Zażądamy wyjaśnień od Urzędu Transportu Kolejowego - zapowiada biuro pełnomocnika rządu ds. osób niepełnosprawnych w rozmowie z reporterem RMF FM Pawłem Balinowskim. Chodzi o sprawę pani Diany, która przejechała ponad sto pięćdziesiąt kilometrów na korytarzu wagonu tuż przy toalecie. Wcześniej przez kilkadziesiąt minut musiała prosić o pomoc w wejściu do pociągu.

Zażądamy wyjaśnień od Urzędu Transportu Kolejowego - zapowiada biuro pełnomocnika rządu ds. osób niepełnosprawnych w rozmowie z reporterem RMF FM Pawłem Balinowskim. Chodzi o sprawę pani Diany, która przejechała ponad sto pięćdziesiąt kilometrów na korytarzu wagonu tuż przy toalecie. Wcześniej przez kilkadziesiąt minut musiała prosić o pomoc w wejściu do pociągu.
Pani Diana przejechała ponad 150 km na korytarzu wagonu /Facebook /

UTK ma sprawdzić, czy osoby, które miały kontakt z p. Dianą podczas feralnej podróży, nie złamały prawa. Każdy, kto zostanie potraktowany w taki sposób, powinien interweniować - podkreśla Krzysztof Kosiński z biura pełnomocnika rządu ds. osób niepełnosprawnych. Zajmie się ono sprawą po otrzymaniu dokumentów z UTK.

Kolejowy koszmar niepełnosprawnej

Pani Diana podróżowała na trasie Wrocław - Katowice. Zamówiła przejazd dla pasażera z niepełnosprawnością. Poprosiła też, z odpowiednim wyprzedzeniem, o pomoc przy wsiadaniu do pociągu.

We Wrocławiu na dworcu czekali na nią pracownicy firmy ochroniarskiej, którzy oznajmili niepełnosprawnej pasażerce, że winda dla niepełnosprawnych jest zepsuta, a oni nie mogą jej wnieść. Pomocy odmówiła również obsługa pociągu.

Cała sprawa bardzo się ciągnęła, kilka razy doszło do kłótni z ochroniarzami, kasjerami i obsługą - opowiada pani Diana. Państwo ze strony kas mówią, że mają mnie wnieść. Ochroniarze mówią, że mnie nie wniosą. Ja cała w stresie, bo niedługo mam pociąg - opowiada. 

Ostatecznie wsiadła dopiero dzięki pomocy znajomego i konduktora, który ulitował się nad niepełnosprawną pasażerką. Niestety, już w pociągu okazało się, że przedział dla niepełnosprawnych jest dostosowany do przewozu pasażerów na wózku tylko "na papierze".

W tym wagonie jest przedział, który ma naklejoną ikonę wózka, czyli dla osób z niepełnosprawnościami, ale osoba na wózku nie ma możliwości wejść do tego wagonu. Jeżeli ktoś wstanie z wózka, złoży sobie wózek i przejdzie, to się dostanie. Ale jeżeli ktoś nie wstaje, to nie ma możliwości, żeby się zmieścić - relacjonuje pasażerka. Ostatecznie, całą drogę z Wrocławia do Katowic kobieta spędziła na korytarzu, tuż przy toalecie. Większość drogi przepłakałam - przyznaje.

Sytuacja, na którą została narażona nasza pasażerka – pani Diana – jest niedopuszczalna i nie powinna mieć miejsca. Po uzyskaniu szczegółów dotyczących podróży zdiagnozowaliśmy zaistniałe nieprawidłowości i wyciągniemy surowe konsekwencje personalne. Osoby, które naruszyły standardy obowiązujące w Grupie PKP zostaną ukarane. Odnosi się to zarówno do pracownika kas, który wprowadził klientkę w błąd (informując o tym, że pociąg jest przystosowany dla pasażerów poruszających się na wózkach), jak i w stosunku do pracowników ochrony na dworcu, którzy nie udzielili podróżnej wsparcia. Na agencję ochrony została nałożona kara finansowa. Trwa wewnętrzny audyt, którego celem jest wyeliminowanie możliwości wystąpienia podobnych zdarzeń w przyszłości. Bierze w nim udział konsultant PKP Intercity ds. pasażerów z niepełnosprawnościami, który sam porusza się na wózku.

Raz jeszcze przepraszamy panią Dianę za zaistniałą sytuację. Niedogodności, które ją spotkały zostaną jej zrekompensowane.

(mn)