Gazeta, nawiązując do światowych reakcji na plan Trumpa, podkreśliła, że ta propozycja zmusza inne państwa do "skonfrontowania się ze swoją hipokryzją" w kwestiach dotyczących losu Palestyńczyków.
Dziennik zwrócił uwagę, że "osławione rozwiązanie dwupaństwowe" nie może zostać zrealizowane, dopóki Hamas rządzi Strefą Gazy i ma szanse na przejęcie władzy na Zachodnim Brzegu.
Państwa arabskie nie domagają się wysłania sił pokojowych w celu zlikwidowania Hamasu i nie rwą się do objęcia rządów w Strefie Gazy. A jedyne, co oferuje światowa społeczność, to rzucanie frazesów o "rozwiązaniu dwupaństwowym" i przymykanie oczu na fakt, że Strefa Gazy pozostanie "piekłem, gdzie Hamas wznowi swoje rządy terroru, a Palestyńczycy, którzy chcą od życia czegoś innego, będą zrzucani z budynków" - ocenił "WSJ".
Reakcja na wystąpienie Trumpa - zdaniem gazety - dowodzi dobitnie, że państwa arabskie nie przejmują się dobrem Palestyńczyków. Egipt odmówił przejęcia Strefy, kiedy w 1978 r. Izrael chciał oddać ją Kairowi łącznie z półwyspem Synaj w ramach rozmów w Camp David - podkreślił dziennik, przypominając, że Strefa Gazy znajdowała się od 1948 r. pod zarządem Egiptu, a Izrael zdobył ją w trakcie wojny sześciodniowej w 1967 r.
Podczas obecnej wojny Egipt nie zgodził się nawet na tymczasowe wpuszczenie palestyńskich kobiet i dzieci - zauważył "WSJ".
Jeśli chodzi zaś o Jordanię, to - jak przypomniała amerykańska gazeta - w 1971 r. król Husajn zgładził i wygnał palestyńskich nacjonalistów, którzy zagrozili rządom dynastii Haszymidów. "Żadnych uchodźców w Jordanii, żadnych uchodźców w Egipcie" - oświadczył obecny władca, Abdullah II, po napaści palestyńskich ugrupowań terrorystycznych na Izrael w 2023 r. "WSJ" przytoczył tę wypowiedź jordańskiego monarchy.
Ani jeden, ani drugi kraj nie chce palestyńskich migrantów, którzy mogliby przywieźć ze sobą dżihadystyczne ciągoty, wspierane pieniędzmi i bronią z Iranu - ocenił dziennik.
"Nie wydaje się nam, aby Trump miał chęć na okupowanie Strefy Gazy z pomocą 82. dywizji powietrznodesantowej. Amerykanie też tego nie chcą. Ale może projekt Trumpa skłoni resztę świata do bardziej aktywnego działania na rzecz wsparcia powojennego rządu w Strefie Gazy, który pozwoliłby Palestyńczykom na życie na terytorium lepszym, niż piekło na ziemi" - czytamy w "WSJ".
Swój sprzeciw wobec pomysłu Donalda Trumpa zdążyły zakomunikować już m.in. Libia, Jordania i Egipt.
Libia nie zgodzi się na narzucone i przymusowe przesiedlenie do tego kraju Palestyńczyków ze Strefy Gazy - poinformowała w czwartek dyplomacja libijskiego Rządu Jedności Narodowej z siedzibą w Trypolisie.
Rząd libijski przypomniał w oświadczeniu swoje stanowisko w sprawie poparcia praw narodu palestyńskiego do ustanowienia niepodległego państwa ze stolicą w Jerozolimie.
Wcześniej podobne deklaracje złożyły władze Jordanii i Egiptu. W środę, w obecności prezydenta Palestyny Mahmuda Abbasa, król Jordanii Abdullah II odrzucił "wszelkie próby aneksji ziemi i wysiedlenia Palestyńczyków". Tego samego dnia egipski minister spraw zagranicznych Badr Abdelatty złożył podobną deklarację w rozmowie z palestyńskim premierem Mohammadem Mustafą.
Prezydent USA Donald Trump zapowiedział we wtorek na wspólnej konferencji prasowej z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, że Izrael przekaże Strefę Gazy Stanom Zjednoczonym po zakończeniu walk, a dwa miliony mieszkających tam Palestyńczyków zostanie przesiedlonych do "bezpieczniejszych i piękniejszych społeczności, z nowymi i nowoczesnymi domami". Zdaniem Trumpa domy te Palestyńczycy znajdą w sąsiednich krajach arabskich, na które amerykański prezydent wciąż naciska, by poparły jego pomysł.