Najnowsze badania naukowców ujawniają niepokojące tempo cofania się lodowców Antarktydy. Co trzy lata kontynent traci pokrywę lodową o powierzchni porównywalnej z obszarem metropolitalnym Los Angeles. Eksperci ostrzegają, że tak szybkie topnienie lodu może mieć katastrofalne skutki dla poziomu mórz i życia milionów ludzi na całym świecie.

  • Najnowsze badania pokazują, że niemal jedna czwarta lodowców Antarktydy, które sięgają wybrzeża, cofa się.
  • 77 proc. linii brzegowej Antarktydy jest stabilne, ale pozostałe części, zwłaszcza Antarktyda Zachodnia i Półwysep Antarktyczny, tracą ogromne ilości lodu.
  • Lodowce Pine Island, Thwaites i Smith cofnęły się o dziesiątki kilometrów.
  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Najnowsze badania opublikowane na łamach prestiżowego czasopisma "Proceedings of the National Academy of Sciences" rzucają nowe światło na skalę i tempo cofania się lodowców na tym kontynencie. Wyniki są alarmujące: niemal jedna czwarta lodowców Antarktydy, które sięgają wybrzeża, cofa się.

30 lat obserwacji - przełomowe wnioski

Za przełomowymi analizami stoi międzynarodowy zespół naukowców, kierowany przez Uniwersytet Kalifornijski w Irvine. Przez 30 lat badacze korzystali z danych pochodzących z satelitów Europejskiej Agencji Kosmicznej, Kanady, Japonii, Włoch, Niemiec i Argentyny, a także z komercyjnych źródeł, takich jak ICEYE czy Airbus U.S. To właśnie połączenie tych zasobów umożliwiło stworzenie najdokładniejszego w historii zapisu zmian w pokrywie lodowej Antarktydy.

Jak podkreślają autorzy, 77 procent linii brzegowej Antarktydy pozostało stabilne od 1996 roku. Jednak to, co dzieje się w pozostałej części, budzi poważny niepokój. Najbardziej dramatyczne zmiany dotyczą Antarktydy Zachodniej, Półwyspu Antarktycznego oraz części Antarktydy Wschodniej. W sumie odnotowano utratę aż 12 820 kilometrów kwadratowych lodu.

Wśród najbardziej zagrożonych sektorów wymienia się Morze Amundsena i Getza w Antarktydzie Zachodniej. To właśnie tam lodowiec Pine Island cofnął się aż o 33 kilometry, Thwaites o 26 kilometrów, a Smitha aż o 42 kilometry.

Satelity na straży lodu

Przełom w badaniach umożliwiły nowoczesne technologie satelitarne, w tym komercyjne konstelacje radarowe SAR. Trzydzieści lat temu monitorowanie antarktycznej pokrywy lodowej oznaczało wielomiesięczne przerwy między przelotami satelitów i konieczność czekania w nadziei na bezchmurne niebo - wspomina Eric Jensen, dyrektor generalny ICEYE US.

Dziś komercyjne konstelacje satelitów radarowych SAR codziennie odwiedzają kluczowe obszary, bez względu na pogodę i porę dnia. To badanie pokazuje, jak cenne są komercyjne dane radarowe dla lepszego zrozumienia naszej planety. W nadchodzących latach rządy, naukowcy i planiści obronni będą na nich polegać w znacznie większym stopniu - podkreśla ekspert.

Od 2023 roku ICEYE dostarcza codzienne dane satelitarne z kluczowych sektorów Antarktydy, uzupełniając je informacjami z innych źródeł, takich jak satelity Sentinel-1 Europejskiej Agencji Kosmicznej. Dzięki temu możliwe jest niemal ciągłe monitorowanie zmian, które zachodzą w lodowej pokrywie kontynentu.

Dlaczego to takie ważne?

Dokładne i regularne mapowanie zmian położenia kontynentalnej linii uziemienia lądolodu ma kluczowe znaczenie dla modeli i badań pokrywy lodowej. To właśnie te dane pozwalają prognozować przyszły wzrost poziomu morza oraz bezpośrednio wspierać planowanie i informowanie mieszkańców terenów nadmorskich na całym świecie o zachodzących zmianach.

Linia podparcia lodu jest bezpośrednim wskaźnikiem stabilności pokrywy lodowej, więc jeśli nie potrafimy jej dokładnie zmapować, nie możemy realistycznie prognozować jej zmian. Granica ta przesuwa się wraz z pływami w skali od kilku godzin do kilku dni. Jej zmapowanie wymaga powtarzalnej interferometrii SAR, która wykrywa subtelne ruchy pionowe, gdy lód odrywa się od podłoża. W strefach, w których lód przemieszcza się z dużą prędkością, powierzchnia zmienia się na tyle szybko, że zbyt duży interwał między obserwacjami oznaczałby utratę możliwości skutecznej pomiaru ruchu. Powtarzalne obserwacje o dużej częstotliwości zmniejszają to ryzyko i dają większą pewność, że opisywane przez nas cofanie się lodu odzwierciedla rzeczywiste tempo zmian - tłumaczy Michael Wollersheim, dyrektor ds. analityki InSAR w ICEYE.

W badaniach uczestniczyli naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine, NASA Jet Propulsion Laboratory, francuskiego Uniwersytetu Grenoble-Alpes, Uniwersytetu Waszyngtońskiego oraz eksperci z ICEYE - firmy z polsko-fińskim rodowodem. Całość została sfinansowana przez NASA.