"Absolutnie nie wierzę we wspólne świętowanie 4 czerwca. Jest wielki rozłam i wykopany głęboki dół" - mówi w Popołudniowej rozmowie w RMF FM poseł PO i były działacz opozycji demokratycznej w PRL Jerzy Borowczak. "Dla wszystkich będzie miejsce (na obchodach 4 czerwca – przyp. red.), ale czy będą chcieli w tym uczestniczyć?" - pyta gość Marcina Zaborskiego. I dodaje: "Wiemy, jakie jest stanowisko pana prezydenta i opcji dzisiaj rządzącej co do 4 czerwca. Nie uważają tego za sukces, za zwycięstwo. Mówią obraźliwe rzeczy o 4 czerwca, o Okrągłym Stole..." Polityk podkreśla: "Zapraszamy na obchody wszystkich przywódców europejskich, nawet Viktora Orbana".

Pan premier Donald Tusk bardzo cenił sobie 4 czerwca. Myślę, że dołoży swoją cegiełkę, żeby te obchody były naprawdę wielkie - mówi poseł PO i były działacz opozycji demokratycznej w PRL Jerzy Borowczak. Zapewnia, że Tusk na pewno będzie obecny na obchodach 4 czerwca. Na pewno będzie wśród przywódców europejskich, którzy będą chcieli razem z nami tego 4 czerwca świętować - podkreśla polityk.

Jak znam Donalda Tuska. Uważam, że on dotrzyma do końca kadencji (szefa Rady Europejskiej - przyp. red.) i nie będzie takich numerów robił, żeby ją skracać - mówi Jerzy Borowczak. Nie mamy takiego człowieka, który miałby takie doświadczenie, taką charyzmę i takie znaczenie w Europie i w świecie (jak Donald Tusk - przyp. red.). No nie mamy. No bo trudno drugą taką osobę w Polsce znaleźć. Nie tylko po naszej stronie - uważa gość Marcina Zaborskiego.

Borowczak pytany o wybory do europarlamentu mówi: Polki i Polacy, bo to teraz tak się dziś ładnie mówi, którzy chcą być w Unii Europejskiej, 80 procent Polaków chce być w Unii Europejskiej... Jeśli chcą być w tej Unii Europejskiej, to muszą głosować na zjednoczoną opozycję. Bo PiS tego nie gwarantuje.

Myślę, że na tę chwilę to jest niemożliwe - tak Borowczak odpowiadał w internetowej części Popołudniowej rozmowy na pytanie o ewentualne przyznanie pośmiertnego, państwowego odznaczenia zamordowanemu prezydentowi Gdańska Pawłowi Adamowiczowi. Gość Marcina Zaborskiego mówił: Wielu moich kolegów od prezydenta Dudy nie przyjmuje odznaczeń, dlatego że uznają pana prezydenta Dudę za tego, który łamie konstytucję i od niego żadnych odznaczeń nie chcą. Polityk zapewnił: Na pewno jeden z większych obiektów lub jedną z ulic w Gdańsku nazwiemy imieniem Pawła Adamowicza.

Jerzy Borowczak w Popołudniowej rozmowie w RMF FM. Posłuchaj!

20.02 Gość: Jerzy Borowczak

Marcin Zaborski, RMF FM: Poseł, który zamyka na chwilę oczy i oczami wyobraźni widzi wielką galę, a na niej: Jarosław Kaczyński, Krystyna Pawłowicz, Adam Michnik, Władysław Frasyniuk, Aleksander Hall np. - bohaterowie wydarzeń sprzed 30 lat. W jednym miejscu, obok siebie. Wyobraża pan sobie, że wszyscy będą świętować rocznicę wyborów z 1989 roku?

Jerzy Borowczak: Absolutnie w to nie wierzę. Jest taki rozłam, taki dół głęboki wykopany. Miałem taką sytuację, że też sobie nie wyobrażałem, kiedy obchodziliśmy 25-lecie "Solidarności". Pracowaliśmy wtedy dość sprawnie, udało się pod Stocznią Gdańską zgromadzić chyba ze 30 premierów.

A 4 czerwca w tym roku w Gdańsku będzie miejsce dla prezydenta, premiera i ministrów?

Dla wszystkich będzie. Tylko czy będą chcieli w tym uczestniczyć?

A będą zaproszeni?

Myślę, że tak. Myślę, że tu nie będzie najmniejszych wątpliwości, jeśli chodzi o zaproszenie. Wiemy, jakie jest stanowisko pana prezydenta i opcji dzisiaj rządzącej co do 4 czerwca. Nie uważają tego za sukces, za zwycięstwo. Mówią obraźliwe rzeczy o  4 czerwca, o Okrągłym Stole...

Różne rzeczy mówią, panie pośle. Różne wypowiedzi można by tutaj przywoływać. Nie wszystkie są obraźliwe i nie wszystkie mówią, że stało się tam coś złego.

Wie pan, jeśli mówią to doradcy pana prezydenta i to z tej najwyższej półki, że przy Okrągłym Stole to się agenci dogadali z komunistami...

Ten jeden głos ma przesądzić, że wszyscy tak uważają i wszyscy tak myślą?

Jeśli nie zaprzeczają, jeśli ci doradcy jeszcze awansują, są na wszystkich innych imprezach to znaczy, że pan prezydent to akceptuje. Ja bym takiego doradcę natychmiast odwołał.

Może pan zapewnić dzisiaj, że te obchody 4 czerwca w Gdańsku nie staną się sceną promowania Donalda Tuska w polskich kampaniach wyborczych?

Pan premier Donald Tusk bardzo cenił sobie 4 czerwca. Myślę, że dołoży swoją cegiełkę, żeby te obchody były naprawdę wielkie, tak jak wielka rola była 4 czerwca polskiego społeczeństwa.

Dołoży - to znaczy będzie tam obecny?

Na pewno będzie. Na pewno będzie wśród przywódców europejskich, którzy będą chcieli razem z nami tego 4 czerwca świętować.

A kogo my tam zapraszamy z Europy?

Myślę, że wszystkich - nawet zaprosimy Orbana. Tylko nie wiem, czy przyjedzie.

Zapraszamy wszystkich przywódców wszystkich krajów UE?

Wszystkich krajów. Otwarte spotkanie, tak jak zapraszaliśmy na 25-lecie "Solidarności". Nawet był prezydent Obama.

Czyta pan i słyszy, że ta rocznica w Gdańsku ma być początkiem nowego projektu politycznego o roboczej nazwie Ruch 4 czerwca. Potrzebny jest opozycji taki nowy ruch?

Myślę, że może samorządowcom. Musimy pamiętać, że nie organizują tego na pierwszej linii politycy. Podjęli taką decyzję samorządowcy, a przede wszystkim Paweł Adamowicz, który od 5 lat nie był członkiem Platformy Obywatelskiej. To on napisał list przed śmiercią - 2 dni chyba - że zaprasza i że chce właśnie w Gdańsku zrobić takie uroczystości z okazji tego 4 czerwca.

No tak, ale na początku lutego "Rzeczpospolita" pisała, że w sprawę zaangażowany jest bezpośrednio szef Rady Europejskiej Donald Tusk. To jemu jest potrzebny taki nowy ruch polityczny?

Myślę, że nie. Myślę, że jeszcze troszeczkę będzie w parlamencie. Jaki ma że tak powiem cel...

W Radzie Europejskiej? O tym pan myśli?

Tak, o Radzie Europejskiej. Czy będzie chciał być prezydentem Polski - o tym się ciągle mówi. Myślę, że jak powiedział, że gdyby Kaczyński wystartował to on już dziś mówi, że tak. Przeciwko Kaczyńskiemu.

Tak, to słyszeliśmy. Ale wyobraża sobie, że Donald Tusk skraca swoją kadencję w Europie...

Nie, to nie jest możliwe.

Przychodzi tutaj wcześniej, jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, żeby pomóc opozycji, ratować opozycję?

Jak znam Donalda Tuska - a znamy się jeszcze z czasów jego studiowania na Uniwersytecie Gdańskim, później pracowaliśmy blisko w spółdzielni Świetlik kilkanaście lat... Uważam, że on dotrzyma do końca tej kadencji i nie będzie takich numerów robił, żeby skracać. 

Ale skoro ciągle tak wielu mówi głośno: Tusku, musisz, Tusku, wracaj, Tusku, startuj, to co to mówi o kondycji opozycji w Polsce?

To mówią przeważnie dziennikarze. 

Słyszę polityków, którzy to mówią, panie pośle. 

Ja nie słyszałem w Platformie. 

Są też tacy, przychodzą tu do studia - proszę mi wierzyć. 

Ja też chciałbym, żeby on wrócił. To jest mój przyjaciel od lat. Mamy bardzo dobry kontakt, gramy razem w piłkę. 

Ale to znaczy, że nie macie takiego człowieka, którym moglibyście go zastąpić, tutaj, teraz, dzisiaj.

Nie mamy takiego człowieka, który miałby takie doświadczenie i taką charyzmę i takie znaczenie w Europie i w świecie. No nie mamy. No bo trudno drugą taką osobę w Polsce znaleźć. Nie tylko po naszej stronie.

Wybory coraz bliżej. W politycznym teatrze coraz ciekawiej. Nawet cuda się dzieją. Koalicja Europejska, jak słyszymy, powstaje. Nie boi się pan, że nie wszyscy zrozumieją, skąd taka patchworkowa rodzina polityczna?

Myślę, że ten elektorat, który wychodził na ulicę i krzyczał: "Opozycja zjednoczona", uczestniczyłem w tych marszach po Warszawie... 100 tys., 150 tys. - różnie będziemy mówili. Ale gdziekolwiek byłem, na jakichkolwiek spotkaniach, a proszę nam wierzyć - jako klub parlamentarny PO objeździliśmy całą Polskę, byliśmy we wszystkich powiatach i na każde spotkania przychodzili od lewa do prawa, do mniejszego prawa - "zjednoczcie się".

I nikt nie pytał, jak to jest? No bo PO powstała w kontrze do SLD. Nowoczesna powstała w kontrze do PO. Partia Teraz Ryszarda Petru powstała po rozbiciu Nowoczesnej. I wszyscy dziś pójdą pod rękę, ramię w ramię, w ramach jednej, wielkiej Koalicji Obywatelskiej...

To się już kiedyś tak zdarzyło.

Taki groch z kapustą, albo kogel mogel, jak kto woli.

Nie, ale był taki AWS.

I jak się skończyło - pamięta pan?

To się skończyło dlatego, że byliśmy w koalicji z Unią Wolności i oni wystąpili z koalicji.

A teraz nikt nie wystąpi? Jest pan absolutnie spokojny, że to się nie może powtórzyć?

Jestem spokojny, że robimy wybory do europarlamentu i musimy te wybory wygrać. Musimy mieć tam taką równoważnię, aby Polska dalej była przez Unię Europejską traktowana poważnie.

Żeby wygrać wybory, trzeba mieć konkretną propozycję dla wyborców. Rafał Dutkiewicz, były prezydent Wrocławia mówi w tygodniku "Wprost" tak: "Platforma nie kładzie na stół żadnej oferty dla Polski. Mówiąc krótko, nie wiadomo, jaka ma być Polska pod jej rządami". To mówi człowiek, który nie jest zapiekłym wrogiem Platformy Obywatelskiej, a już na pewno nie jest stronnikiem PiS. Macie problem?

Myślę, że nie mamy takiego problemu. Pamiętam jak pan Rafał Dutkiewicz własną organizację szykował. Prezydentów miast do Senatu i tylko jeden senator był, a są okręgi jednomandatowe. Myślę, że na eksperta pan Dutkiewicz jest trochę za krótki.

Świetnie. Spójrzmy w przyszłość, a nie w przeszłość. Co takiego Platforma oferuje dzisiaj Polakom, że mieliby się zachwycić waszą ofertą? Konkretnie, co macie do zaoferowania?

Polki i Polacy, bo to teraz tak się dziś ładnie mówi, którzy chcą być w Unii Europejskiej, 80 procent Polaków chce być w Unii Europejskiej... To jeśli chcą być w tej Unii Europejskiej to muszą głosować na zjednoczoną opozycję. Bo PiS tego nie gwarantuje.

Myśli pan, że to wystarczy? PiS będzie mówił o pieniądzach, będzie mówił o tym, jakie podatki obniżył, ile pieniędzy do kieszeni Polaków wpadło. Wy będziecie mówili hasło Unia Europejska? To wystarczy?

Ja myślę, że mamy już dość wyedukowane społeczeństwo i myślę, że już dobrze wie, że tyle pieniędzy można, ile się ma. I jeśli w domu byśmy prowadzili taką politykę, jak dziś prowadzi PiS, to by nasze gospodarstwa bardzo szybko zbankrutowały. Proszę zobaczyć na wyniki spółek skarbu państwa, wszystkie dołują. Wszystkie. Sprowadzamy 17 mln ton węgla. Za naszych czasów sprowadzaliśmy 7 mln ton węgla. Więc ta gospodarka naprawdę jest na glinianych nogach.