RMF24 RMF FM RMF MAXX RMF CLASSIC RMF ON
RMF24

Wypadek na Trasie Łazienkowskiej. Jest wyrok dla Łukasza Żaka

Opracowanie: Publikacja: Czwartek, 16 lipca (13:07)

20 lat więzienia - taki wyrok usłyszał Łukasz Żak (sąd zgodził się na podawanie nazwiska) w związku ze spowodowaniem śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie we wrześniu 2024 roku. Niespełna dwa lata temu Volkswagen kierowany przez Żaka uderzył w Forda, którym jechała czteroosobowa rodzina. Zginął 37-letni pasażer Forda. Jego żona i dzieci trafili do szpitala.

Wypadek na Trasie Łazienkowskiej. Jest wyrok dla Łukasza Żaka
Łukasz Żak na sali sądowej, zdj. Adam Burakowski /East News

Śródmiejski sąd rejonowy w Warszawie zdecydował, że Łukasz Żak - sprawca śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej - ma spędzić 20 lat w więzieniu. Po 15 latach będzie miał prawo do ubiegania się o zwolnienie warunkowe.

Żak musi jeszcze zapłacić na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej 10 tys. zł oraz wypłacić zadośćuczynienia dla rodziny zmarłego w wypadku po 300 tys. zł dla każdej z osób, a dla poszkodowanej w wypadku znajomej Pauliny 150 tys. zł.

Na początku procesu sąd zgodził się na publikację wizerunku i danych osobowych oskarżonego, powołując się przy tym na ważny interes społeczny.

Wyrok jest nieprawomocny. 

20 lat więzienia dla Łukasza Żaka. "To pierwszy tak wysoki wyrok"
Czas: 06:04

„Co trzeba mieć w głowie, żeby rozpędzić Arteona do 200 km/h?”


Sędzia Maciej Mitera w uzasadnieniu wyroku podkreślał, że Łukasz Żak był pod wpływem alkoholu, gdy wsiadł za kierownicę. W lokalu Ćma pił i później z pełną premedytacją wsiadł (za kierownicę - przyp. red.) – podkreślał sędzia.

„Co trzeba mieć w głowie, żeby rozpędzić Arteona do prędkości 200 km/h - to jest mały czołg. Nikt by nie miał szans z tym Arteonem. Rozpędził pan do tej prędkości mały czołg i z premedytacją pan to zrobił” - mówił sędzia.

Panie Żak, powiem tak: może na wyrok nie, ale na tę karę pracował pan sobie tutaj latami. To jest wypadkowa pana całej działalności - dodał.

„Tylko ta kara zabezpieczy społeczeństwo przed takimi kierowcami jak pan”


Obserwowałem pana podczas tego procesu. Wszystko pana interesowało, koszulki Vuitton, Balenciagi, ale nie to, co pan zrobił. Zero refleksji. Uważam, że będzie to dla pana jakaś taka refleksja - kontynuował w uzasadnieniu wyroku sędzia Mitera.

Wierzę w polski system penitencjarny. Wierzę, że tam pana nauczą. Pana również powinni tam nauczyć zwykłej kindersztuby - zauważył.

Testował pan moją cierpliwość wiele razy. Myślę, że wydałem tutaj orzeczenie sprawiedliwe. I jeszcze raz podkreślę: to nie jest wina mediów. Naprawdę to nie jest tu zapotrzebowanie medialne. Panie Żak, dlaczego ta kara? Nie chcę już, żeby były Julie, Jakuby, Pauliny, Anie, Kasie na drodze i uważam, że tylko ta kara zabezpieczy społeczeństwo przed takimi kierowcami jak pan - mówił sędzia.

Obrończyni Łukasza Żaka zapowiada apelację od wyroku

Mecenas Izabela Ławińska, obrończyni Łukasza Żaka, zapowiedziała apelację. Jej zdaniem wyrok 20 lat więzienia jest bardzo surowy, choć - jak oceniła - jej klient przyjął go z pokorą. Zwróciła uwagę, że jej klient sam zgłosił się na policję, co jest okolicznością łagodzącą.

Zaznaczyła, że Żak został „wytypowany” przez media. 

Ten człowiek został wybitnie postawiony na świeczniku. Zapewne znacie państwo przypadki innych przestępstw, gdzie znacznie gorsze czyny zostały popełnione i nie widziałam wtedy, żeby pojawiały się komentarze czy sugestie co do wyroku. Uważam, że mój klient został tutaj wytypowany, nie wiem z jakich względów - powiedziała mec. Ławińska. 

Pomagali Łukaszowi Żakowi, także zostali skazani

Współoskarżeni w procesie zostali skazani przez warszawski sąd rejonowy za pomoc Żakowi w próbie uniknięcia odpowiedzialności karnej. Wszyscy pomagali Łukaszowi Żakowi w ucieczce z kraju, zacierali ślady i nie pomogli na miejscu wypadku.

Kacper K., właściciel wypożyczalni aut, z której pochodziły pojazdy, oskarżony był o prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości, poplecznictwo oraz nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku. Sędzia Maciej Mitera skazał go łącznie na 5 lat więzienia, a także orzekł zakaz prowadzenia pojazdów przez 6 lat.

Aleksander G. i Maciej O. byli oskarżeni o poplecznictwo. Prokuratura zarzucała im m.in. pomoc w zacieraniu śladów oraz utrudnianie ujęcia sprawcy wypadku. Mężczyźni zostali skazani na 2 lata więzienia. Oskarżeni również o poplecznictwo i nieudzielenie pomocy Mikołaj O. i Damian J. zostali skazani na 4 lata więzienia.

Wszyscy muszą zapłacić po 40 tys. zł tytułem zadośćuczynienia dla każdego z trojga osób z rodziny ofiary wypadku oraz po 20 tys. zł na rzecz poszkodowanej w wypadku znajomej Żaka - Pauliny. K. Dodatkowo Kacper K. musi wpłacić na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej 10 tys. zł.
 

37-latek, który zginął w wypadku na Trasie Łazienkowskiej, osierocił dwoje dzieci

Dramat rozegrał się wieczorem 15 września 2024 r. na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Fordem podróżowała czteroosobowa rodzina - małżeństwo 37-latków oraz 4- i 8-letnie dziecko. Za kierownicą siedziała kobieta. 

Na wysokości przystanku Torwar doszło do zderzenia auta rodziny z Volskwagenem Aertonem. Zginął 37-letni pasażer Forda. Do szpitala trafiła jego żona i dzieci. Do lecznicy przewieziono także Paulinę K., która podróżowała Volkswagenem.

226 km/h, telefon w ręku - tak Żak miał zachowywać się tuż przed wypadkiem

Za kierownicą VW siedział Łukasz Żak. Według opinii biegłych w chwili wypadku był pijany i trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał swoją brawurową jazdę. Miał pędzić z prędkością 226 km/h. Na Trasie Łazienkowskiej obowiązuje ograniczenie prędkości do 80 km/h.

Po wypadku na miejsce zdarzenia przyjechali znajomi Żaka, którzy pomogli mu uciec. Po kilku dniach Żaka zatrzymano w Lubece w Niemczech na podstawie europejskiego nakazu aresztowania.

Wyrok po ponad rocznym procesie

 

Proces w sprawie wypadku na Trasie Łazienkowskiej ruszył w czerwcu 2025 r. w Sądzie Rejonowym Warszawa-Śródmieście. Oprócz Łukasza Żaka na ławie oskarżonych zasiadło jego sześciu kolegów. Sprawa jednego z nich – Kacpra D. – została wyłączona do odrębnego procesu.

W poniedziałek strony wygłosiły mowy końcowe.

„Postanowił wsiąść za kierownicę po wypiciu pół butelki wódki”

Prokurator Katarzyna Niemiec-Rudnicka podkreśliła, że w sprawie Łukasza Żaka nie ma żadnych okoliczności łagodzących. Zaznaczyła, że był wcześniej wielokrotnie karany – za przestępstwa z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, prowadzenie pojazdów w stanie nietrzeźwości i wielokrotnie za naruszanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów.

„Pomimo tego wszystkiego tamtej nocy Łukasz Żak po raz kolejny w swoim życiu postanowił wsiąść w stanie nietrzeźwości za kierownicę samochodu, po wypiciu pół butelki wódki. Po raz kolejny postanowił złamać absolutnie wszystkie przepisy ruchu drogowego, postanowił rozpędzić ten samochód do prędkości ponad 200 km/h w centrum Warszawy” – powiedziała prokurator.

Zaznaczyła, że po tym, jak Łukasz Żak wysiadł z samochodu po wypadku, nie zainteresował się nikim, nawet swoją partnerką, po czym uciekł z miejsca zdarzenia.

Podkreśliła, że po tym, jak trafił do aresztu w Niemczech, kontaktował się ze wszystkimi w tej sprawie. Części osób miał grozić, próbował też wpływać na świadków.

Prokurator zawnioskowała o wymierzenie Żakowi kary 20 lat więzienia z ograniczeniem możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie. Oprócz tego zawnioskowała o dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów, 600 tys. zł zadośćuczynienia dla pokrzywdzonej rodziny i 10 tys. zł świadczenia na fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

„Ja już nie wrócę do normalności”

Chciałabym, żeby ta sprawa miała wydźwięk społeczny. Chciałabym, żeby wyrok, który zostanie zasądzony, był przestrogą dla innych osób – mówiła w poniedziałek w sądzie wdowa po 37-latku. 

„Ja wiem, że już nie wrócę do normalności, ale jeśli ten proces, ta historia mojej rodziny ma możliwość wpłynięcia na uratowanie choć jednego życia, choć jednej rodziny, bo to może być każdy z nas, to ja uważam, że warto. Ja jedynie proszę o sprawiedliwość i liczę na to, że jakakolwiek empatia, jakakolwiek skrucha, której obecnie nie dostrzegam, pojawi się w tych osobach oskarżonych” – powiedziała.

„Na ławie oskarżonych siedzi człowiek powszechnie znienawidzony”

Pełnomocniczka Łukasza Żaka, adwokat Izabela Ławińska zaznaczyła w mowie końcowej, że wokół oskarżonego jeszcze przed wydaniem wyroku powstał medialny obraz człowieka, który przestał być człowiekiem.

Stał się symbolem, stał się twarzą społecznego oburzenia, stał się obiektem powszechnej nienawiści. W przestrzeni publicznej pojawiły się komentarze, które nie miały nic wspólnego z dowodami. Nie analizowano materiału procesowego. Nie czekano na zakończenie postępowania. Nie obowiązywała zasada domniemania niewinności. Zapadł wyrok opinii – zaznaczyła.

Podkreśliła jednak, że sąd nie jest opinią, a miejscem, w którym obowiązuje wyłącznie prawo. Jeżeli istnieje moment, w którym państwo prawa zdaje egzamin, to jest właśnie wtedy, gdy na ławie oskarżonych siedzi człowiek powszechnie znienawidzony – dodała.

Zaznaczyła, że nie budzi wątpliwości, iż zachowanie oskarżonego było przyczyną wypadku, jednak analiza skutków wymaga również uwzględnienia wszystkich okoliczności, mających wpływy. Przytoczyła m.in. opinię biegłych, którzy wskazali na poczytalność Żaka, jednak stwierdzili u niego zaburzenia reakcji na ciężki stres.

Wskazała również, że to Łukasz Żak sam zgłosił się na komisariacie w Niemczech. Zaznaczyła, że oskarżony stanął przed wymiarem sprawiedliwości, przyznał, że popełnił błąd.

Sprawiedliwa kara to nie kara najwyższa. Sprawiedliwa kara to taka, która pozostaje proporcjonalna – podkreśliła.

Łukasz Żak swoje stanowisko przekazał sędziemu w formie pisemnej. Ponownie przeprosił również obecną na sali wdowę po zmarłym w wypadku mężu.


Źródło: RMF24/PAP
Tagi: łukasz żak
chcesz widzieć więcej artykułów od RMF24? dodaj w Google

Najważniejsze Fakty

Zobacz również

Dalsza część artykułu pod materiałem video: