Katastrofa samolotu wojskowego MIG-29 w rejonie miejscowości Drgicz w województwie mazowieckim. Pilot się katapultował. Został odnaleziony przez wojsko i przewieziony do szpitala.

Do katastrofy doszło w rejonie w miejscowości Drgicz na Mazowszu w powiecie węgrowskim. Pilot się katapultował, został odnaleziony przez wojsko. Był w dobrym stanie. Samolotem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego został przetransportowany do Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie przy ulicy Szaserów.

W szpitalu przechodzi badania. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Samolot spadł na zalesiony teren, 1,5 kilometra od najbliższych zabudowań. Nie ma innych poszkodowanych. Teren katastrofy został zabezpieczony przez Żandarmerię Wojskową.

Samolot uległ zniszczeniu, spadł w terenie niezabudowanym. Nie wiemy, co się stało. Wyjaśni to Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych - mówi nam podpułkownik Marek Pawlak z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych.

Według nieoficjalnych informacji, w maszynie przestały działać oba silniki, dlatego pilot katapultował się na tak dużej wysokości. Do czasu wyjaśnienia katastrofy loty myśliwców MIG-29 zostały wstrzymane.

Za sterami myśliwca siedział doświadczony pilot, który na tego typu samolocie wylatał 1200 godzin. Do wypadku doszło podczas tak zwanego oblotu próbno-kontrolnego, który wykonuje się po różnego rodzaju pracach wykonywanych przy samolotach. 

Maszyna wystartowała z 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim. MiG-29, który się rozbił, był w służbie od sierpnia 1989 roku. Polska armia kupiła go z Czech. 

Świadkowie: Leciał tak jak po schodach

Usłyszeliśmy dźwięk samolotu, jak leci. Było dziwne zachowanie silników samolotu. Po chwili mówię: coś jest nie tak z tym samolotem. Zdążyłem tylko to wypowiedzieć i usłyszałem trzy eksplozje - mówi jeden ze świadków zdarzenia naszemu reporterowi.

Usłyszeliśmy huk, a z daleka było widać dym. Ten samolot leciał i w górę i w dół i w bok i w końcu był moment, że wyskoczył pilot - mówią mieszkańcy Drgicza.

Ekspert: Wyszkolenie pilota kosztuje więcej niż samolot

W sytuacji zagrożenia pilot nie ma prawa ryzykować. Musi przede wszystkim chronić swoje życie - mówi były pilot wojskowy, major rezerwy Michał Fiszer.

Dodaje, że brak ogromnych zniszczeń na miejscu katastrofy sugeruje,, że maszyna spadała z małą prędkością. A to oznacza, że samolot mógł wpaść w korkociąg. To by też tłumaczyło, dlaczego pilot katapultował się na dużej wysokości.

Na szczęście wyszkolenie pilota kosztuje znacznie więcej i państwo bardziej dba o ludzi i o wizerunek, niż o samoloty. Samoloty niedługo i tak będą wymieniane na nowe - mówi Fiszer.

Informacje o zdarzeniu dostaliśmy na Gorącą Linię RMF FM.

Gorąca Linia RMF FM jest do Waszej dyspozycji! Przez całą dobę czekamy na informacje od Was, zdjęcia i filmy.

Możecie dzwonić, wysyłać SMS-y lub MMS-y na numer 600 700 800, pisać na adres mailowy fakty@rmf.fm albo skorzystać z formularza WWW.