W poniedziałek po południu, w wyniku zadziałania zabezpieczeń elektrycznych na stacji rozdzielczej w Rogowcu należącej do Polskich Sieci Elektroenergetycznych, w Elektrowni Bełchatów nastąpiło awaryjne wyłączenie 10 bloków energetycznych o łącznej mocy około 3900 MW. Awaria została usunięta jeszcze tego samego dnia. We wtorek zespół inżynierów i specjalistów przywrócił do działania wszystkie wyłączone awaryjnie bloki energetyczne w Elektrowni Bełchatów.

W poniedziałek po południu, w wyniku zadziałania zabezpieczeń elektrycznych na stacji rozdzielczej w Rogowcu należącej do Polskich Sieci Elektroenergetycznych, w Elektrowni Bełchatów nastąpiło awaryjne wyłączenie 10 bloków energetycznych o łącznej mocy około 3900 MW. Awaria została usunięta jeszcze tego samego dnia. We wtorek zespół inżynierów i specjalistów przywrócił do działania wszystkie wyłączone awaryjnie bloki energetyczne w Elektrowni Bełchatów.
Zdj. ilustracyjne /pixabay.com /Pixabay

Zepsuła się bardzo drobna część stacji, która wyprowadza moc generatorów do systemu - wyjaśnia w rozmowie z RMF FM prof. Władysław Mielczarski z Instytutu Elektroenergetyki Politechniki Łódzkiej. Awaria była drobna, ale jej skutki już poważne, bo zablokowała wyprowadzenie mocy z największej w Polsce elektrowni i chyba największej w Europie - dodaje. Ten przypadek skłania, by zastanowić się nad tym, co zrobimy, gdy zostaną wstrzymane dostawy prądu.

Jeśli się jest bogatym człowiekiem i właścicielem willi, to sprawa jest prosta: można kupić magazyn energii, założyć panele fotowoltaiczne - zauważa prof. Mielczarski. Panele kosztują chyba 30 tys. złotych, magazyn kosztuje ponad 40 tys. zł i gdy będzie awaria raz na jakiś czas, to będzie to wsparcie dla gospodarstwa. Jaka część społeczeństwa jest w stanie wydać z dnia na dzień 70 tys. złotych? To jest następna odpowiedź. Ale cała reszta społeczeństwa nie jest w stanie tak się zabezpieczyć - analizuje ekspert.

Zdaniem prof. Mielczarskiego, musimy przygotować się na to, że w przyszłości prąd nie będzie dostępny 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniuPowinniśmy liczyć się z możliwością przerwania ciągłości dostaw energii. Nadchodzi Zielony Nowy Ład - zapowiada nasz ekspert.

70 procent mocy polskich elektrowni pochodzi z elektrowni węglowych, budowanych w latach 60., 70. i 80. XX wieku. To oznacza, że mamy schorowanych emerytów, którzy dla nas pracują i nie możemy od nich wymagać takiej wydajności, jak od młodych, zdrowych pracowników - obrazowo przedstawia stan naszej energetyki prof. Mielczarski. 

Żeby mieć ciągłość zasilania, musimy mieć ciągle pracujące elektrownie. My fachowo nazywamy je dyspozycyjnymi. Jeśli chodzi o typ elektrowni, nie mamy zbyt wielkiego wyboru. Do tej pory fizyka pozwala nam zbudować trzy typy; węglowe (które pracują zawsze - czy zima czy lato), gazowe i jądrowe. Innych nie mamy - tłumaczy ekspert. Jeżeli chcemy mieć ciągłość zasilania, to musimy używać elektrowni tych trzech typów. A jeśli nie będziemy ich używać, skasujemy dziś elektrownie węglowe (bo emitują dwutlenek węgla), jutro - gazowe, to okazuje się, że społeczeństwo nie może istnieć bez tej energii - ostrzega.

Ekspert w rozmowie z dziennikarką RMF FM Agnieszką Wyderką dodaje, że elektrownie gazowe nie są dobrym rozwiązaniem dla Polski, bo gaz musielibyśmy importować z Rosji. To oznaczałoby jeszcze większe uzależnienie energetyczne od tego sąsiada. Dodatkowo musielibyśmy sprowadzać ponad 30 mld m sześciennych gazu rocznie (w tej chwili zużywamy 18 mld m sześć.). Natomiast elektrowni jądrowych nie mamy. W ten sposób dochodzimy do konkluzji, że w Polsce jesteśmy skazani na produkcję prądu z węgla.

Elektrownia Bełchatów jest największym dostawcą energii elektrycznej w Polsce. Produkuje ponad 20 proc. krajowej energii. Trafia ona do 11,5 mln gospodarstw domowych. Moc pracujących na terenie elektrowni bloków wynosi 5298 MW. Elektrownia Bełchatów wytwarza prąd z węgla. 

Opracowanie: