Sobota w Hiszpanii upłynęła pod znakiem masowych demonstracji. W ponad 50 miastach, od Madrytu po Barcelonę i Walencję, na ulice wyszły tłumy rozgoryczonych obywateli. W stolicy protestowały dziesiątki tysięcy osób – organizatorzy mówią nawet o pół milionie, choć według władz było ich około 70 tysięcy. W centrum Madrytu, na placu Cibeles i okolicznych ulicach, zgromadzeni domagali się natychmiastowych zmian i nawoływali do strajku generalnego.
W Madrycie namioty, w Walencji zamieszki
W Madrycie od tygodnia na placu Puerta del Sol trwa protest okupacyjny – setki namiotów i tysiące młodych ludzi nie zamierzają się poddać. W Barcelonie, ze względu na ulewne deszcze, manifestację przeniesiono na wieczór. Najbardziej dramatyczny przebieg miały wydarzenia w Walencji, gdzie doszło do starć z policją.
Iskrą zapalną stało się piątkowe głosowanie w niższej izbie hiszpańskiego parlamentu. Odrzucono dwa rządowe projekty mające zwiększyć ochronę najemców: przewidywały one m.in. automatyczne przedłużenie umów najmu, zamrożenie czynszów, ochronę przed eksmisjami oraz ograniczenie zakupów mieszkań przez fundusze inwestycyjne.
Mieszkanie - największy problem Hiszpanów
Według najnowszego badania Centrum Badań Socjologicznych (CIS), aż 37,5 proc. Hiszpanów wskazuje mieszkalnictwo jako najważniejszy problem kraju – więcej niż kryzys gospodarczy czy imigrację. Ponad jedna czwarta badanych przyznaje, że problem dotyka ich osobiście.
Protesty nasiliły się po głośnej eksmisji 87-letniej Maricarmen Abascal, której czynsz podniesiono z 500 do 1650 euro – znacznie powyżej jej emerytury. Lokatorzy apelują do największych central związkowych o zorganizowanie strajku generalnego. Na razie nie ma decyzji, ale związki zawodowe już zapowiedziały koordynację działań z ruchami społecznymi.