"Prezydent jest dobrym mówcą, w różnego rodzaju debatach czy wystąpieniach publicznych jest otrzaskany, nie sądzę, żeby unikał debaty" - mówi były poseł PiS i były rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy Krzysztof Łapiński pytany, czy Andrzej Duda podczas kampanii prezydenckiej powinien debatować z innymi kandydatami. "Władysław Kosiniak-Kamysz mógłby był trudniejszym przeciwnikiem dla Andrzeja Dudy, bo wzbudza pewnie mniej skrajnych emocji w elektoracie miękkim PiS, tylko że wiemy, że jego największym wyzwaniem czy problemem jest to, żeby do tej drugiej tury się dostać" - tak z kolei gość Marcina Zaborskiego komentuje sondaż dla "Dziennika Gazety Prawnej" i RMF FM, z którego wynika, że Andrzej Duda przegrałby w II turze, jeśli udałoby się do niej wejść Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi.

Nie ma takiego kandydata czy prezydenta, który nie może przegrać wyborów - uważa Krzysztof Łapiński.

Nikomu dzisiaj się nie udało odbudować wspólnoty Polaków i nie wiem, czy to zadanie jest zadaniem dla prezydenta, jednej osoby, bo te podziały są bardzo mocne, głęboko sięgające, mające swoje korzenie w wydarzeniach sprzed wielu lat i nie da się ich tak łatwo zasypać. To nie jest tak, że prezydent nie chciał czy nic nie robił -  mówi w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM były poseł PiS i były rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy Krzysztof Łapiński.

Na pewno Joanna Lichocka nie pomogła Andrzejowi Dudzie - tak Krzysztof Łapiński odpowiedział na pytanie, czy obraźliwy gest w Sejmie posłanki PiS zaszkodził obecnemu prezydentowi. Gdyby była ważnym członkiem sztabu, to pewnie tamto wydarzenie miałoby większe znaczenie. (...) Zamieść pod dywan się nie da, bo nie zamieciono, pytanie, czy na ile wyborcy 10 maja, przy urnach, będą to pamiętać" - podkreśla gość Marcina Zaborskiego. "Na pewno przez kilka dni była sytuacja kryzysowa i poważna - dodaje. 

Krzysztof Łapiński o 2 mld zł dla mediów publicznych: Najlepiej byłoby, gdyby taka sytuacja nie wydarzyła się w apogeum kampanii prezydenckiej

Jakąkolwiek prezydent podejmie decyzji, zawsze może ona skutkować utratą części wyborców. Dla prezydenta najlepiej byłoby, gdyby taka sytuacja nie wydarzyła się w apogeum kampanii wyborczej - mówi były poseł PiS i były rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy Krzysztof Łapiński pytany o to, czy prezydent podpisze nowelizację przyznającą 2 mld zł Telewizji Polskiej i Polskiemu Radiu. I dodaje: To był błąd - jeśli wiadomo było, że taka ustawa może budzić różnego rodzaju emocje, sprzeciwy, wywoływać kolejną awanturę polityczną - to takie tematy trzeba było zamknąć na kilka, kilkanaście tygodni przed kampanią wyborczą.

Dlaczego PiS do tej pory nie odwołał Mariana Banasia z funkcji? Bo okazuje się, że nie ma takiej możliwości czy takiej siły sprawczej, żeby w tym wypadku do tego odwołania doprowadzić. Bo z jednej strony ten Marian Banaś nazywany pancernym sam nie chce zrezygnować, próby jakiegoś go przekonania zawiodły, a odwołanie go nie jest takie łatwe, bo wiemy, jakie są warunki odwołania prezesa, jak mocno on jest umocowany w konstytucji, ustawach, jak go to chroni - mówi gość Marcina Zaborskiego.

Czy Donald Tusk wspierający Małgorzatę Kidawę Błońską w kampanii wyborczej? Wiem jedno - mało jest polityków, którzy tak potrafią zmobilizować elektorat PiS, nawet trochę szerzej - jak Donald Tusk - odpowiada Krzysztof Łapiński.

Marcin Zaborski, RMF FM: Drzwi do Pałacu Prezydenckiego są wciąż dla pana otwarte?

Krzysztof Łapiński: Jak się odchodzi z jednej pracy, trzeba zachować też pewne BHP, żeby cały czas nie spoglądać wstecz, tylko patrzeć do przodu. 

Nie, zła odpowiedź. Prezydent tuż po wyborze mówił, że drzwi Pałacu Prezydenckiego będą otwarte dla Polaków. Więc dla pana też!

Wiele osób przychodzi do pałacu, różnego rodzaju są uroczystości, okazje. Ja jestem też zapraszany, bo to jest taka też ładna tradycja, że byli ministrowie są zapraszani na różnego rodzaju uroczystości - czy 3 Maja czy 11 listopada, kiedy mogę to korzystam. Zdarza się, że nie mogę, bo to są czasami święta, kiedy można gdzieś wyjechać na kilka dni. Na 11 listopada na zaproszenie pana prezydenta byłem, co prawda te uroczystości były w arkadach...

Savoir-vivre zostawmy, bo pewnie dużo mógłby pan o nim opowiadać. O konkretach porozmawiamy. Czy Andrzej Duda powinien debatować z innymi kandydatami w tej kampanii, jeszcze przed pierwszą turą wyborów prezydenckich?

To będzie ciekawa decyzja i dylemat dla sztabowców, bo z jednej strony wiadomo jest w takiej sytuacji, że jeśli tych kandydatów czy kontrkandydatów będzie pięciu czy sześciu, to najbardziej będą pewnie atakować urzędującego prezydenta, czyli to będzie jeden na sześciu.

Jasne. Ale pana zdanie, pana opinia. Nie sztabu - pana, byłego rzecznika prezydenta w tej sprawie. 

Pewnie będą przypominane deklaracje pana prezydenta sprzed kilku lat, który wytykał Bronisławowi Komorowskiemu, że nie chce debatować...

A ja wytknę czy przypomnę to, co pan mówił w 2015 roku jako współpracownik Andrzeja Dudy. Wtedy pan mówił: żadna osoba nie powinna być zwolniona z obowiązku uczestniczenia w debacie, nawet jeśli jest to urzędujący prezydent. Koniec cytatu.

Myślę, że prezydent jest dobrym mówcą. W różnego rodzaju debatach czy wystąpieniach publicznych jest otrzaskany, mówiąc kolokwialnie. Więc nie widzę problemu czy raczej nie sądzę, żeby żeby unikał debaty - nawet wiedząc, że będzie jeden. 

Powinien debatować, panie ministrze?

Ja nie wiem, czy powinien. Pan przytoczył moje słowa i pewnie jest więcej słów i samego pana prezydenta, i sztabowców z tamtego czasu, i to będzie pewnie też brane pod uwagę przez sztab.

"Społeczeństwo oczekuje od kandydatów debaty i przedstawienia pomysłów na kolejne lata rządzenia" - tak mówił Krzysztof Łapiński, współpracownik Andrzeja Dudy.

Bo też taka była nasza strategia sztabu, żeby pokazywać, że to jest czas na debatę już w pierwszej turze ze wszystkimi. 

Aha, czyli pan mówił, choć w to wcale nie wierzył?

Wręcz przeciwnie. I dlatego myślę, że w tym wypadku... Ja nie mogę, jestem poza sztabem i nie biorę udziału w kampanii, więc nie wiem, co będzie, ale zakładam, że pan prezydent będzie debatował w pierwszej turze - pamiętając o tym, jakie padały deklaracje 5 lat temu.

40-45 proc. w tym momencie kampanii wyborczej w sondażach - to jest dobry scenariusz dla Andrzeja Dudy? 

To jest na pewno dobry punkt wyjścia. Ale pamiętajmy to co się...

Bronisław Komorowski miał dużo lepsze punkt wyjścia.

Pamiętajmy to, co się wydarzyło pięć lat temu i ta tamta sytuacja z prezydentem Komorowskim pokazała, że każdą przewagę można utracić czy roztrwonić, ale też pokazała, że każdą stratę można odrobić. Punkt wyjścia jest dobry, bo to jest solidne - czy są to 45-procentowe sondaże, ale do 50 trochę brakuje i w kampanii trzeba nie tylko utrzymać to, ale jeszcze zwiększać więc, więc to dopiero jest wyzwanie przed kandydatem i przed sztabem.

Mówimy o sondażu United Survey dla RMF FM i Dziennika Gazety Prawnej. To jest badanie, które pokazuje, że w drugiej turze, gdyby się w niej znalazł, to Władysław Kosiniak-Kamysz mógłby pokonać Andrzeja Dudę. To jest sygnał alarmowy dla sztabowców prezydenta?

Tutaj chyba zdaje się też była przed naszym wywiadem taka wypowiedź pana profesora Rafała Chwedoruka, z którym w znacznej mierze się zgadzam - nie tylko dlatego, że pan profesor kiedyś był wykładowcą na moim wydziale i chodziłem na jego zajęcia - ale troszkę tak jest, że z różnych obserwacji, analiz, wynika że Władysław Kosiniak-Kamysz mógł być trudniejszym przeciwnikiem, bo wzbudza też pewnie mniej skrajnych emocji w elektoracie - takim nazwijmy to miękkim - PiS. Tylko że wszyscy też wiemy, że jego dzisiaj największym wyzwaniem czy problemem jest to, żeby do tej drugiej tury się dostać.

Tylko takie badanie jak to właśnie pozwala mówić politykom, jak Krzysztofowi Gawkowskiemu z Lewicy, który rano mówił w RMF FM tak: "Ten sondaż potwierdza, że Andrzej Duda nie jest już niezniszczalny. To jest zasadnicza zmiana narracji".

Ale to już nie trzeba tego sondażu. Jeszcze raz powtórzę: wybory 5 lat temu pokazały jedno: że nie ma takiego kandydata czy takiego nawet prezydenta, który nie może przegrać wyborów. 

Czyli Andrzej Duda nie jest niezniszczalny?

Ależ oczywiście. Historia III RP pokazuje, że urzędujący prezydenci przegrywali. Przecież Lech Wałęsa przegrał. Bronisław Komorowski przegrał. Natomiast dzisiaj Andrzej Duda jest liderem sondaży i ma największe szanse na zwycięstwo. Ale przed nami jeszcze siedemdziesiąt parę dni kampanii i w niej się może wiele rzeczy wydarzyć. Sztabowcy tych kandydatów, którzy walczą o tę drugą turę, bo mają mniejsze poparcie, pewnie patrzą na to z nadzieją na takie sondaże, a pewnie sztab Andrzeja Dudy cały czas ma w tyle głowy, że jeszcze te wybory nie zostały rozstrzygnięte. Bo kampania się dopiero zaczęła.

Kampanią kieruje Joanna Turczynowicz-Kieryłło. Zastanawiał się pan, jakie sukcesy pani mecenas w polityce zdecydowały o tym, że to właśnie ona kieruje kampanią prezydenta?

Zdaje się, że cała droga zawodowa pani mecenas, to była droga właśnie w palestrze, jako adwokata. Miała tam epizod, że była kiedyś w Bydgoszczy, startowała ostatnio w wyborach do Senatu. Więc pewnie nie szukano zalet w karierze politycznej, bo pani mecenas się nie udzielała politycznie. 

Nie, pani Turczynowicz-Kieryłło startowała w wyborach i przegrała - i w wyborach do Sejmu, i do Senatu. Nie ma sukcesów w polityce.

Do Sejmu to pewnie dawno.

W 2001 roku.

Może stawiano też na inne zalety. Może na dobrą organizację pracy, różnego rodzaju pomysły, nie znam osobiście pani mecenas. Ale w wymiarze zawodowym jako mecenas chyba osiągnęła sukces, bo chyba jednym z bardziej wziętych adwokatów. I pewnie inne były.

Były rzecznik PiS Marcin Mastalerek, z którym pracował pan 5 lat temu w kampanii wyborczej, mówił teraz w telewizji Polsat tak: "Problem jest taki, że dziś osoby, które w 2015 roku zajmowały się ustawianiem kadrów czy mikrofonów uwierzyły, że mogą robić kampanię wyborczą i są strategami".

Nie wiem, czy pan oczekuje skomentowania. Może najlepiej zaprosić Marcina Mastalerka, co miał na myśli?

Zgadza się pan z taką oceną? Że ludzie, którzy wcześniej zajmowali się taką pomocą przy kampanii, teraz zostali głównymi twarzami w tej kampanii Andrzeja Dudy?

Znam oczywiście oficjalny skład sztabu, tych osób nazwijmy to decyzyjnych - szefa sztabu, szefa kampanii, szefa do spraw programowych, rzecznika. Też zawsze jest ważne zaplecze, kto też pracuje na całą kampanię. Ja tutaj nie znam - być może Marcin wie więcej na ten temat - kto jest na zapleczu. Wiem jedno - że choć to są często mocne i krytyczne słowa, to chyba jednak wypowiadane, czy na pewno wypowiadane przez człowieka, który dobrze życzy Andrzejowi Dudzie, dobrze życzy prezydentowi, życzy mu pewnie reelekcji. I jeśli tak się wypowiada, choć krytycznie, to pewnie dlatego, że jest zatroskany o kampanię, ostateczny wynik i o to, jak prezydent wypadnie w tych wyborach.

A kiedy słyszy pan dawnych kolegów, dawnych kolegów, którzy mówią, że Andrzej Duda nie jest prezydentem partyjnym, nie jest prezydentem Prawa i Sprawiedliwości, to uśmiecha się pan choć trochę, kiedy nikt nie widzi?

Ale to każdy prezydent zawsze w czasie kampanii to podkreślał. Przecież Bronisław Komorowski też...

Czy pan się uśmiecha, jak pan to słyszy?

Ale wiemy, jaka partia wystawiła Andrzeja Dudę 5 lat temu, i jaka partia go popiera. Ale oczywiście zawsze jest takie oczekiwanie społeczne, żeby prezydent był ponad podziały partyjne, więc wiadomo, że w kampanii trzeba kłaść nacisk na to, że prezydent nie jest prezydentem jednej partii, prezydentem partyjnym.

Pytanie, czy to prawda. 

Ale to wie pan, każdy prezydent, który był przed Andrzejem Dudą, był prezydentem wspieranym przez jakąś partię... Jakiś ruch polityczny za nim stał i tak będzie. Rozumiem, że tu chodzi o to, żeby pokazać, że Andrzej Duda to jest coś więcej niż PiS, że więcej osób popiera Andrzeja Dudę niż popiera Zjednoczoną Prawicę.