"Stężenie niebezpiecznych gazów pod ziemią jest zbyt duże, żeby wznowić akcję ratunkową" - poinformowali ratownicy z Nowej Zelandii, którzy już drugi dzień nie mogą ruszyć z pomocą uwięzionym pod ziemią 29 mężczyznom. Nie wiadomo, kiedy akcja zostanie wznowiona.

Do eksplozji w kopalni Pike River na południu kraju doszło w piątek, prawdopodobnie z powodu eksplozji metanu, pyłu węglowego lub mieszanki obu tych substancji. Dwóm osobom udało się wyjść z kopalni o własnych siłach. Każdy z górników miał przy sobie butlę zawierającą zapas tlenu na 30 minut.

Większość uwięzionych to Nowozelandczycy, ale także Brytyjczycy i Australijczycy. Premier Nowej Zelandii John Key zapewniał kilka dni temu, że rząd robi wszystko by "mężczyźni wyszli na powierzchnię cali i zdrowi". Szanse na to są jednak coraz mniejsze.