„Jak grasz rock'n'rolla, musisz być buntownikiem”
John Porter od lat uchodzi za jednego z najbardziej autentycznych artystów rockowych w Polsce. Jego droga na szczyt nie była usłana różami – od samego początku trzymał się z dala od głównego nurtu, stawiając na szczerość i autorską wizję muzyki. Jak sam mówi w podcaście „Co u nich słychać” w Radiu RMF24:
Jak grasz rock'n'rolla, to musisz być buntownikiem. Wszystko jedno, ile masz lat.
Bunt i niezależność są nieodłącznymi elementami jego artystycznej tożsamości, a kompromisy podejmował tylko w życiu prywatnym, nigdy w muzyce.
Porter podkreśla, że jego początki w Polsce były szczęśliwe, bo trafił na ludzi równie niezależnych i niepokornych jak on sam. Wspomina współpracę z Maciejem Zembatym czy Małgorzatą Braunek, podkreślając, że środowisko offowe było jego naturalnym miejscem. To właśnie tam narodziła się legenda Porter Band i płyta „Helicopters”, która do dziś rezonuje wśród fanów.
Muzyka jako azyl i sens życia
Dla Johna Portera muzyka jest czymś znacznie więcej niż zawodem. To sposób na życie, azyl i pasja, która nie pozwala mu zwolnić tempa. Nie wyobrażam sobie życia bez grania – przyznaje. Nawet w trudnych momentach, gdy musiał dorabiać jako student, sprzątając ulice czy pracując fizycznie na budowie w Anglii, nigdy nie porzucił gitar i marzenia o scenie.
Dziś, mając 76 lat, nadal koncertuje i przygotowuje nowe projekty. Wspomina, że kondycję i energię zawdzięcza ćwiczeniom tai chi, które pozwalają mu zachować sprawność i radość z występów.
Współpraca z innymi artystami – energia, a nie kalkulacja
Przez lata Porter miał okazję współpracować z wieloma wybitnymi muzykami. Na jego artystycznej drodze pojawili się m.in. Wojtek Mazolewski, Adam „Nergal” Darski, Agata Karczewska czy Anita Lipnicka. Każda z kooperacji była inna, a o jej powodzeniu decydowała przede wszystkim energia i wzajemne zrozumienie.
Niektóre projekty kończyły się po jednej płycie, inne trwały dłużej, jak w przypadku Anity Lipnickiej, z którą Porter stworzył trzy albumy i założył rodzinę. Nie boi się zmian i podkreśla, że nie wraca do tych samych źródeł, bo ważniejsze jest dla niego pójście naprzód i szukanie nowych wyzwań.
Wyzwania rynku muzycznego i streaming. „To są żarty po prostu”
Porter nie ukrywa, że współczesny rynek muzyczny jest dla artystów niełatwy, a streaming nie przynosi zysków, jakie mogłyby się wydawać:
Jak ktoś pisze do mnie, że ma na streaming moje piosenki i tak dalej, ja tylko myślę: 'Aha, bo nie chciałeś kupić płytę'. Jak masz takie oferty: trzy miesiące i masz za darmo. Czyli ile muzyk dostanie? Nic. Po prostu.
Dodaje, że nawet miliony odtworzeń nie przekładają się na realne pieniądze dla twórców:
Jakieś 15 złotych dostałem. To są żarty po prostu.
Mimo to nie wyobraża sobie wycofania swojej muzyki z platform cyfrowych – wie, że dla młodego pokolenia to naturalny sposób słuchania utworów. Docenia także, że w Polsce wciąż można zarobić na koncertach, choć – jak podkreśla – „zawsze jestem w plecy” i często musi dokładać do nagrywania płyt.
Między Polską a Anglią – outsider na zawsze?
Choć John Porter mieszka w Polsce od niemal pół wieku, nadal czuje się nieco na uboczu.
Jest takie coś, taka niechęć wobec mnie. Tak czuję czasami. Jednak nie jestem jednym z was. Rozumiesz? – przyznaje szczerze.
Nie otrzymał polskiego obywatelstwa, co dodatkowo podkreśla jego outsiderstwo. Z dystansem patrzy na polską scenę muzyczną i nie angażuje się w jej populistyczne nurty.
Życie artysty – pasja, ale i cena do zapłacenia
Porter nie ukrywa, że życie w trasie i bycie artystą ma swoją cenę. Wspomina o rozproszonej rodzinie, rozwodach i trudnej sztuce pogodzenia życia prywatnego z pasją. Przyznaje, że sztuka wymaga skupienia na sobie i pewnego rodzaju egoizmu, choć stara się zachować równowagę i dbać o relacje z bliskimi.
Plany na przyszłość – muzyka do końca życia
Mimo upływu lat John Porter nie zamierza zwalniać tempa. Przed nim kolejne koncerty, reedycja kultowej płyty „Helicopters” i nowe projekty, w tym podwójny album – część zespołowa i część akustyczna, inspirowana prośbami fanów. Podkreśla, że nie wyobraża sobie przejścia na emeryturę i chce grać do końca życia – zarówno dla siebie, jak i dla wiernych słuchaczy.
