Serwis The War Zone (TWZ) doniósł, że dron RQ-180 operuje w rejonie Zatoki Perskiej. Maszyna, której istnienia Stany Zjednoczone oficjalnie nie ogłosiły, ma realizować misje rozpoznania obrazowego i elektronicznego. To maszyna zdolna do operowania na bardzo dużych wysokościach i o niezwykle długim zasięgu, może działać w tzw. bańkach antydostępowych". "USA budują drony nie na wojny, które trwają teraz, lecz na te w dalekiej przyszłości" - ocenia kmdr rez. Maksymilian Dura.

Specjalizujący się w tematyce związanej z wojskowością serwis branżowy The War Zone (TWZ) doniósł w środę, że dron RQ-180 operuje obecnie w rejonie Zatoki Perskiej w ramach amerykańsko-izraelskiej operacji morsko-powietrznej.

Pentagon nigdy nie ogłosił powstania tej maszyny i wprowadzenia do służby. W rejonie Zatoki Perskiej ma ona realizować misje rozpoznania obrazowego i elektronicznego. Oprócz zdolności do operowania na bardzo dużych wysokościach i niezwykle długim zasięgu ma być przystosowana do realizacji misji w tzw. bańkach antydostępowych, czyli strefach, w których operowanie innych maszyn jest niemożliwe. W nomenklaturze wojskowej określa się takie rejony jako A2/AD.

Jakie są dowody na istnienie RQ-180?

Jak podał TWZ, dowód na obecność w regionie tej maszyny miały stanowić zdjęcia wykonane w czasie jej awaryjnego lądowania w greckiej bazie lotniczej pod miastem Larisa, do którego doszło pod koniec ub. tygodnia. Choć lokalny portal onlarissa.gr błędnie zidentyfikował obiekt jako bombowiec B-2, analiza materiałów wideo przeprowadzona przez ekspertów The War Zone wykazała, że maszyna ma cechy projektu statku bezzałogowego RQ-180.

Serwis Aviation Week już w grudniu 2013 r. ujawnił, że koncern Northrop Grumman wygrał tajny kontrakt na budowę dużego drona typu stealth (niewykrywalnego przez radary), klasy HALE (High-Altitude Long-Endurance), czyli operującego na dużych wysokościach i o dużym zasięgu. Ustalenia te bazowały na analizie wydatków budżetowych amerykańskich sił powietrznych USAF, które w sekcji systemów zintegrowanych raptownie wzrosły o 2 mld USD. Z późniejszych publikacji, m.in. w serwisach Military Watch Magazine wynika, że program miał być testowany w Strefie 51, czyli w Air Force Flight Test Center w Nevadzie, a od 2019 r. jednostka miała operować z bazy Beale w Kalifornii.

Kmdr Dura: Zbyt drogie, zbyt wyrafinowane i zbyt trudne w eksploatacji

Ekspert Defence24 kmdr por. rez. Maksymilian Dura ocenił w rozmowie z PAP, że to może być jakaś nowsza wersja drona RQ-170. Wielkość, kształt budowa i zastosowana technologia stealth są te same. Amerykanie nigdy nie pokazywali tego typu maszyn, natomiast od czasu do czasu pojawiają się ich zdjęcia - wskazał kmdr Dura.

Ekspert przyznał, że Stany Zjednoczone budują drony nie na wojny, które trwają teraz, lecz na te w dalekiej przyszłości. A ten jest przykładem, jak wydają pieniądze na swoje zbrojenia - tworzą najwyższe technologie, które później okazują się całkowicie nieprzydatne do walki z takimi przeciwnikami jak Federacja Rosyjska czy Iran - zwrócił uwagę.

W ocenie Dury takie drony są bowiem zbyt drogie, zbyt wyrafinowane i zbyt trudne w eksploatacji, żeby używać ich na skalę, w której byłyby skuteczne na przykład w odniesieniu do operacji w Iranie. Moim zdaniem to ślepa uliczka. Oczywiście to najnowocześniejszy system uzbrojenia, który kosztuje ogromne pieniądze, nie ma niczego lepszego na świecie. Tylko czy to załatwia sprawę? Cieśnina Ormuz wciąż pozostaje zablokowana - przekonywał rozmówca PAP.

Dron przechwycony przez Irańczyków

Jak dodał, podobna maszyna RQ-170, pomimo olbrzymiego zaawansowania technologicznego, została przechwycona przez Irańczyków, którzy ją skopiowali. Jeśli Amerykanie teraz wysyłają nad Iran RQ-180, ryzykują, że to się powtórzy - przestrzegł.

Do sytuacji, o której wspomniał kmdr Dura, doszło na początku grudnia 2011 r. Należący do CIA RQ-170 Sentinel, wyprodukowany przez Lockheed Martin i operujący z Afganistanu, został przejęty przez siły irańskie w pobliżu miasta Kaszmar. Teheran podał w komunikacie, że jego jednostki walki elektronicznej zdołały przejąć kontrolę nad maszyną i zmusić do lądowania, co pozwoliło na pozyskanie prawie nieuszkodzonego egzemplarza. Stany Zjednoczone najpierw temu zaprzeczały, twierdząc, że straciły drona nad Afganistanem. Potem jednak potwierdziły, że maszyna rozbiła się lub została sprowadzona na ziemię w irańskiej przestrzeni powietrznej.