Nie będzie ewakuacji Nionoksy, miejscowości nad Morzem Białym przy poligonie, na którym w czwartek eksplodował tajemniczy silnik rakietowy z napędem jądrowym. Wojsko odwołało, jak to określono, "planowe działania". Nadal pozostaje zamknięty obszar wokół poligonu morskiego na którym doszło do eksplozji i gdzie zginęło 7 osób. Spekuluje się, że eksplodował silnik "Buriewiestnika", tzw. broni przyszłości Putina o nieograniczonym zasięgu, napędzanej przez niewielki reaktor jądrowy.

Nie będzie ewakuacji Nionoksy, miejscowości nad Morzem Białym przy poligonie, na którym w czwartek eksplodował tajemniczy silnik rakietowy z napędem jądrowym. Wojsko odwołało, jak to określono, "planowe działania". Nadal pozostaje zamknięty obszar wokół poligonu morskiego na którym doszło do eksplozji i gdzie zginęło 7 osób. Spekuluje się, że eksplodował silnik "Buriewiestnika", tzw. broni przyszłości Putina o nieograniczonym zasięgu, napędzanej przez niewielki reaktor jądrowy.
Zdjęcie ilustracyjne /Pixabay

Specjalista od energetyki jądrowej z Rosyjskiej Akademii Nauk- Leonid Bolszow zapewnia, że planowana ewakuacja, która miała trwać tylko kilka godzin, nie miała mieć nic wspólnego ze zwiększonym po czwartkowej katastrofie promieniowaniem. Taki krótkotrwały poziom podwyższonego promieniowania jest niższy od tego, jaki  działa na pacjenta  podczas rentgenodiagnostyki - zapewnia Bolszow. Zachodnie media zgodnie uważają, że eksplodował jądrowy silnik "Buriewiestnika". 

Takiej pewności nie mają natomiast rosyjscy eksperci, od których trudno uzyskać jednoznaczną opinię na temat przyczyny wybuchu. Zdaniem, cytowanego przez serwis Fontanka.ru, inżyniera Marka Sołonina "latający nad głowami reaktor jądrowy, to śmiertelne niebezpieczeństwo". Jednak naukowy portal N+1.ru podkreśla, że nie ma żadnych jednoznacznych dowodów na to, że doszło do wybuchu reaktora jądrowego.

Prace nad "Buriewiestnikiem" trwają od 18 lat. W lutym tego roku agencja prasowa TASS podawała, że zakończyły się kluczowe testy napędu rakiety. Jak przekonują specjaliści, badania nad samolotami i rakietami z napędem jądrowym to nic nowego, prace nad nimi miały miejsce i w Związku Radzieckim i w Stanach Zjednoczonych. Technologia związana z napędem jądrowym została opracowana tuż po zakończeniu II Wojny Światowej, a wstępne prace nad nią były podejmowane jeszcze wcześniej. 

Wiktor Baraniec, komentator spraw wojskowych gazety "Komsomolskaja Prawda" uważa, że na poligonie mógł eksplodować element napędowy unowocześnianej rakiety R-29 - radzieckiego dwustopniowego pocisku balistycznego dalekiego zasięgu, które oficjalnie zostały wycofane z użycia. Po zawarciu traktatu o ograniczeniu sił strategicznych okręty podwodne wyposażone w te rakiety były wycofywane ze służby. Prawdopodobieństwo tej teorii obala fakt, że wybuch rakiety R-29 nie doprowadziłby do skażenia promieniotwórczego.

Zdaniem niezależnego analityka wojskowego Aleksandra Golca, siedmiu zabitych na poligonie na Morzu Białym, to nie ofiary wyścigu zbrojeń Rosji i USA, ale wyobrażeń Kremla o nieistniejących zagrożeniach. Jak twierdzi analityk, prace nad  "Buriewiestnikiem" zostały podjęte po zerwaniu przez USA w 2001 roku umowy o ograniczeniu obrony przeciwrakietowej. 

Moskwa przekonuje, że rozbudowując systemy obrony przeciwrakietowej, USA próbuje złamać równowagę strategiczną. Mówiąc wprost, zdaniem Kremla, chcą mieć możliwość zniszczenia Rosji. Wielu ekspertów dowiodło, że obawy Rosji są bezpodstawne. Zarówno Moskwa jak i Waszyngton posiadają taki potencjał zbrojeniowy, że wojna pomiędzy tymi potęgami wiązałaby się z kolosalnymi stratami dla każdej ze stron. Nawet "Buriewiestnik" nie da gospodarzowi Kremla decydującej przewagi w ewentualnym starciu.