Do zdarzenia doszło we wtorek po południu na Kingston Beach w pobliżu portu Shoreham. Według policji wszystkie cztery osoby najpierw biwakowały na wybrzeżu, a następnie poszły popływać we wzburzonym morzu i znalazły się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Jak relacjonuje dziennikowi „The Sun” Joe Chrisp, który mieszka w okolicy, „jeden z miejscowych rybaków powiedział, że jedno z dzieci zaplątało się w sieć rybacką”. To właśnie miejscowi rybacy powiadomili policję, widząc przestraszoną młodą dziewczynę i jej bliskich w pobliżu.
Zgłoszenie o osobach potrzebujących pomocy w wodzie wpłynęło do służb ratunkowych krótko po godz. 15 czasu brytyjskiego. Na miejsce skierowano liczne siły ratunkowe. W akcji uczestniczyli m.in. policja, straż przybrzeżna, osiem karetek pogotowia oraz dwa śmigłowce ratunkowe. Wszystkie cztery osoby zostały wydobyte z wody.
Mimo podjętej akcji ratunkowej nie udało się uratować trzech osób. Zginęli mężczyzna, kobieta i nastolatka. Policja potwierdziła, że wszystkie ofiary należały do tej samej rodziny. Czwarta osoba - młodsza dziewczyna - została przewieziona do szpitala. Jej stan określono jako krytyczny.
Policja wyjaśnia okoliczności tragedii
Na tym etapie nie wiadomo dokładnie, co doprowadziło do tragedii. Policja prowadzi dochodzenie, które ma ustalić przebieg wydarzeń. Komendant policji w Sussex James Collis przekazał, że informacja o śmierci trzech osób będzie miała „głęboki wpływ” na lokalną społeczność.
Nie wiadomo również, czy na sytuację wpłynęły warunki pogodowe. Według relacji przekazanych BBC przez jednego z mieszkańców morze było tego ranka bardzo wzburzone i wiał silny wiatr. Fale miały dodatkowo odbijać się od konstrukcji portowych. Służby jednak nie wskazały dotąd oficjalnie warunków na morzu jako przyczyny tragedii.
Wielka akcja ratunkowa i szok mieszkańców
Skala akcji ratunkowej od początku wskazywała, że sytuacja jest bardzo poważna. Na miejscu pojawiły się liczne karetki, śmigłowce oraz inne służby. Po zdarzeniu zamknięto także pobliski odcinek drogi A259 w obu kierunkach. Reporter BBC Sam Harrison relacjonował z Shoreham, że mieszkańcy są wstrząśnięci tragedią, a lokalna społeczność czeka na informacje o stanie hospitalizowanej dziewczyny.