Kto jest w stanie przełamać dominację trzech zespołów w Polskiej Lidze Siatkówki? W ostatnim sezonie triumfowała ZAKSA, która od 2000 roku, występując pod różnymi nazwami, wymienia się tytułami ze Skrą i Resovią. Wyjątkiem był 2004 rok, kiedy triumfowało Jastrzębie. Na medale w tym sezonie ostrzy sobie zęby Aluron Virtu CMC Zawiercie. Drużyna, która zajęła czwarte miejsce w poprzednim sezonie, jest w stanie wygrać z każdym. Dlatego o nadchodzącym sezonie rozmawialiśmy z weteranem Plus Ligi – Grzegorzem Boćkiem.

Wojciech Marczyk RMF FM: Który to już sezon w Plus Lidze?

Grzegorz Bociek: Cztery... Pięć... Sześć... Siedem... Ósmy!

Najtrudniejszy?

Każdy sezon jest ciężki. Im człowiek starszy, tym trudniej wstać z łóżka rano. Doświadczenie jednak przychodzi i nie są aż tak ciężkie te sezony.

Wielu zawodników mówi, że poziom tej ligi rośnie. Też masz takie poczucie?

Wydaje mi się, że tak. To widać. Drużyny robią transfery, wzmacniają się. Widać, jak trenerzy przygotowują zawodników do kolejnych sezonów. Ta siatkówka idzie do przodu. Fajne jest to, że poziom sportowy w Polsce idzie do góry.

To będzie dla was sezon inny niż wszystkie. Po rewelacyjnym czwartym miejscu w poprzednim sezonie, gdzie już marzyliście o krążkach - teraz te wymagania są chyba wyższe?

Chcemy zostać na tym samym poziomie i być w czwórce. Myślę, że jest to realne, aczkolwiek wszyscy się zbroją, my też i zobaczymy, jak będzie ze zdrowiem. Jeśli wyleci nam trzech czy czterech czołowych zawodników, to ciężko będzie utrzymać się na tym miejscu z zeszłego sezonu. Zawsze jednak jako sportowcy podnosimy sobie poprzeczkę i liczymy, że w tym będzie jeszcze lepiej.

W zeszłym sezonie wiele czynników złożyło się na wynik. M.in. kryzys Skry i Resovii. Czy problemy tych zespołów mogą się powtórzyć?

Przypomnę jeszcze o problemach Stoczni Szczecin. Trzy zespoły odpadły i kto wie, jakby to było... Różnie to bywa. Jeśli zaczniemy grać swoją siatkówkę i się bawić, to spokojnie jesteśmy w stanie wygrać z każdym zespołem. Pracujmy i róbmy swoje, a wynik przyjdzie.

A jak wrażenia po tym ósmym okresie przygotowawczym?

Jakoś się żyje. Boli wszystko, ale jesteśmy zadowoleni. Trener jest zadowolony. Zostaliśmy poprowadzeni bez kontuzji, więc to jest wielki pozytyw.

Zespół trochę się zmienił. Dwóch graczy poszło do Zaksy, ale są nowi, m.in. Nikołaj Penczew.

Dlatego nie ma co się załamywać. Trzeba patrzeć na to pozytywnie. Niko jest wzmocnieniem tej drużyny. Przyszedł Wojtek Ferens. Środek też mamy z najwyższej półki. Dlatego nie można mówić, że jesteśmy osłabieni, tylko wzmocnieni.

Wielu zawodników z waszego zespołu było na miejscu przez cały okres przygotowawczy. Patrząc np. na zespoły grające w Superpucharze - tam widać brak zgrania.

W Zaksie jest większość kadrowiczów, a zgranie przyjdzie im szybko, choć trenowali pewnie tylko tydzień. Oni potrafią na samym talencie grać w siatkówkę. Jeśli doszlifują formę, to może nawet w Lidze Mistrzów powalczą o jakieś medale.

Skoro jesteście teraz w gronie mocnych zespołów, to nie będzie wam trudniej? Przeciwnicy będą zapewne inaczej przygotowywać się do spotkać z wami.

Przewaga jest taka, że gramy w swoim małym piekiełku. W zeszłym sezonie przegraliśmy tam trzy spotkania. To nasza wielka przewaga. Jadąc do przeciwnika, nie lekceważymy go, ale liczymy, że oni nas zlekceważą. Robimy swoje i liczymy, że wszystko pójdzie ku dobremu.

Pierwszy mecz z Cuprum Lubin. Chyba słabszy od was przeciwnik?

Teoretycznie. To jest właśnie to nastawienie. Jeśli pomyślisz, że oni właśnie skończyli sezon w dolnej części tabeli, to mentalnie wchodzisz w ten mecz z gorszym poziomem. Dlatego trzeba się sprężyć i zagrać dobrą siatkówkę.

Czujesz się w Zawierciu jak w domu?

Bliżej domu, niż dalej. Podoba mi się Zawiercie i nie ukrywam, że wiąże z nim przyszłość. Nie lubię jednak planować. Nie wiem, co będzie za rok czy dwa lata. Jeśli będzie zdrowie i poziom siatkarski, to Zawiercie będzie chciało mnie zostawić i będę mógł pomyśleć o jakiejś przyszłości.

Patrząc na wasz skład, jesteś jednym z zawodników, którzy są tu długo.

Teraz to trzeci sezon. Jest też paru chłopaków, którzy grają trzeci sezon. Ciężko jednak w klubach osiąść na dłużej. Cztery lata siedziałem w Zaksie i było fajnie, teraz jestem tutaj i jest jeszcze lepiej.

Czyli kochasz małe miasteczka?

Nie lubię dużych miast i tłoku. Tu jest fajnie, cicho. Jest jedna główna ulica, która przechodzi przez Zawiercie. Wszędzie jest blisko.

Idąc ulicą kibice wam się kłaniają. To też motywuje?

U nas tak jest. Całe Zawiercie żyje naszą siatkówką. Wciąż pytają: kiedy mecz, jak zdrowie. To nam nie przeszkadza i mam nadzieję, że kibice nie zmienią się mentalnie. Wiem, jak to jest z upływem czasu: kibice myślą, że skoro gramy z danym zespołem, to będzie spokojne zwycięstwo, a tak nie jest.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Wiem, że kibice potrafią się zmieniać i patrzeć na to, że jak jest dobrze to dobrze, ale kiedy przyjdzie gorszy sezon, to z kibicami jest różnie. Myślę, że tutaj jest zdecydowanie pozytywnie. Kibice żyją siatkówką. Gdybyś wyszedł w koszulce Aluronu nawet jako dziennikarz, to by zagadywali do ciebie.

Klimat jest faktycznie inny, ale chcielibyście większą halę?

Przydałaby się. Trzeba się jednak wstrzymać. Są owszem jakieś plany i pomysły, ale my jesteśmy tylko zawodnikami i robimy to, co mamy w kontrakcie.

Atmosfera w zespole chyba jest dobra?

Jest OK. Skoro jest zdrowie i poziom siatkarski, to nie ma problemów i czepiania się. Gorzej, gdy przegrywa się spotkanie i wchodzi niepotrzebna zła chemia.

Cele na ten sezon?

Cel jest jeden. Być w szóstce i walczyć o medale. Będziemy chcieli być też w turnieju głównym Pucharu Polski i walczyć o trofeum.