Na froncie wschodnim trwa impas, na którym zdecydowanie więcej traci Ukraina niż Rosja. Ekspert zwraca uwagę, że żeby zrekompensować braki Ukrainy, konieczne jest wsparcie ze strony państw Zachodu. W tej chwili to właśnie Republikanie blokują przekazywanie środków, a prezydent Joe Biden ma tutaj jednak dość ograniczone możliwości - wyjaśnia prof. Milczanowski.
Gość internetowego Radia RMF24 uważa, że jest to sytuacja niebezpieczna nie tylko dla Ukrainy, ale i całej Europy. Rosja rozpędzona tutaj ewentualnym sukcesem na pewno będzie chciała działać dalej. Zauważmy, że te nastroje w Rosji są bardzo rozbujane. Jeżeli Putin rzeczywiście da im sukces w postaci pokonania Ukrainy, jeżeli do tego by doszło, to w tej sytuacji takiej mobilizacji, przestawienia na tory wojenne całego państwa nie będzie wyhamowania tego impetu, tylko będzie wskazywanie kolejnych celów - ostrzega ekspert.
Reporterzy przebywający na Ukrainie donoszą, że duża część żołnierzy na froncie to mężczyźni w wieku 40-50 lat. Wynika to z tego, że większość ukraińskiego wyposażenia to sprzęt postsowiecki, który potrafią obsługiwać jedynie starsi. Braki w nowoczesnym uzbrojeniu, ciągły impas i coraz większe straty w ludziach, powodują zmniejszanie się entuzjazmu do dalszej walki po stronie ukraińskiej.
Jeżeli jest impas, to po stronie rosyjskiej nic się nie zmienia. Oni i tak są pchani przez siły polityczne. Z tyłu są oddziały, które pilnują, żeby nikt z frontu nie uciekł. A po stronie ukraińskiej kluczowe są morale. Jeżeli nie będzie widać w ogóle szans na zwycięstwo, czyli odepchnięcie Rosjan z terenów zajętych, no to wtedy w oczywisty sposób to zaangażowanie będzie maleć - ocenia politolog.
Jego zdaniem, kluczowa jest tutaj rola Zełenskiego, który musi dbać o morale zarówno żołnierzy, jak i obywateli. Ta rola prezydenta jest właśnie taka, żeby zarówno wojskowi na froncie, którzy nie widzą całego obrazka, jak i ludność cywilna nie poddawała się depresji, która powoduje, że o wiele mniej dynamiczne są także działania wojskowe, bo potrzeba zaopatrzenia, potrzeba wsparcia - tłumaczy gość Tomasza Terlikowskiego.
Pojawiają się głosy amerykańskich polityków na temat wyborów prezydenckich na Ukrainie w 2024 roku. Wynika z nich, że jeżeli Ukraina jest państwem demokratycznym, wybory powinny się odbyć. Zdaniem eksperta są to niepokojące sygnały ze strony Zachodu, które mogą świadczyć o tym, że Stany Zjednoczone liczą na zmianę ukraińskiej administracji.
Nie wyobrażam sobie demokratycznych wyborów w stanie wojny i okupacji części terytorium, uchodźstwa i ciągle ginących żołnierzy. W jaki sposób ludzie mieliby myśleć o wyborach i wybierać program polityczny? To jest absurd zupełny. Jeżeli mówimy w ogóle o demokratycznych wyborach, no to one po prostu nie mogą się odbyć w czasie wojny - komentuje na zakończenie rozmowy prof. Maciej Milczanowski.