Pożar, który wybuchł w bytomskiej dzielnicy Stroszek, objął składowane na terenie nieczynnego zakładu odpady tekstylne. "Decyzja zezwalająca na ich składowanie w tym miejscu została cofnięta ponad miesiąc temu, a firma była zobowiązana do uprzątnięcia odpadów" - podał prezydent miasta.

Prezydent Bytomia Mariusz Wołosz oraz jego zastępcy, Waldemar Gawron i Michał Bieda, przyjechali na miejsce pożaru, gdzie ponad 70 strażaków od sobotniego popołudnia prowadzi akcję gaśniczą. TUTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT>>>

Pożar na terenie nieczynnej fabryki ceramiki budowlanej objął powierzchnię o wymiarach ok. 30 na 50 metrów. W ogniu stanęły składowane pod zadaszeniem tekstylia i tworzywa sztuczne, ułożone w wysoką na pięć metrów stertę. Według informacji prezydenta miasta, prawdopodobnie znajdowały się tam przede wszystkim szmaty - odpady tekstylne. Nie są one toksyczne.

Decyzja na składowanie odpadów w tym miejscu została cofnięta ponad miesiąc temu. Firma była zobowiązana do uprzątnięcia odpadów. Sprawą zajmuje się policja - napisał Mariusz Wołosz w portalu społecznościowym.

Jak poinformował oficer prasowy bytomskiej straży pożarnej, młodszy ogniomistrz Wojciech Krawczyk, wieczorem ogień już się nie rozprzestrzeniał, jednak akcja dogaszania pożaru będzie jeszcze trwała.

Opracowanie: