Wyróżnienie pierwszego czarnoskórego prezydenta USA dziewięć miesięcy po objęciu przez niego urzędu wzbudziło na świecie duże zaskoczenie. Wielu mówiło, że nagroda została przyznana na wyrost i należy ją traktować jako wyraz oczekiwań wobec niego, a nie uznania za dotychczasowe osiągnięcia. Niektórzy twierdzili wręcz, że decyzja Komitetu Noblowskiego deprecjonuje wartość pokojowego Nobla, skoro może on przypaść komuś, kto nie ma na koncie żadnych osiągnięć w dziedzinie pokoju.
Zdaniem Komitetu Noblowskiego, amerykański prezydent zasłużył na wyróżnienie m.in. za "stworzenie całkowicie nowego klimatu w polityce międzynarodowej", opartego na wielostronnej dyplomacji, a także za to, że "dał ludziom nadzieję na lepszą przyszłość".