że ta kandydatura jest sztucznie wykreowana tylko po to, żeby odbierać głosy Andrzejowi Dudzie.

To prawda, tak jest ustawiony ten kandydat na dzień dzisiejszy. Pytanie jest takie, czy faktycznie będzie odbierał Andrzejowi Dudzie, czy wręcz odwrotnie, będzie odbierał Małgorzacie Kidawie-Błońskiej.

Jeśli tak się stanie, to co?

Jeśli tak się stanie, to prawdopodobnie będzie jego kandydatura krótkotrwała...

Wygaszona.

I będzie wygaszona. Nie chciałbym mówić brutalnie, ale tak prawdopodobnie będzie.

Będzie wygaszona przez kogo?

Będzie wygaszona przez tych, którzy przygotowują kampanię i myślą w kategoriach "Andrzej Duda kontra reszta świata".

Ale chyba tak te wybory wyglądają na razie - Andrzej Duda kontra reszta świata. I moje pytanie do pana, bo pan uciekł od odpowiedzi. Czy rację mają ci, którzy stawiają na Andrzeja Dudę u bukmacherów? Czy te sondaże się sprawdzą - czy Andrzej Duda wygra te wybory?

Ciężko na tym etapie kampanii przewidywać.

Tak wiem, więc chodzi o to, żeby się pan łatwo wyłożył i skompromitował.

Dwóch rzeczy możemy być pewni. Ten dystans się na pewno zmniejszy. To jest jedna rzecz i w drugiej turze - jeśli druga tura będzie - Andrzej Duda może mieć kłopoty.

Pan prowadził parę kampanii, doradzał też pan politykom. Pewnie się pan nie przyzna... Dzisiaj jest rocznica śmierci Pawła Adamowicza, o którym mówiono, że zabił go hejt. Oczywiście zabił go - szaleniec, czy nie szaleniec - zostawmy to sądowi, ale zabił go człowiek, ale tak naprawdę niesiony przez hejt. Czy hejt pomaga w kampaniach wyborczych, bo przecież mówi się  o czarnym PR, żeby konkurenta obsmarować.

No tak, mieliśmy kilka takich przykładów. Przykład jednego z kandydatów lewicy na urząd prezydenta, mówię o Cimoszewiczu. On został w brutalny sposób zaatakowany i wypadł ze stawki dzięki temu.

W 2005 roku.

Tak i dzięki temu pojawiły się nowe byty na scenie politycznej. Była to zagrywka poniżej pasa.

Wtedy również pojawił się dziadek z Wermachtu, prawda?

Tak, wtedy pojawił się dziadek z Wermachtu, jako próba jasnego zdyskredytowania przeciwnika politycznego i takie rzeczy się robi. Jest to norma. Wtedy - umówmy się - były to ekscesy i robota chałupnicza, przy całym szacunku do chałupnictwa i prezesa Telewizji Polskiej. 

A teraz?

Dzisiaj jest to już przemyślane, raz - jeśli chodzi o strategię. Jest to pewien element kampanii, strategii politycznej. Ale nie tylko - bo to, co jest dziś ciekawe, to pytanie, czy politycy używają hejtu, czy hejt używa ich. 

Pytam o sztaby wyborcze. Przypuśćmy - idzie pan do sztabu wyborczego, i co? Proponuje pan swojemu kandydatowi: "Słuchaj, ja tu mam trzech chłopaków, oni zrobią czarną kampanię naszym rywalom"?

Ciężko odsłaniać kulisy, ja ich odsłaniać nie będę. Natomiast mamy przykłady na to, jak tego typu działania się robi i w każdej kampanii to się pojawia. W ostatniej kampanii prezydenckiej mieliśmy Bronisława Komorowskiego hejtowanego tak naprawdę przez wszystkie główne komitety.

I pomogło?

I pomogło. Z mieszkańca dużego pałacu, a raczej dworku, faceta, który jest - że tak powiem - symbolem bezpieczeństwa i przewidywalności, stał się obśmianym starszym panem, który aspiruje do tego, by "zchillać" się z młodymi ludźmi. I to się opłaciło.