Władze zapewniają, że robią wszystko, co w ich mocy, by Polka porwana 2 tygodnie temu w Iraku, odzyskała wolność. O efektach nic jednak nie słychać. Wg płk. Romana Polko może to oznaczać, że trwają negocjacje.

Terroryści nie postawili polskim władzom ultimatum; nie podali daty, do której żołnierze mieliby się wycofać z Iraku. Nie powtarzają też żądań. To może oznaczać, że chodzi im tylko o pieniądze – tłumaczy były dowódca GROM-u pułkownik Roman Polko. Najpewniej ustalane są warunki wykupienia Teresy Borcz.

Mimo że medialnie jest ciszej o pani Teresie, to ta machina, która jest ukierunkowana na to, żeby spowodować jej uwolnienie, dopiero nabiera rozpędu - dodaje Polko. A ta machina to oprócz Amerykanów, także polscy oficerowie wywiadu, dyplomaci i komandosi GROM-u. Bo jednocześnie planuje się rozwiązanie siłowe, czyli odbicie porwanej.

Mało znane Salafickie Brygady Abu Bakra as Sadik porwały Polkę mieszkającą w Iraku. Terroryści w zamian za uwolnienie pani Teresy żądają wycofania polskich żołnierzy i uwolnienia kobiet z irackich więzień. czytaj więcej

Jak długo potrwa impas w sprawie Teresy Borcz, nie wiadomo. Podobne dramaty, nie tylko w Iraku, trwały miesiącami. Do dziś nie wiemy, co dzieje się z porwanymi w sierpniu francuskimi dziennikarzami. Pułkownik Polko wierzy, że cisza to dobry znak i doradza cierpliwość.