Tradycja dziennikarstwa głównego nurtu w III RP zobowiązuje jego rzemieślników i odbiorców do ścisłego trzymania się w ryzach wyznaczonych niejawnie przed ćwierćwieczem. Pismak chcący zaistnieć na rynku musi umieć trzymać wewnętrzną dyscyplinę i unikać łaty nawiedzonego fanatyka, szajbusa-radykała, politycznego wariatuńcia. Podobnie- szanujący się czytelnicy Przywiślańskiego Kraju nie mogą sobie pozwolić na lekturę tekstów fiksatów i paranoików, jeśli sami nie chcą uchodzić za oszołomów i pomyleńców. Znam to z autopsji, bo ja sobie nie nakładam nigdy podobnych ograniczeń, nie stosuję autocenzury, nie uznaję tematów tabu. Jednym z nich jest rola sekretnych stowarzyszeń, przeróżnych tajemnych gremiów w polityce, gospodarce i kulturze. Zwykle kwestię "kreciej roboty" podejmują ekscentryczni ekstremiści nie wierzący w oficjalne prawdy o demokracji, węszący wszędzie spiski pod podszewką widzialnego państwa, broniący indywidualnych wolności oraz piętnujący groźne przejawy globalizacji.  

Alibi dla podobnych do mnie podejrzliwych maruderów w ogólnoświatowym marszu postępu dostarczają jednak czasami tzw. poważni dziennikarze. Jednym z nich jest znany niemiecki reporter śledczy Jürgen Roth, autor niedawno wydanej u nas książki pod znamiennym tytułem "Cichy pucz. Zawłaszczanie Europy przez niejawne elity gospodarczo-polityczne". Co to za tajemny przewrót? Kto konkretnie dokonuje tego sekretnego coup d’etat? Zdaniem Rotha ten zamach wymierzony w instytucje demokratyczne oraz ideę państwa socjalnego prowadzi do totalnego zniewolenia, powszechnej pauperyzacji tzn. zubożenia Europejczyków oraz prekaryzacji czyli zaniku stabilnego zatrudnienia, gwarantującego opiekę zdrowotną i emeryturę. W wyniku tych działań powstaje tzw. prekariat czyli nowa klasa społeczna, złożona z ludzi bez żadnych  perspektyw życiowych. Są to -znani nam także w naszym kraju- wieczni stażyści, pracownicy tymczasowi, młodzi bezrobotni albo pracujący poniżej kwalifikacji. 
  

Jednym z najciekawszych i chyba najbardziej zaskakującym w mainstreamowej publicystyce wątków poruszanych przez niemieckiego dziennikarza jest sekretna działalność elitarnych gremiów złożonych z bogatych i wpływowych osób. Z pewnością niewiele osób słyszało o Entrepreneurs’ Roundtable z siedzibą w Zurychu i Berlinie. - Pisze autor "Cichego puczu". - Jest to ekskluzywne stowarzyszenie składające się wyłącznie z mężczyzn (kobiety nie są do niego dopuszczane). Przedsiębiorca czy bankowiec, który chce zostać przyjęty do tego grona, musi udokumentować roczny obrót w wysokości co najmniej 500 mln euro. Kuriozalne jest to, że jego członkowie obowiązkowo zwracają się do siebie per ty, a podczas spotkań nie wolno im nosić krawatów. Zgodnie z wewnętrznym kodeksem muszą zachować tajemnicę w kwestii swojego uczestnictwa i tego wszystkiego, co dzieje się podczas spotkań. Roth cytując swego wtajemniczonego rozmówcę podkreśla potężną rolę tajnej loży.    

Niedowiarkowie wyśmiewający wszelkie informacje na temat masonerii i innych stowarzyszeń strzegących swoich tajemnic i działających zakulisowo powinni się zastanowić, czytając choćby taki fragment: Entrepreneurs’ Roundtable jest ‘potężniejszy niż wielu polityków’ - stwierdził jeden z wtajemniczonych, który zanim zaczął cokolwiek mówić, wymógł na mnie podpisanie zobowiązania do zachowania w tajemnicy jego nazwiska (‘Nikt nie powinien się dowiedzieć, kim jestem. W żadnym razie nie mogą się pojawić jakiekolwiek wskazówki dotyczące mojej tożsamości’), w przeciwnym razie groziłaby mu kara w wysokości 50 tys. euro i zapewne koniec kariery zawodowej. Człowiek ten zna całą sprawę od podszewki, ponieważ łączą go zażyłe stosunki z członkami klubu z Niemiec i Szwajcarii. Kim Oni są ? Należą do ścisłej elity gospodarczej, bankowej i medialnej: członkowie rad zarządzających koncernów i rad nadzorczych spółek giełdowych. Należą do grupy nietykalnych.                 

Ambicje takich grup wpływów przekraczają wyobrażenia zwyczajnych zjadaczy papki medialnej, tresowanych do odrzucania wszelkich "spiskowych teorii". Roth płynie pod prąd głównego strumienia informacji: Pojęcie ‘pucz’ opisywane jest w słownikach jako ‘przewrót wojskowy’. Obecnie jednak - przynajmniej w Europie- pucz nie musi być przeprowadzany przez umundurowane marionetki reakcyjnych elit, jak to miało miejsce w Grecji w latach 60. W dzisiejszych czasach odbywa się on bezgłośnie i powoli, bez ogłuszającego ryku czołgów szturmujących gmachy parlamentów i stacji telewizyjnych, bez soldateski torturującej opozycjonistów w ciemnych lochach. Roth bez ogródek pisze o współczesnym autorytarnym neoliberalizmie reprezentowanym przez słynną ‘trojkę’ czyli Komisję Europejską, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Europejski Bank Centralny, ten polityczno-ekonomiczny kartel władzy. Autor szczegółowo opisuje efekty jego katastrofalnych działań w krajach południa UE.            

Polskie wątki też są obecne w "Cichym puczu": Nad Warszawą zalegały ciemne głębokie chmury. Dzień był szary i chłodny. Spod stojącej na samym środku ronda de Gaulle’a olbrzymiej sztucznej palmy ruszyła demonstracja ponad 100 tys. związkowców, którzy zjechali do stolicy z całego kraju. Przy ogłuszających dźwiękach syren demonstranci poszli w stronę Sejmu z hasłem ‘Dość lekceważenia społeczeństwa’. Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych, nazwał opozycjonistów ‘watahą’, którą trzeba ‘dorżnąć’. Na transparentach niesionych przez ‘watahę’ widniały następujące żądania : ‘Koniec z wywieraniem presji przez banki’ ; ‘Skonfiskować majątek, który nam ukradli’; ‘Obalić rząd’; ‘Chcemy żyć godnie’. Robotnicy związani ze sobą ciężkimi łańcuchami maszerowali, niosąc tablicę z napisem ‘Nie chcemy być niewolnikami’. Ich żądania były identyczne z tymi, które artykułują pracownicy w Grecji, Portugalii czy Hiszpanii. - zauważa przytomnie niemiecki dziennikarz.      

Radosław Sikorski swoje niesamowicie podłe słowa- nawet jak na swoje zaniżone standardy- wygłosił wprawdzie w innym kontekście: wyborów parlamentarnych w 2007 roku, ale nie bądźmy drobiazgowi. Roth w syntetycznym skrócie ujął istotę sprawy. Platforma Obywatelska jako polityczno-biznesowy klan jest polskim odpowiednikiem skorumpowanych i zdegenerowanych elit w Grecji, Włoszech, Portugalii czy Hiszpanii. Te rządzące w tych krajach salony zwykło się określać epitetem ‘kompradorskie’. Słowo ‘komprador’ określało w  krajach kolonialnych miejscowego kupca, który  pośredniczył w handlu z metropolią. Później nazywano tak członka zamożnej miejscowej burżuazji. Warto jednak podkreślić, że nie chodzi tu o burżuazję autentyczną, a klikę z obcego nadania w kraju podbitym, skolonizowanym. Jak inaczej postrzegać rządy kompradora Donalda Tuska i jego ‘kompradorków’, kłaniających się w pas panom z Zachodu i Wschodu, tak z Brukseli jak Moskwy?        

Analogie pomiędzy III RP a krajami Południa Europy odmalowane przez Jürgena Rotha mają jednak swoje granice. Autor "Cichego puczu" opisuje bowiem ze szczegółami obywatelski opór, bunt, demonstracje, uliczne walki w odpowiedzi na obcy dyktat, któremu przyklaskiwały miejscowe, skorumpowane do szczętu elity. W Polsce jest jeszcze gorzej i nie mam na myśli wyłącznie poziomu życia, który jest w Polsce dużo niższy niż w którymkolwiek kraju UE z grupy określanej pogardliwym skrótem PIGS. Tym akronimem brzmiącym jak angielskie słowo "ŚWINIE" określa się Portugalię, Włochy, Grecję i Hiszpanię (Portugal, Italy, Greece, Spain). Jednak poziom ‘ześwinienia’ samych Portugalczyków, Włochów, Greków i Hiszpanów nigdy nie osiągnął stanu od lat obecnego w Polsce.  W tamtych skolonizowanych przez Unię krajach, Unię zdominowaną przez Niemcy, to ścisłe elity są ciałem obcym. Tak zwani zwykli ludzie wciąż zachowują się w porządku. A u nas? ‘Ześwinione’ są całe masy, gnuśne i leniwe.                 

Celowo wyostrzam tu diagnozę społeczną. Nie mogę bowiem zrozumieć, jak można po tylu latach łupienia kraju przez obce siły przy pomocy platformersko- ludowych sługusów, wciąż udzielać politycznego poparcia tym pasożytniczym grupom. Co może aż tak zaślepiać tak dużą grupę mieszkańców kraju nad Wisłą, że nie są w stanie dokonać rachunku sumienia, uderzyć się w piersi i przyznać, że uleganie propagandzie strachu przed PiS-em było wyrazem naiwności, żeby nie powiedzieć zwykłego infantylizmu? Setki afer Platformy, które dawno powinny zatopić tę łajbę łajdaków, spływają po  PO-lakach jak woda po psie. A propos psa pozostaje mi zacytować wieszcza Jarosława Marka Rymkiewicza:  I tylko to mogę powiedzieć teraz tym Polakom, którzy nie chcą być Polakami. Nie interesujecie mnie, róbcie sobie, co chcecie, idźcie sobie do Europy albo gdzie indziej, gdzie się wam podoba. Tu jest nasz kraj. (...) I jak wolny człowiek mogę powiedzieć tym, którzy nie chcą być wolnymi Polakami - a jebał was pies.             

"Aktorzy" to jeden z rozdziałów książki Jürgena Rotha, który powinien obudzić wolnych ludzi w moich spsiałych i ześwinionych rodakach. Zanim znów uznacie wyższość swych panów z Zachodu i Wschodu oraz wynajętych przez nich treserów w kraju dowiedzcie się kim oni są, skąd im łapy wyrastają. Autor "Cichego puczu" opisuje skąd się wzięła menedżerska menażeria w Niemczech. Otóż prawdziwym matecznikiem talentów niemieckiej przedsiębiorczości była akademia w Bad Harzburgu. Pod koniec lat 50. Uczono tam tak zwanego kooperatywnego stylu zarządzania. (...) Był to opracowany przez Reinharda  Höhna tak zwany harzburski model zarządzania. (...) Nikt nie interesował się przeszłością Höhna. Tymczasem już w 1936 roku był on członkiem narodowosocjalistycznej Akademii Prawa Niemieckiego. Trzy lata później został szefem departamentu w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy. (...) Oto guru niemieckich panów, którzy militarne podboje zamienili na broń ekonomii.  

Liberalizm gospodarczy z ideą wolnego rynku i swobodnej wymiany dóbr musi więc ustąpić neoliberalnej dyktaturze narzucanej słabszym państwom przez Niemcy - kraj, którym włada nowy Herrenvolk. Warto wczytać się w biografię tego SS-Oberführera niemieckich przedsiębiorców: Oportunistyczny do granic możliwości Höhn odrzucał liberalne państwo konstytucyjne i demokrację, oddając się poszukiwaniom prawno-filozoficznych uzasadnień dla ‘wspólnoty narodowej jako wspólnoty gatunkowej narodu’ i ‘państwa führera’. Jeszcze pod koniec wojny opowiadał się za stosowaniem zaostrzonego prawa karnego w stosunku do tak zwanych nie-Niemców. W 1944 roku stwierdził, że przysięga na wierność führerowi będzie obowiązywała nawet po jego śmierci. (...) Tak w wielkim skrócie wygląda przeszłość twórcy harzburskiego modelu zarządzania, który w latach powojennych formował całe szeregi młodej kadry przeznaczonej na kierownicze stanowiska w niemieckich firmach. Warto to wszystko wiedzieć!        

Ówczesna ‘tresura’ ojców niemieckiego systemu ekonomicznego to pierwszy etap. Roth opisuje potem kolejne stadia jego rozwoju - czasy synów i wnuków. Kiedy rozpoczął się kryzys w Grecji, podatnicy w Niemczech wielce się oburzali, że muszą spłacać zadłużenie leniwych Greków swoimi ciężko zarobionymi euro. Obraz obywatela słonecznej Hellady - obiboka, próżniaka i kombinatora - malowały ochoczo niemieckie media. W Polsce też, bo przecież niemiecki kapitał dominuje w naszych środkach masowego przekazu. Niby nic, a jednak zapamiętałem sobie ten ton. Dlatego z lubością chciałbym raz jeszcze zacytować uczciwego niemieckiego dziennikarza, który w swojej książce kieruje się kryterium prawdy a nie narodowego szowinizmu ekonomicznego. Arcyciekawy w "Cichym puczu" Jürgena Rotha jest wątek zbrojeniowych deali między niemieckimi przedsiębiorstwami a korumpowanym przez nie rządem w Atenach. Warto nadmienić przy okazji, że podobnie odbyło się to w Portugalii.                     

Żelazna logika niemieckiego biznesu wygląda następująco: Modelowym przykładem tego, jak polityczni decydenci z Niemiec wspierają własny przemysł, wciągając tym samym inne kraje, na przykład Grecję, w pułapkę zadłużeniową, jest sprzedaż do tych państw myśliwców bojowych Eurofighter. Procederem tym nadal zainteresowane są zarówno rząd niemiecki, jak i koncern lotniczo-zbrojeniowy EADS. Ponieważ samoloty są ekstremalnie drogie, rząd Grecji nie mógł się długo zdecydować na ich kupno. Jednak tak się ‘szczęśliwie’ dla tego kraju złożyło, że w Niemczech działa rząd federalny, który troszczy się o własny sektor zbrojeniowy. To właśnie przez tę ‘kuratelę’ Berlina, takie państwa jak Grecja są ciągle krajami specjalnej troski. Dopóty, dopóki ludzie w tych neo-koloniach w Europie nie przegonią na cztery wiatry krajowych kompradorskich klik i nie dorżną watah łapówkarzy bez żadnych zasad we własnych rządach, będą nadal klepać biedę. Bo Polak już nie z Węgrem, z Grekiem - dwa bratanki.