RMF24 RMF FM RMF MAXX RMF CLASSIC RMF ON
RMF24

Dziura w stropie i milionowy łup. To jeden z najbardziej zuchwałych napadów na bank

Opracowanie: Publikacja: Środa, 19 sierpnia (06:00)

Są rzadkie, brawurowe i często rozpalają wyobraźnię przez lata, nawet jeśli ich finał jest marny dla inicjatorów. Napady na banki wiele razy służyły jako motyw chętnie wykorzystywany w literaturze czy filmie. 19 sierpnia mijają 64 lata od obrabowania oddziału Narodowego Banku Polskiego w Wołowie (woj. dolnośląskie). Pięciu mieszkańców miasta ukradło wówczas z bankowego skarbca 12,5 mln zł. W czasach, gdy przeciętna pensja wynosiła około 1,7 tys. zł, była to niemała kwota.

Dziura w stropie i milionowy łup. To jeden z najbardziej zuchwałych napadów na bank
Zdjęcie ilustracyjne /Shutterstock

Wspomniany napad stał się inspiracją dla komiksu o Kapitanie Żbiku oraz filmu „Hazardziści”.

Jego historia przez lata powracała na łamy mediów. Ostatnio przypomniał ją portal Onet.

Plan przygotowany z dużą precyzją

Na fortunę zdeponowaną w wołowskim banku pokusili się miejscowi.

Sprawcy doskonale znali zabezpieczenia placówki. Wśród nich był bankowy kasjer Rudolf D., który wiedział o słabym stanie alarmu i niezabezpieczonym fragmencie betonowego stropu. W napadzie uczestniczyli także m.in. właściciel zakładu naprawy urządzeń elektrycznych, rymarz, taksówkarz i ślusarz. Ten ostatni skonstruował specjalne urządzenie z silnego hydraulicznego lewara i stalowych rur, pozwalające przebić się do skarbca od strony piwnicy.

Złodzieje wcześniej obserwowali bank, wynajęli garaż z widokiem na budynek i poznali zwyczaje pracowników oraz ochrony. Wybrali termin tuż przed wypłatami, gdy w skarbcu znajdowała się wyjątkowo duża ilość gotówki. Po dostaniu się do środka i obezwładnieniu nocnego stróża otworzyli pancerne drzwi i wynieśli pieniądze w workach. Dla zmylenia psów tropiących jeden z nich polewał podłogę ropą.

Wpadli przez numer seryjny banknotu

Śledztwo otrzymało kryptonim „W26”. Początkowo milicja zakładała, że za napadem stoi profesjonalna, być może międzynarodowa grupa. Tymczasem sprawcami byli mieszkańcy Wołowa i okolic, wcześniej niekarani i cieszący się dobrą opinią. Część łupu ukryli w różnych miejscach, między innymi w kurniku. Co ciekawe, funkcjonariusze, którym brakowało radiowozów, korzystali z usług taksówkarza zaangażowanego w kradzież. Nie domyślając się, że ma coś za uszami, omawiali przy nim postępy w śledztwie.

Przełom nastąpił dzięki kontroli numerów seryjnych skradzionych banknotów. Funkcjonariusze rozpowszechnili informację, że pieniądze wkrótce stracą ważność, zmuszając rabusiów do ich wydawania. 1 października 1962 roku żona jednego z organizatorów zapłaciła w sklepie banknotem o nominale 500 zł. Ekspedientka rozpoznała poszukiwany numer i zatrzymała ją do przyjazdu milicji.

W sprawie aresztowano około 20 osób, w tym członków rodzin i pomocników. Złodzieje wydali zaledwie około 150 tys. zł, dzięki czemu odzyskano niemal cały łup. Pięciu głównych sprawców skazano początkowo na dożywocie, później zamienione na 25 lat więzienia. Ostatnia osoba skazana za napad wyszła na wolność w 1979 roku.


Źródło: RMF24
chcesz widzieć więcej artykułów od RMF24? dodaj w Google

Najważniejsze Fakty

Zobacz również

Dalsza część artykułu pod materiałem video: