Córka Ryszarda Sobiesiaka, Magdalena, podobnie jak jej ojciec próbowała bawić się ze śledczą komisją hazardową. Kiedy padały niewygodne pytania, odpowiadała: Nie mam wiedzy, nie pamiętam. Przyjęła więc taktykę podobną do ojca, tyle że raczej kokietowała sejmowych śledczych, niż atakowała.

Sejmowa gra w kotka i myszkę w relacji Mariusza Piekarskiego

Bartosz Arłukowicz bezskutecznie próbował między innymi wypytać Magdalenę Sobiesiak o lokal na warszawskim Żoliborzu, w którym jej rodzina chciała otworzyć kolejny salon gier. Podobnie bezowocna okazała się próba ustalenia, czy to Marcin Rosół pomagał Sobiesiakom w załatwieniu lokalu i czy Magdalena Sobiesiak rozmawiała z nim telefonicznie na ten temat.

Córka hazardowego lobbysty przyznała jednak, że inicjatorem jej spotkania z Marcinem Rosołem 24 sierpnia 2009 roku ws. jej zgłoszenia na członka zarządu w Totalizatorze Sportowym, nie była ona sama, ale prawdopodobnie jej ojciec: Niewykluczone, że tata. Nie przypominam sobie, żebym ja była inicjatorem. Zapytana o to, kto wyznaczył miejsce i czas spotkania, powiedziała, że "niewykluczone", że zadzwonił do niej w tej sprawie Rosół. Sobiesiak zeznała, że - z tego, co pamięta - wstępnie miejscem spotkania miała być nie restauracja "Pędzący królik", ale Ministerstwo Sportu.

Powiedziała również, że podczas spotkania 24 sierpnia Rosół powiedział jej, że bez względu na to, że ma kwalifikacje, były doradca Totalizatora Sportowego Marek Przybyłowicz "zrobi wszystko", żeby podważyć jej kandydaturę do objęcia posady w zarządzie TS. Pan Rosół przekazał mi tę informację o zagrożeniach i prosił, żebym podjęła decyzję o ewentualnym wycofaniu.

Sobiesiak: Stanęłam do konkursu, żeby się sprawdzić

Zeznając przed komisją próbowała też wyjaśniać, dlaczego starała się o pracę w Totalizatorze. Jak powiedziała, chciała tam pracować, by się sprawdzić i rozwijać karierę poza rodzinnym biznesem. Dlatego stanęła do konkursu. To, że jej ojciec prosił o pomoc samego ministra, to według niej nic złego. Prosił o pomoc kilku znajomych, między innymi Marcina Rosoła, którego Sobiesiakówna poznała w Zieleńcu. W Warszawie spotkała się z nim trzy razy, by zweryfikował jej dokumenty - niezbędne, by przestąpić do konkursu. Miał podobno sprawdzić tylko, czy nie ma w nich błędów. Pierwszy raz aplikowałam o pracę w dużej państwowej firmie. Każda pomoc była dla mnie ważna. Pan Rosół wydawał mi się wiarygodnym źródłem informacji oraz osobą mającą doświadczenie w przygotowaniu dokumentów aplikacyjnych. Nie widziałam w tym nic zdrożnego - mówiła. Widzieli jednak członkowie komisji: To jest pytanie, w ilu komisjach konkursowych brał udział pan Rosół, że jest takim specjalistą od spraw sprawdzania od formalnej strony zgłoszeń w tego typu konkursach.

Mało przekonujące tłumaczenia córki Sobiesiaka śledził Mariusz Piekarski

Magdalena Sobiesiak zapewniła również, że nie było żadnego przecieku o akcji CBA. Według byłego szefa Biura Mariusza Kamińskiego, Sobiesiakównę miał ostrzec Marcin Rosół. Później córka hazardowego lobbysty miała zrezygnować z ubiegania się o posadę w TS. Ona jednak przekonywała, że podjęła taką decyzję, ponieważ Rosół mówił o jakiejś tajemniczej negatywnej kampanii medialnej.

Nie potrafiła jednak przekonująco uzasadnić, dlaczego - choć była dobrze przygotowana, miała gotową strategię rozwoju dla Totalizatora, pomagał jej były prezes tej spółki i nic podobno nie wiedziała o zakulisowym wsparciu ojca - tak nagle wycofała się z ubiegania o posadę.

Zdaniem Zbigniewa Wassermanna, teoria o ewentualnych donosach to tylko próba przykrycia faktycznego przecieku. Ze stenogramów wynika co innego: depczą nam po piętach, już nas mają, to uciekajmy z każdej sfery, gdzie jest zagrożenie - mówił poseł PiS. Wassermann dodał, że córka Sobiesiaka w Totalizatorze miała być "kołem zamachowym" jego interesów w branży hazardowej. Dlatego była gotowa porzucić kasyna, salony gier i hotele dla słabo płatnej pracy w Totalizatorze.

W swobodnej wypowiedzi przed rundą pytań Magdalena Sobiesiak podkreśliła, że - według niej - nie było powodów do wzywania jej przed komisję śledczą. Staję przed komisją z jednego jedynego powodu :bo nazywam się Sobiesiak. Jestem dumna z tego nazwiska i żadne wypowiedzi prezentowane przez polityków tego nie zmienią - zaczęła swoją wypowiedz. Przeprosiła też za zachowanie ojca, który kiedy wchodził na przesłuchanie, nazwał dziennikarzy "swołoczą"

Jedyną dobrą stroną mojego przesłuchania jest możliwość przedstawienia mojej wersji. Żadnym swoim działaniem nie dałam podstaw do oskarżeń - powiedziała Magdalena Sobiesiak.

Podobnie jak ojciec, Sobiesiakówna pojawiła się na przesłuchaniu razem z pełnomocnikiem. Reprezentował ją mecenas Ryszard Bedryj. Jego zdaniem, wezwanie Sobiesiak to naruszenie przysługujących jej praw jako obywatela, bo córka hazardowego lobbysty nie pełniła żadnej funkcji państwowej. Mecenas powiedział, że badanie działalności podmiotów prywatnych nie jest przedmiotem prac komisji.

Pod koniec przesłuchania Bedryj ponownie zabrał głos. Chciałem w imieniu pana Ryszarda Sobiesiaka i na jego prośbę przeprosić pana przewodniczącego, wszystkich członków komisji śledczej, jeżeli wypowiedź świadka, jego zeznania zostały odebrane jako obrażające lub aroganckie - oświadczył. Ubiegłotygodniowe przesłuchanie Sobiesiaka zdecydowano się po sześciu godzinach prowadzić dalej w trybie zamkniętym. Biznesmen nie chciał bowiem odpowiadać na pytania śledczych przed dziennikarzami.

"Magda musi się tylko trochę słuchać"

Z informacji zawartych w dokumencie CBA z września 2009 roku wynika, że Sobiesiak chciał załatwić swojej córce "intratną" posadę; kontaktował się w tym celu nie tylko z Drzewieckim ale też szefem jego gabinetu politycznego Marcinem Rosołem.

Biznesmen dał CV swojej córki Drzewieckiemu na przełomie kwietnia i maja 2009 roku. Ten, przekazał następnie sprawę Rosołowi. Jednocześnie Sobiesiak rozmawiał też z byłym urzędnikiem Ministerstwa Finansów w Departamencie Gier Losowych i Zakładów Wzajemnych, byłym prezesem Totalizatora Sportowego Sławomirem Sykuckim.

To wtedy - jak napisało CBA - pojawił się pomysł "usadowienia" Magdaleny Sobiesiak w zarządzie Totalizatora. Sykucki i Rosół mieli sugerować, żeby Sobiesiakówna wycofała swoje udziały z firmy hazardowej Golden Play oraz zrezygnowała ze stanowiska wiceprezesa zarządu Casino Polonia.

W materiałach CBA znajduje się również stenogram z podsłuchanej rozmowy Sykuckiego i Sobiesiaka, podczas której były prezes Totalizatora Sportowego mówił: "Można tak podzielić rynek, że Totalizator będzie miał pieniądze i wszyscy prywatni będą mieli, Magda tylko się musi trochę słuchać". Były szef CBA Mariusz Kamiński zeznając w styczniu przed komisją hazardową ocenił, że chodziło o nieformalne podzielenie rynku.

Magdalena Sobiesiak złożyła aplikację do Totalizatora 18 sierpnia 2009 roku i przeszła pierwszy etap rekrutacji. Dwa dni przed decydującą rozmową z radą nadzorczą spółki zrezygnowała.